czwartek, 13 listopada 2025

GARETH RUBIN "HOLMES & MORIARTY"


            Najlepszy na świecie detektyw i jego największy arcywróg muszą współpracować? Jeśli chodzi o Sherlocka Holmesa i profesora Moriarty'ego wydaje się to niemożliwe. A jednak.... Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać największych przeciwników literackich na świecie. Genialny detektyw i równie genialny złoczyńca - ich rywalizacja inspirowała i inspiruje różnych twórców. Do nich właśnie zalicza się autor słynnego "Domu klepsydry" Gareth Rubin. Ja oczywiście, jako wielka fanka Sherlocka Holmesa, kiedy tylko zobaczyłam tą książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jednak, z jednej strony czułam ekscytację, z drugiej obawę - chyba to uczucie zawsze mi towarzyszy kiedy ktoś "wskrzesza" mojej ulubione postacie. Po prostu boję się, że najzwyczajniej na świecie ktoś może to schrzanić. Jak stało się tym razem? 
             Sherlock Holmes dostaje do rozwikłania dziwną, ale pozornie błahą zagadkę. Pewien aktor twierdzi, że na jego spektakle cały czas przychodzą ci sami ludzie, jednak w różnych przebraniach. I chociaż jest przeciętnym aktorem, jest wspaniale traktowany. Z czasem sytuacja robi się coraz dziwniejsza. Tymczasem największy rywal Holmesa - profesor Moriarty, zostaje wrobiony w zabójstwo szefa gangu i wraz ze swoim współpracownikiem, pułkownikiem Moranem, musi uciekać przed zemstą. Jednak straszliwe morderstwo dwóch wielkich osobistości krzyżuje drogi największych przeciwników. I wtedy okazuje się, że grozi im coś o wiele gorszego, niż oni sami.


       Zanim zacznę omawiać treść książki, chciałam wspomnieć o okładce, która jest naprawdę godna uwagi. Przedstawia ona wielkiego pająka, jednak można ją rozłożyć, a w środku znajduje się grafika stylizowana na stare gazety - bardzo mi się to podoba, uważam że jest naprawdę klimatyczne. Jeśli zaś chodzi o treść, to przyznam już na wstępie - książka mi się podobała, na szczęście 😄. Ma swoje słabe strony, jednak muszę powiedzieć, że bardzo dobrze się bawiłam. Historię poznajemy z dwóch perspektyw - doktora Watsona oraz Sebastiana Morana. Jest to ciekawy zabieg, ale nie wszystko w nim grało - jednak o tym później. Na początku są to dwie zupełnie różne sprawy - Holmes i Watson badają dziwne zachowania widzów pewnego teatru, a Moriarty i Moran prowadzą swoje ciemne interesy. I właśnie ta początkowa faza nie jest zbyt ciekawa - przynajmniej ta Moriarty'ego i Morana. Mnie tam jakieś przepychanki gangów mało interesują. Na szczęście dosyć szybko robi się dziwnie - dochodzi do tajemniczego morderstwa i okazuje się, że nawet taki geniusz zła jak Moriarty może zostać zrobiony w konia. 
        Ciekawiej przedstawia się sprawa Holmesa - teoretycznie nawet średniej klasy aktor może mieć grono fanów, ale czemu oni się przebierają tak żeby nikt ich nie rozpoznał? To jest bardzo dziwne. Po niedługim czasie nasza czwórka jest świadkiem przerażającego morderstwa - i tu trzeba przyznać, że autor swoimi mrożącymi krew w żyłach opisami naprawdę pobudza wyobraźnię. To wszystko wstrząsa nawet tak wytrawnym przestępcą jak Moriarty. Później okazuje się, że nasi rywale muszą współpracować, aby ocalić nie tylko siebie, ale też setki ludzkich istnień. I to się sprawdza, mimo moich wątpliwości. Chociaż Holmes jest po jasnej, a Moriarty po ciemniej stronie mocy, to jednak wiele ich łączy - obaj są bystrzy, mają analityczne umysły i cechuje ich chłód emocjonalny. Wydaje się też, że nikt nie dorównuje im intelektem - chociaż to okazuje się być częściowo złudne. Ich interakcje były niezwykle ciekawe - szczególnie, że były pokazane z perspektywy dwóch innych osób. I właśnie Watsona i Morana też coś łączy - obaj byli żołnierzami i obaj są bardzo przywiązani do swoich współpracowników. Ten kwartet to prawdziwa mieszanka wybuchowa. 


      Sama intryga też jest bardzo ciekawa. Mamy tutaj spiski, tajemnicze listy, sekretne wykopaliska, morderstwa, porwania, pościgi i walkę z siłami natury. Szczególnie pod koniec akcja jest naprawdę wartka. Sprawa na początku jest tajemnicza i złowroga. Niektóre opisy są naprawdę przerażające i przemawiają do wyobraźni. Uważam, że fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, chociaż trzeba przyznać, że niektóre wątki są grubymi nićmi szyte. Jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Zakończenie też mi się podobało, chociaż miałam nadzieję na coś bardziej wgniatającego w fotel. Mimo to uważam całość za udaną.
     Czego mi jednak brakowało? Chcąc nie chcąc trochę porównywałam tą książkę do najlepszej według mnie kontynuacji przygód Sherlocka Holmesa, czyli "Domu jedwabnego" Anthony'ego Horowitza. I w porównaniu z tą książką brakowało mi trochę typowej dla Holmesa dedukcji, czyli tego, że na podstawie orzeszków jakie jadł sprawca, Sherlock był w stanie określić, że kuleje on na lewą nogę, cierpi na zgagę i nie lubi komunistów. Śmieję się teraz, ale wiadomo o co chodzi. W tej książce było tego jak dla mnie trochę za mało. Poza tym średnio mi się podobała narracja Morana - jak dla mnie to trochę taki tępy osiłek. 


        Jednak to wszystko o czym powiedziałam wyżej to nie są rzeczy jakiejś wielkiej wagi. Ogólnie książka naprawdę mi się podobała. Dosyć zgadzała się z formą, którą stworzył Arthur Conan Doyle, a to dla mnie było najważniejsze. Sherlock ma być zimnym, analitycznym umysłem, który pomimo swojego chłodu emocjonalnego jest dobrym człowiekiem, a Watson ma być wiernym przyjacielem ze skłonnością do dramatyzmu. I koniec kropka. Na szczęście to tutaj się udało. Poza tym intryga mnie bardzo wciągnęła - autor miał wyjątkowo ciekawy pomysł. Oprócz tego, poza trochę długim wstępem, akcja jest wartka i książka w ogólnie nie nudzi. Bardzo mi się ona podobała i chciałabym, żeby powstały kolejne. 





        Bibliografia:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz