czwartek, 23 kwietnia 2026

YRSA SIGURÐARDÓTTIR "ZŁE DECYZJE"


         "Złe decyzje" to druga po "Znikąd pomocy" książka z serii pt. "Czarny lód" autorstwa znanej islandzkiej pisarki Yrsy Sigurðardóttir. Jest to jedna z moich ulubionych pisarek, autorka świetnej serii o prawniczce Thorze. Jej powieści mają niesamowity klimat - mimo, że są to thrillery/kryminały to czytając je ma się wrażenie, że to zupełnie inny gatunek, czyli horror. Chociaż sprawy na końcu są logicznie wyjaśnione, to jednak towarzyszy im atmosfera grozy. I to właśnie najbardziej mi się podoba. Seria "Czarny lód" opowiada o patolożce Iðunn, której towarzyszą policjanci Tỳr i Karólína.
  Pięcioro przyjaciół z czasów studenckich bierze udział w pogrzebie swojej koleżanki Guggi. Ceremonia odbywa się na Wyspie Westmana, gdzie kobieta mieszkała. Kiedy, z powodu burzy, wyspa zostaje odcięta od świata, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Przyjaciele zaczynają dostawać telefony z pogróżkami, a w domu Guggi dokonują makabrycznego odkrycia. Wygląda na to, że ich mroczna przeszłość postanowiła w końcu dać o sobie znać. Kiedy na miejsce przybywają policjanci wraz z patolożką Iðunn, nie mogą zrozumieć z czym mają do czynienia. Jak straszliwe sekrety kryje w sobie malownicza wyspa? I jak bardzo złe decyzje podjęła w przeszłości grupa studentów?


       Fabuła, tak jak w poprzednim tomie, jest pokazana dwutorowo - z jednej strony mamy relację poczynań grupki przyjaciół, pokazaną z perspektywy jednego z nich, lekarza Traustiego, a z drugiej zaś opis śledztwa przedstawiony tym razem przez Iðunn. U Yrsy Sigurðardóttir ten zabieg jak zawsze się sprawdza, chociaż przez to, że dosyć dużo się dzieje, to trzeba się skupić, żeby się nie pogubić. Obie historie są ciekawe. W opowieści Traustiego mamy do czynienia z sekretem z przeszłości, który cały czas nam towarzyszy w tle. Okazuje się bowiem, że kiedy sześcioro przyjaciół było studentami, z ich mieszkania zaginęła w tajemniczych okolicznościach inna studentka - Gudrun. Odbywała się tam wtedy suto zakrapiana impreza i przez to przyjaciele nic nie pamiętają. A przynajmniej tak twierdzą, ponieważ w trakcie pobytu naszych bohaterów na wyspie, na jaw wychodzi, że każdy z nich coś ukrywa. Największy problem miałam z nimi taki, że trudno ich było polubić. Każde z nich miało coś na sumieniu, wszyscy zachowywali się irracjonalnie i bardzo infantylnie jak na trzydziestolatków. Poza tym podejmowali naprawdę złe decyzje i to one doprowadziły ich do punktu, w którym się znaleźli. Wszystkie wydarzenia są skutkiem ich działań, więc bardzo trudno jest im współczuć. 


       Sytuacja ma się trochę inaczej z opowieścią Iðunn - śledztwo prowadzone przez policjantów i patolożkę naprawdę mnie wciągnęło, ponieważ miało dużo zwrotów akcji. Wiele rzeczy, okazywało się być zgoła czymś innym, niż na początku się wydawało, co zaskakiwało nawet samą Iðunn, bądź co bądź doświadczonego naukowca. Dodatkowo poznajemy też jej przeszłość i relacje rodzinne, które nawiasem mówiąc nie są zbyt różowe. Same śledztwo jest też niezwykle trudne i policjantom niełatwo jest dojść do prawdy. Mamy tutaj naprawdę dużo szczegółów, które prowadzą do wniosków przeczących samym sobie. Jednak samo rozwiązanie sprawy trochę mnie rozczarowało - ten tom cierpi na tą samą przypadłość co poprzedni. W moim mniemaniu zakończenie jest trochę zbyt proste jak na taką historię. Szczerze to spodziewałam się czegoś mocniejszego, a tutaj tak jakoś to wszystko wydawało mi się banalne - ot typowa sprawa kryminalna. 


         I jeszcze jednej rzeczy mi w tej książce zabrakło - tej typowej dla Yrsy atmosfery grozy. W poprzednim tomie była ona mocno wyczuwalna. Tutaj, poza jednym wątkiem dotyczącym tablicy ouija, praktycznie tego nie było. Owszem w fabule mamy dużo napięcia, głównie z przerażającym odkryciem w piwnicy, ale jest ono charakterystyczne dla thrillerów, a nie horrorów. Uważam, że to bardzo szkoda, bo odcięte od świata mroźne terytorium to idealna atmosfera dla horrorów, o czym świadczy właśnie inna powieść autorki pt. "Pamiętam cię".
     Nie uważam jednak, że "Złe decyzje" to kiepska książka. Jest to naprawdę wciągający thriller z ciekawym śledztwem i tajemnicami w tle. Czytało mi się ją bardzo dobrze i zaangażowałam się tą historię. Autorka ma niekwestionowany talent do tworzenia intrygujących i mrocznych historii. Myślę, że naprawdę warto się zapoznać. 


    Jeśli macie ochotę poczytać o pierwszym tomie "Czarnego lodu" serdecznie zapraszam: http://www.kryminalgrozatajemnica.com.pl/2024/10/yrsa-sigurardottir-znikad-pomocy.html




czwartek, 9 kwietnia 2026

ATTICUS PÜND PO RAZ TRZECI, CZYLI "MORDERSTWA W MARBLE HALL" ANTHONY HOROWITZ

 

            "Morderstwa w Marble Hall" są długo przeze mnie wyczekiwanym kryminałem. Jest to już trzecia odsłona przygód redaktorki Susan Ryeland i genialnego detektywa Atticusa Pünda. Poprzednie części, czyli "Morderstwa w Somerset" i "Morderstwa w Suffolk" opisałam we wcześniejszym poście. Dla przypomnienia - powieści te mają charakter książki w książce. Z jednej strony mamy perypetie redaktorki kryminałów Susan, a z drugiej książki Alana Conwaya o detektywie Atticusie Pündzie, które to właśnie redaguje nasza bohaterka. Tak się składa, że oni oboje zajmują się śledztwami w sprawie morderstw - Susan przez przypadek, Atticus dlatego, że jest to jego praca. Oba te śledztwa są naprawdę bardzo interesujące. I tym razem mamy dwie książki w jednej. 
       Susan dostaje pociągającą, a jednocześnie przerażającą propozycję - ma się podjąć redakcji kontynuacji przygód Atticusa Pünda, stworzonej przez wnuka słynnej autorki książek dla dzieci Eliota Crace'a. Z jednej strony ma szansę wrócić na rynek wydawniczy, z drugiej z fikcyjnym detektywem wiążą się traumatyczne wspomnienia. Mimo tego postanawia przyjąć ofertę. Jednak bardzo szybko zaczyna tego żałować - Eliot twierdzi, że jego babcia została zamordowana, a tożsamość mordercy ukrył w swojej książce. Susan po raz kolejny znajdzie się w niebezpieczeństwie. Tylko czy i tym razem uda jej się wyjść z tego cało? 


          I mamy kolejny świetny kryminał w klasycznym stylu. Muszę przyznać, że do lektury siadłam z prawdziwą przyjemnością i się nie zawiodłam. I tym razem Anthony Horowitz serwuje nam wspaniałą rozrywkę. Susan znów popada w kłopoty, a Atticus kolejny raz trafia na trop skomplikowanej zbrodni. I jedno i drugie śledztwo było świetne. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana. Zaczynamy jak zwykle od Susan, która przeżywa poważne zmiany w swoim życiu - wróciła do Londynu i pracuje jako samotny strzelec. Dostaje propozycję nie do odrzucenia - ma redagować kolejną książkę o Atticusie Pündzie, napisaną przez Eliota Crace'a. Jest on wnukiem słynnej pisarki Miriam Crace i twierdzi on, że jego babcia została otruta. W jego książce Atticus Pünd zajmuje się śledztwem w sprawie morderstwa Margaret Chalfont, która.........została otruta. Tak właśnie przenikają się dwa światy - ten rzeczywisty, gdzie Susan postanawia dojść do prawdy i ten fikcyjny, gdzie słynny detektyw walczy nie tylko z nieuchwytnym zabójcą, ale i śmiertelną chorobą. Oba śledztwa są naprawdę wciągające i mają fantastyczny klimat. Z jednej strony rodzina uwielbianej na całym świecie pisarki, która okazuje się ukrywa fakt, że ich rodzicielka wcale nie była taka idealna, z drugiej zabójstwo kobiety, którą wszyscy kochali. Tak więc w pierwszym przypadku wiele motywów, w drugiej ich brak. W tej części trzeba było naprawdę skupiać się na fabule, która ma dużo wątków wzajemnie się przeplatających. Obie zagadki są takie, jakie ja lubię najbardziej - w stylu starych kryminałów, jak książki Conan Doyle'a i Agathy Christie. Mamy więc tu klasyczne otrucie, wiele motywów - tych widocznych na pierwszy rzut oka i tych ukrytych, dziwnie zachowujących się podejrzanych, tajemnice z przeszłości i zemstę. Do tego dochodzi bardzo dla mnie jako historyka ciekawy wątek kradzieży dzieł sztuki w trakcie II wojny światowej. To wszystko jest zgrabnie złożone w logiczną całość, którą bardzo dobrze się czyta. Jeśli chodzi o zakończenie, to jest ono satysfakcjonujące, mimo że w większości domyśliłam się o co chodzi. Jednak w ogóle nie przeszkadzało mi to w odbiorze - bardzo mnie ta lektura wciągnęła. 


           Jeśli chodzi o postacie, to uwielbiam Atticusa Pünda. Jest on trochę bardziej ludzki, niż najsłynniejsi fikcyjni detektywi. Doznał koszmaru wojny i teraz stara się pomagać innym. Trzeba przyznać, że jest po prostu miły. Dzięki temu bardziej zjednuje sobie ludzi i potrafi więcej z nich wyciągnąć. I jak zwykle może pochwalić się genialną dedukcją. Susan też dobrze sobie radziła zważywszy na okoliczności i nawet tak bardzo mnie nie irytowała. Postacie drugoplanowe również były świetnie skonstruowane - wszyscy zachowywali się jakby coś ukrywali. Chociaż były one raczej typowe dla klasycznych kryminałów, to jednak były tak ciekawie i barwnie opisane, że nie sprawiały wrażenia sztampowych. Do tego dochodzi oczywiście osoba z przeszłości Susan, która w tej opowieści odgrywa zadziwiającą rolę. 
            Ta książka naprawdę jest świetna i chyba zaryzykuję stwierdzenie, że podoba mi się najbardziej z całej trylogii. Mam wrażenie, że teraz raczej nie są modne klasyczne kryminały, tak więc jest to dla mnie prawdziwa perełka. Ja wychowałam się na opowieściach o Sherlocku Holmesie i Herkulesie Poirot, więc właśnie taki rodzaj kryminału kocham najbardziej, a Anthony Horowitz właśnie to tego nawiązuje. Uważam, że jest on godnym następcą najsłynniejszych autorów kryminałów. Serdecznie polecam.      

   Jeśli macie ochotę zapoznać się z poprzednimi częściami zapraszam: http://www.kryminalgrozatajemnica.com.pl/2026/03/ksiazka-na-weekend-anthony-horowitz-i.html



            Bibliografia: