czwartek, 29 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS SERIAL - AGATHA CHRISTIE "TAJEMNICA SIEDMIU ZEGARÓW"

 

        Agatha Christie jest oczywiście moją najukochańszą pisarką, więc kiedy usłyszałam, że powstaje kolejny serial na podstawie jej powieści, to wiadomo, że się ucieszyłam. Jednak kiedy przeczytałam, że serial ten produkuje Netflix, to mój entuzjazm nieco opadł. Jeśli ktoś ma coś schrzanić, to właśnie Netflix. Ale oczywiście miałam zamiar dać tej produkcji szansę. Ale najpierw po bożemu, czyli książka a potem film. 

Agatha Christie "Tajemnica siedmiu zegarów"


        Gerry Wade na pewno nie jest rannym ptaszkiem. Dlatego też jego znajomi postanawiają zrobić mu kawał - ustawiają w jego sypialni w rezydencji Chimneys mnóstwo budzików. Jednak o dziwo żart się nie udaje - Gerry nie zrywa się z łóżka z okrzykiem. To, co na początku miało być dobrą zabawą, staje się niepokojące. Okazuje się bowiem, że Gerry nie żyje - przedawkował środki nasenne. Kiedy policja orzeka nieszczęśliwy wypadek, nie wszystkich to przekonuje. Przebojowa córka właściciela Chimneys lady Eileen "Bundle" Brent postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy. Przez to wkracza na bardzo niebezpieczną ścieżkę, która dla niej może skończyć się tragicznie. 
        "Tajemnica siedmiu zegarów" jest tak naprawdę kontynuacją powieści "Tajemnica rezydencji Chimneys", jednak dotyczy zupełnie innej historii, także można ją przeczytać bez problemu jeśli się nie zna poprzedniej części. Jest to taki bardziej kryminał szpiegowski, których to Agatha Christie ma trochę na swoim koncie. Ja bardziej preferuję klasyczne kryminały, jednak to nie znaczy, że takich nie czytam. Tym bardziej jeśli jest to Królowa Kryminałów. Jak to u Agathy Christie mamy świetnie skonstruowaną intrygę - młody człowiek, który jest totalnym śpiochem, a więc raczej nie ma problemów ze snem, umiera po przedawkowaniu środków nasennych. Nie wydaje się, żeby miał on jakiś wrogów - był miły i wesoły. Jednak kiedy ginie kolejna osoba sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Zamieszana w to wszystko okazuje się być tajemnicza organizacja zwana Siedem Zegarów. Kim oni są? Jakie są ich zamiary? Dlaczego zginęli właśnie ci ludzie? Jest to naprawdę wciągająca i ciekawa tajemnica. Mamy tutaj tajemnicze zgony osób pracujących w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, sekretną organizację, plany genialnego wynalazku oraz dynamiczne śledztwo. Intryga goni intrygę, a tajemnica wydaje się być nieuchwytna - nic tu nie jest takie, na jakie wygląda. Do tego wszystkiego świetne zakończenie.


        Inną mocną stroną tej książki są postacie, a w szczególności oczywiście Bundle Brent - inteligentna, przebojowa, nieustraszona i cały czas pakująca się w kłopoty młoda arystokratka. Towarzyszy jej w śledztwie niewzruszony nadinspektor Battle, który swoim spokojem i stanowczością zawsze dojdzie do prawdy. Postacie drugoplanowe też są fantastycznie wykreowane - wprowadzają dużo tajemnicy, ale też dobrego humoru. 
     Chociaż "Tajemnica Siedmiu Zegarów" nie jest moją ulubioną powieścią Królowej Kryminałów, to uważam, że jest to naprawdę świetna książka. Jeśli ktoś lubi szpiegowskie klimaty, tajemnicze organizacje oraz wartką akcję, to jest to pozycja zdecydowanie dla niego. A jak sprawa się ma z serialem?
 
"Siedem Zegarów Agathy Christie" 2026


        Kiedy na przyjęciu w rezydencji Chimneys dochodzi do tragedii, nieustraszona lady Eileen Brent postanawia dowiedzieć się prawdy, ponieważ nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. Dziewczyna wpada na trop międzynarodowej intrygi i od tej pory znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 
        Już na wstępie mogę powiedzieć, że Netflix nie zawiódł - jak coś można było spieprzyć, to oczywiście to spieprzył. Nawet nie wiem od czego zacząć, tak bardzo wiele rzeczy tu nie gra. Przede wszystkim fabuła - bardzo luźno potraktowano materiał źródłowy. Dużo wątków dodano, dużo pominięto i to moim zdaniem ważnych. Ja rozumiem, że serial czy film nigdy nie będą idealnym odzwierciedleniem książki, ale tutaj to totalny dziki zachód. Jak wspomniałam pominięto ważne kwestie, a te które dodano są zupełnie głupie, bez sensu i wydumane. To bardzo zniszczyło tą genialną w oryginale intrygę. Ktoś z tej fabuły zrobił totalną sieczkę. Przez te niepotrzebnie dodane wątki serial jest za długi i przez to po prostu nudny. Książka jest bardzo wartka, a tu musiałam przewijać, żeby pominąć całkowicie zbędne dialogi. O zakończeniu to nawet nie chcę wspominać - lepiej pominąć to milczeniem. Dla porównania film "Tajemnica Siedmiu Zegarów" z 1981 r, o wiele lepiej przedstawia fabułę książki. 
        Oczywiście jak na Netflix przystało musi być bardzo nowocześnie - co z tego, że to nie pasuje do lat dwudziestych dwudziestego wieku. Jednak najgorsza była główna bohaterka (Mia McKenna-Bruce) - nudna, irytująca, wiecznie nadęta i w ogólnie niepodobna do oryginału. Bundle powinna być przebojowa, rezolutna, wesoła. Ta tutaj to jakaś karykatura. Pozostałe postacie też szału nie robiły - nie wiem np. po co tu Helena Bonham Carter jako matka głównej bohaterki. Eileen miała ojca, a nie matkę - tą postać wciśnięto tu totalnie na siłę. Sytuacji nie uratował nawet Martin Freeman - kompletnie mi nie pasował na nadinspektora Battle'a. Jedyne postacie, które nawet mi odpowiadały do Bill Eversleigh (Hughie O'Donnell) i George Lomax (Alex Macqueen) - tylko oni w miarę przypominali oryginały. 
      Tak więc jak widać wyszło jak zwykle. Naprawdę niech Netflix nie bierze się za ekranizację klasyków, bo jest po prostu kiepsko. Klasyka to klasyka, unowocześnianie jej na siłę jest po prostu niepotrzebne, a na pewno nie w tym przypadku. Ta książka sama się broni - nie potrzebuje pseudoulepszenia. A tak znów wyszła nieciekawa papka pełna pustych frazesów. Może dla kogoś, kto nie czytał książki ten serial będzie bardziej strawny, aczkolwiek wątpię, bo jest po prostu nudny i mało interesujący. Sto razy lepiej sięgnąć po książkę - jest to gwarancja świetnej zabawy.





        Bibliografia:

czwartek, 22 stycznia 2026

FREIDA MCFADDEN "IDEALNY SYN"

 

         Tak się złożyło, że w najnowszym poście biorę na tapet kolejną książkę Freidy McFadden. Myślę, że to świadczy o tym, jak ta autorka jest popularna - mam wrażenie, że co chwilę wychodzą jej nowe książki. Tym razem jest to "Idealny syn"
            Wydawałoby się, że Erika ma idealne życie - dom na przedmieściach, udane dzieci, mąż, który ją rozumie. A szczególnie udany jest jej syn Liam - wzorowy uczeń, sportowiec odnoszący sukcesy, grzeczny, uprzejmy, mistrz debat. Jednak, czy aby na pewno jest to prawda? Kiedy znika nastolatka wszyscy wskazują na jedną rzecz - Liam szczególnie się nią interesował. Czy chłopak jest tak idealny na jakiego wygląda? Czy jednak za tą fasadą kryje się coś mrocznego? Erika staje przed najtrudniejszym w życiu wyborem, a konsekwencje będą niewyobrażalne. 


          Już na wstępie muszę przyznać, że książka naprawdę mi się podobała. Ostatnio miałam wrażenie, że Freida McFadden popada trochę w schemat i jej książki zaczynają być do siebie bardzo podobne. Jednak tutaj mamy troszkę inną historię. Poznajemy Erikę Cass - z pozoru typową matkę z amerykańskich przedmieść. Ma męża, który dobrze zarabia, dwójkę udanych dzieci, ładny dom. Nikt by nie pomyślał, że coś tu jest nie tak. Jednak na tym idealnym obrazku są rysy i to niemałe. Erika bowiem od dawna martwi się o swojego syna Liama. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być idealne - Liam jest przystojny, inteligentny, pracowity. Jednak jest coś, co niepokoi Erikę - chłopak jest bardzo zimny emocjonalnie. Wydaje się być wyzuty z uczuć i empatii oraz świetnie manipuluje ludźmi. Czy to nie cechy psychopaty? Kiedy jego koleżanka Olivia znika bez śladu, Erika jest przerażona - obawia się, że jej syn ma coś z tym wspólnego, tym bardziej, że wymknął się z domu w noc zaginięcia dziewczyny. Myślę, że autorka świetnie ukazała emocje kobiety - Erika bardzo kocha swojego syna, nawet ma wyrzuty sumienia, że kocha go bardziej niż swoją córkę. Jednocześnie boi się go - Liam od dziecka wykazuje dziwne zachowania. Tak więc kobieta jest rozdarta - z jednej strony stara się chronić swoje dziecko, które kocha nad życie, jednak z drugiej stara się przed nim chronić innych. Jest to naprawdę straszna sytuacja dla matki. Kiedy czytałam tą książkę to właśnie naszła mnie refleksja jak muszą czuć się kobiety, których dzieci okazały się być mordercami. Jak wiemy bywa różnie, od załamania nerwowego po wyparcie. Erika jednak nie wypiera problemu, albo udaje że go nie ma. Stara sobie z nim radzić na swój własny sposób. I to właśnie jest największą zaletą tej książki.


        Narracja prowadzona jest również z perspektywy Olivii. Tutaj z jednej strony mamy typową nastolatkę, która przeżywa swoją pierwszą miłość. Jej zauroczenie, pragnienie bycia zauważoną oraz pewne zaślepienie - nie dociera do niej, że Liam może nie być taki na jakiego wygląda, o czym mówi jej sporo osób. Z drugiej jednak mamy bardzo dzielną dziewczynę, która nie ma zamiaru poddać się bez walki. Ta narracja też mi się podobała.
          Sama intryga jest ciekawa i wciągająca - mamy idealnego syna, który prawdopodobnie ukrywa swoje mroczne oblicze, tajemnicę z przeszłości, która rzuca cień na całą rodzinę oraz desperacki wyścig z czasem. Ta historia naprawdę mnie zaangażowała i trudno było mi się od tej książki oderwać. Wprawdzie po przeczytaniu już wielu thrillerów i dobrze znając książki Freidy McFadden od razu wiedziałam, że coś tu nie gra i dosyć szybko domyśliłam się o co tutaj chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze i uważam, że zakończenie było satysfakcjonujące. I co było troszkę inne - aż tak bardzo nie gryzło moralnie, bo u tej autorki często działania bohaterów pozostawiają wiele do życzenia pod tym kątem. Ja chyba jednak lubię dosyć jasne określenie co jest dobre, a co złe. Dlatego może ta książka bardziej do mnie przemówiła i uważam, że naprawdę warto przeczytać. 





        Bibliografia:
  1. F.McFadden, Idealny syn, Czwarta Strona Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. 2026, można kupić np. tu: https://www.empik.com/idealny-syn-freida-mcfadden,p1686929834,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/idealny-syn , lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/idealny-syn-7547783-ksiazka.html

czwartek, 8 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS FILM - FREIDA MCFADDEN "POMOC DOMOWA"


        Freida McFadden to ostatnio jedna z najpopularniejszych autorek thrillerów. Dlatego też na ekrany kin wchodzi film na podstawie jej najbardziej znanej książki, czyli "Pomocy domowej". Byłam bardzo ciekawa tego filmu nie tylko ze względu na książkę, ale także na obsadę. Lubię dzieła Freidy McFadden, ponieważ są ciekawe, wciągające i mają dużo zwrotów akcji. Jednak wiadomo, jeśli chodzi o ekranizacje to niestety różnie bywa. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Na razie chciałam napisać o książce, która stała się światowym bestsellerem. 
     Millie jest w beznadziejnej sytuacji - jest bezrobotna, a jej obecnym domem jest jej samochód. Dlatego też praca pomocy domowej u bogatej rodziny Winchester wydaje się wybawieniem. Chociaż nie jest to łatwa praca - pani domu, Nina, to kobieta bardzo kapryśna i rozchwiana emocjonalnie. Oprócz tego jej córka Cecelia jest rozpieszczonym bachorem, który wyżywa się na biednej gosposi. Z czasem jednak Millie zauważa, że coś dziwnego dzieje się w tym domu - jej pokój można zamknąć tylko od zewnątrz, okno jest wtopione w ścianę i nie da się go otworzyć, a zachowanie jej chlebodawczyni coraz trudniej wytłumaczyć kapryśnym zachowaniem. Millie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że znalazła się w potrzasku.
       Na początku mamy do czynienia z klasyczną historią - z jednej strony mamy biedną dziewczynę z kryminalną przeszłością, która zatrudnia się u bogatej rodziny jako pomoc domowa. Nie jest trudno wyczuć jej desperację, dlatego też wydaje się być łatwą ofiarą. Z drugiej mamy bogatą, znudzoną panią domu, która jest kapryśna i wybuchowa. Od razu wiadomo jak to się skończy. Ale czy na pewno? W książce mamy dwie perspektywy - przez większość czasu Millie, a potem Niny. W tym wypadku jest to naprawdę ciekawy zabieg, ponieważ relacja Niny wnosi coś zupełnie innego. Przedstawione w książce kobiety bardziej nie mogłyby się różnić, ale to tylko fasada - tak naprawdę jest coś, co je łączy. Ta historia właśnie dlatego jest tak bardzo ciekawa - chociaż praktycznie od początku mamy jako takie pojęcie, że to co widzimy to tylko pozory, to jednak nie jesteśmy do końca pewni o co tutaj chodzi. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana - coś bardzo mrocznego stoi za wydarzeniami w domu rodziny Winchester, jednak długo jest to coś jest niewidoczne gołym okiem. Mamy tylko poczucie, że za tym wszystkim kryje się jakieś zło. Zakończenie też jest niesamowitym zwrotem akcji i chociaż z czasem zaczynamy się go domyślać, to jednak nie wiemy wszystkiego.


        Postacie też prezentują się bardzo ciekawie. Główna bohaterka Millie, to dziewczyna z przeszłością, która stara się jakoś sobie radzić. Jest w bardzo trudnej sytuacji i naprawdę chyba każdy czytelnik jej współczuje. Kobieta, która ją zatrudniła, traktuje ją okropnie - po prostu się na niej wyżywa. Jednak Milie była w więzieniu, tak więc ma też swoją mroczną stronę. Drugą najważniejszą osobą dramatu jest oczywiście Nina, pozornie typowa bogaczka - kapryśna, próżna, znudzona i przez to rozchwiana emocjonalnie. Jednak tutaj, tak jak w przypadku Millie, kryje się coś więcej. Następnie mamy Andrew Winchestera, męża Niny, jedyną wydaje się normalną osobę w tym towarzystwie. Andrew jest grzeczny, kulturalny i współczujący. Dlaczego jednak związał się z taką kobietą jak Nina? Oprócz tego jest jeszcze Enzo - tajemniczy, milczący ogrodnik, który od początku ostrzega Millie, jednak nie chce nic więcej powiedzieć. Jaką rolę pełni w tej całej historii? 
        To wszystko razem powoduje, że książkę czyta się z zapartym tchem. Historia wciąga jak wir i cały czas mamy ochotę na więcej. Fabuła jest bardzo emocjonująca. Na początku akcja rozkręca się powoli, żeby z czasem bardzo mocno przyspieszyć. Zakończenie jest naprawdę sensacyjnie i jak to u Freidy McFadden bywa można mieć tutaj wątpliwości co do jego moralnego wydźwięku. Jednak uważam je za satysfakcjonujące i myślę, że autorka wpadła na świetny pomysł. Dzięki temu książka zdecydowanie się wyróżnia. Warto przeczytać. Jak jednak sprawa wygląda jeśli chodzi o film?


        Millie Calloway (Sydney Sweeney) - kobieta na zwolnieniu warunkowym, podejmuje pracę u bogatej rodziny Winchesterów. O ile pan domu Andrew (Brandon Sklenar) jest miły i uprzejmy, to jego żona Nina (Amanda Seyfried) budzi niepokój. Raz kobieta jest wylewna i sympatyczna, aby zaraz wpadać w furię i wyżywać się na niewinnej gosposi. Do tego jest tajemniczy ogrodnik Enzo (Michele Morrone), który dziwnie się zachowuje. Za czasem Millie zaczyna odczuwać prawdziwe zagrożenie, jednak nie wie jak wielki sekret skrywa dom, z którego nie ma ucieczki. 
        Jak więc widać fabuła filmu zgadza się z książką, a przynajmniej w najważniejszych aspektach. Widomo, twórcy sporo wątków nie ujęli, ponieważ zabrakłoby czasu, a film i tak trwa ponad dwie godziny. Cześć rzeczy też pozmieniano np. zakończenie, jednak na szczęście nie tak bardzo. To było dla mnie najważniejsze, ponieważ książka mi się podobała i nie chciałam, żeby ekranizacja bardzo odbiegała od pierwowzoru.
         Druga kwestia to obsada. Muszę przyznać, że na początku byłam trochę sceptyczna - inaczej wyobrażałam sobie główne bohaterki, szczególnie Ninę. Wydawało mi się, że Amanda Seyfried jest trochę za ładna do tej roli. Jednak okazało się, że obie panie świetnie sobie poradziły, właśnie szczególnie Amanda. Przynajmniej takie jest moje zdanie - podkreślam to, ponieważ czytałam różne opinie, w szczególności o Sydney Sweeney - ja uważam, że bardzo dobrze sobie poradziła. Za to najbardziej na miejscu był w moim mniemaniu Brandon Sklenar - bardzo pasował do tej roli i świetnie się w niej odnalazł. Inaczej rzecz się ma z naszym Massimo, czyli Michele Morrone - trudno tu cokolwiek powiedzieć, ponieważ na ekranie było go tyle co nic. Jednak jest to ciekawe, że taki film jak "365 dni" może być przepustką do hollywoodzkiej kariery. Także obsada na plus. 
            W ogóle cała zagadka jest dosyć dobrze przedstawiona, akcja jest wartka, szczególnie w drugiej połowie, a film naprawdę angażuje widza. Był tu pewien mocny zwrot akcji, chociaż nie dla mnie, bo czytałam książę, choć i tam domyśliłam się, że coś tu nie gra. Jednak sam pomysł był ciekawy. Dlatego uważam, że bardzo fajnie spędziłam te dwie godziny, chociaż były tu pewne problemy. Na pewno niektóre sceny są mocno przerysowane, ocierając się o kiczowatość. Wycięcie niektórych wątków spowodowało, że w pewnych kwestiach fabuła jest bardzo naciągana. Owszem, fabuła książki też była naciągana, ale tu bardziej to widać. Wiele osób zwróciło uwagę na nielogiczności i dużo mało realnych scen. Szczególnie mocno też skrzywdzili Enzo, który jest dosyć ważną postacią w książce, a tutaj najwyżej trzecioplanową. Jednak ja uważam ten film za kino rozrywkowe, stworzone dla relaksu, fajnej zabawy, trochę dreszczyku emocji. I w tych kwestiach film się bardzo dobrze sprawdził. Dlatego też uważam, że jest warty polecenia. 


        Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Freidy McFadden serdecznie zapraszam:



        Bibliografia: