piątek, 21 listopada 2025

AGATHA CHRISTIE "MARTWY SEZON"

 

        Myślę, że nie tylko ja z chęcią pozostanę w halloweenowym klimacie. Stąd cieszę się bardzo, że Wydawnictwo Dolnośląskie właśnie wydało zbiór opowiadań Agathy Christie pt. "Martwy sezon". Już sam tytuł wskazuje na charakter opowiadań jakie się w nim znajdują. Książki Królowej Kryminałów darzę wręcz obsesyjną miłością i chociaż mam je wszystkie, zapragnęłam mieć też te pięknie wydane w Kolekcji Jubileuszowej. Dlatego też zawsze cieszę się na kolejną - uwielbiam do nich wracać. Tym razem mamy dwanaście opowiadań, które łączy jesienna atmosfera - co już widać na okładce, która jest w bardzo halloweenowym stylu. Ja oczywiście kocham wszystkie opowiadania, jednak chciałam zwrócić uwagę na moje ulubione. 
     Na pewno warto zwrócić uwagę na opowiadanie "Dopóki starczy światła", które pochodzi ze zbioru o tym samym tytule. Wydawałoby się, że otoczona luksusem i adoracją zakochanego męża Deirdre ma wszystko. Jednak podróż do plantacji w Afryce w gwałtowny sposób zburzy jej uporządkowany świat. To opowiadanie trudno nazwać kryminalnym - jest ono raczej obyczajowe. Z resztą praktycznie cały zbiór "Dopóki starczy światła" to opowieści niesamowite z nutką dramatu. Chociaż mamy tutaj raczej problemy duszy, a nie tajemnicze morderstwo, to jednak ma ono swój urok. Dotyczy to wyborów jakie musimy dokonywać w życiu, a czasem są one trudniejsze, niż nam się wydaje. 


        Za to typowo kryminalne jest opowiadanie pt. "Trójkąt na Rodos". Kiedy słynny detektyw Herkules Poirot przebywa na greckiej wyspie Rodos dochodzi to tragedii - piękna kobieta zostaje otruta. Jednak czy to na pewno ona miała być ofiarą? To opowiadanie jest dla mnie sentymentalne z tego względu, że byłam na Rodos i jest to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc jakie zwiedziłam. W ogóle kocham Grecję - byłam dwa razy i chciałabym jeszcze pojechać. To opowiadanie jest świetnie skonstruowane - autorka uczy nas, żeby nie ufać pozorom, bo mogą być one bardzo mylące, a to co ludzie pokazują na zewnątrz, bardzo rzadko jest prawdą. 


     Kolejnym ciekawym opowiadaniem jest "Ptak ze złamanym skrzydłem". Pan Satterthwaite spędza czas u swoich znajomych w Laidell, kiedy jedna z przebywających tam kobiet popełnia samobójstwo. Nasz bohater od razu podejrzewa, że coś jest nie tak i postanawia przystąpić do działania. Chociaż jest to opowiadanie kryminalne otacza je aura niesamowitości, jak wszystkie opowiadania o panu Quinie (pochodzi ono za zbioru "Tajemniczy pan Quin"). Dzieje się tak dlatego, że nie wiadomo kim on dokładnie jest - pojawia się i znika nagle, wie o wiele więcej niż przeciętny człowiek i wydaje się, że ma wręcz nadprzyrodzone zdolności. To opowiadanie zwraca uwagę dlatego, że motyw zabójcy jest chyba jednym z najbardziej zaskakujących w historii kryminałów. 


        Świetne jest również opowiadanie "Dziedzictwo Lemesurierów". Do Herkulesa Poirot zwraca się zrozpaczona matka, która boi się o swojego syna. Okazuje się, że mały Ronald dwukrotnie cudem uniknął śmierci. Sprawa jest o tyle trudna, że nad rodem Lemesurierów rzekomo ciąży klątwa - żaden pierworodny nigdy nie odziedziczy spadku. A Ronald jest właśnie pierwszym dzieckiem. Uwielbiam opowiadania o klątwach - z jednej strony jestem racjonalną osobą, jednak z drugiej pewne rzeczy trudno wytłumaczyć, jak np. tragedie w rodzinie Kennedych. Tutaj mamy oczywiście opowiadanie kryminalne i genialnego Herkulesa Poirot, który nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone. Wydaje się, że żadna klątwa nie ma szans w starciu z bystrym umysłem. Ale czy na pewno? 


        Tommy i Tuppence Beresfordowie to jedni z moich ulubionych bohaterów Agathy Christie. W opowiadaniu "Dom, w którym czai się śmierć" pod przykrywką prowadzą biuro detektywistyczne i zgłasza się do nich pewna dziewczyna, której rodzina padła ofiarą truciciela - ktoś wysłał im zatrute czekoladki i ledwo wyszli z tego żywi. Państwu Beresford cała ta sprawa bardzo się nie podoba i jak się okazuje słusznie, bo wkrótce dochodzi do tragedii. Cały zbiór pt. "Śledztwo na cztery ręce", z którego pochodzi to opowiadanie jest naprawdę fantastyczny. Jak już mówiłam uwielbiam Tommy'ego i Tuppence, ponieważ stanowią uroczą parę, która idealnie się uzupełnia. Tommy jest spokojny i stateczny, a jego żona spontaniczna i trochę szalona. Poza tym w tej książce mamy połączenie kryminału z wątkiem szpiegowskim i to właśnie bardzo lubię. Chociaż to opowiadanie trochę się wyróżnia, ponieważ jest bardziej mroczne. Jak zwykle jest tutaj świetnie skonstruowana intryga i trzeba przyznać, że zabójca wykazał się niebywałym sprytem. 


        "Martwy sezon" to bardzo ciekawy zbiór opowiadań - myślę, że idealnie nadaje się do spędzenia długiego, jesiennego wieczoru z książką. Książki Agathy Christie to zawsze gwarancja świetnie skonstruowanej intrygi, wspaniale wykreowanych postaci oraz fantastycznego klimatu. Myślę, że w tym zbiorze to wszystko odnajdziemy. Wydaje mi się też, że to pozycja nie tylko dla fanów Królowej Kryminałów - opowiadania są dosyć krótkie, nie są ciężkie w odbiorze i bardzo wciągają. Dlatego też zdecydowanie warto się zapoznać. 



    Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Agathy Christie serdecznie zapraszam:



    Bibliografia:
  1. A.Christie, Martwy sezon, Wydawnictwo Dolnośląskie 2025, można kupić np. tu: https://www.empik.com/martwy-sezon-christie-agatha,p1645864561,ksiazka-p?qa=martwy%20sezon&ac=true lub tu: https://bonito.pl/produkt/martwy-sezon-3

czwartek, 13 listopada 2025

GARETH RUBIN "HOLMES & MORIARTY"


            Najlepszy na świecie detektyw i jego największy arcywróg muszą współpracować? Jeśli chodzi o Sherlocka Holmesa i profesora Moriarty'ego wydaje się to niemożliwe. A jednak.... Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać największych przeciwników literackich na świecie. Genialny detektyw i równie genialny złoczyńca - ich rywalizacja inspirowała i inspiruje różnych twórców. Do nich właśnie zalicza się autor słynnego "Domu klepsydry" Gareth Rubin. Ja oczywiście, jako wielka fanka Sherlocka Holmesa, kiedy tylko zobaczyłam tą książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jednak, z jednej strony czułam ekscytację, z drugiej obawę - chyba to uczucie zawsze mi towarzyszy kiedy ktoś "wskrzesza" mojej ulubione postacie. Po prostu boję się, że najzwyczajniej na świecie ktoś może to schrzanić. Jak stało się tym razem? 
             Sherlock Holmes dostaje do rozwikłania dziwną, ale pozornie błahą zagadkę. Pewien aktor twierdzi, że na jego spektakle cały czas przychodzą ci sami ludzie, jednak w różnych przebraniach. I chociaż jest przeciętnym aktorem, jest wspaniale traktowany. Z czasem sytuacja robi się coraz dziwniejsza. Tymczasem największy rywal Holmesa - profesor Moriarty, zostaje wrobiony w zabójstwo szefa gangu i wraz ze swoim współpracownikiem, pułkownikiem Moranem, musi uciekać przed zemstą. Jednak straszliwe morderstwo dwóch wielkich osobistości krzyżuje drogi największych przeciwników. I wtedy okazuje się, że grozi im coś o wiele gorszego, niż oni sami.


       Zanim zacznę omawiać treść książki, chciałam wspomnieć o okładce, która jest naprawdę godna uwagi. Przedstawia ona wielkiego pająka, jednak można ją rozłożyć, a w środku znajduje się grafika stylizowana na stare gazety - bardzo mi się to podoba, uważam że jest naprawdę klimatyczne. Jeśli zaś chodzi o treść, to przyznam już na wstępie - książka mi się podobała, na szczęście 😄. Ma swoje słabe strony, jednak muszę powiedzieć, że bardzo dobrze się bawiłam. Historię poznajemy z dwóch perspektyw - doktora Watsona oraz Sebastiana Morana. Jest to ciekawy zabieg, ale nie wszystko w nim grało - jednak o tym później. Na początku są to dwie zupełnie różne sprawy - Holmes i Watson badają dziwne zachowania widzów pewnego teatru, a Moriarty i Moran prowadzą swoje ciemne interesy. I właśnie ta początkowa faza nie jest zbyt ciekawa - przynajmniej ta Moriarty'ego i Morana. Mnie tam jakieś przepychanki gangów mało interesują. Na szczęście dosyć szybko robi się dziwnie - dochodzi do tajemniczego morderstwa i okazuje się, że nawet taki geniusz zła jak Moriarty może zostać zrobiony w konia. 
        Ciekawiej przedstawia się sprawa Holmesa - teoretycznie nawet średniej klasy aktor może mieć grono fanów, ale czemu oni się przebierają tak żeby nikt ich nie rozpoznał? To jest bardzo dziwne. Po niedługim czasie nasza czwórka jest świadkiem przerażającego morderstwa - i tu trzeba przyznać, że autor swoimi mrożącymi krew w żyłach opisami naprawdę pobudza wyobraźnię. To wszystko wstrząsa nawet tak wytrawnym przestępcą jak Moriarty. Później okazuje się, że nasi rywale muszą współpracować, aby ocalić nie tylko siebie, ale też setki ludzkich istnień. I to się sprawdza, mimo moich wątpliwości. Chociaż Holmes jest po jasnej, a Moriarty po ciemniej stronie mocy, to jednak wiele ich łączy - obaj są bystrzy, mają analityczne umysły i cechuje ich chłód emocjonalny. Wydaje się też, że nikt nie dorównuje im intelektem - chociaż to okazuje się być częściowo złudne. Ich interakcje były niezwykle ciekawe - szczególnie, że były pokazane z perspektywy dwóch innych osób. I właśnie Watsona i Morana też coś łączy - obaj byli żołnierzami i obaj są bardzo przywiązani do swoich współpracowników. Ten kwartet to prawdziwa mieszanka wybuchowa. 


      Sama intryga też jest bardzo ciekawa. Mamy tutaj spiski, tajemnicze listy, sekretne wykopaliska, morderstwa, porwania, pościgi i walkę z siłami natury. Szczególnie pod koniec akcja jest naprawdę wartka. Sprawa na początku jest tajemnicza i złowroga. Niektóre opisy są naprawdę przerażające i przemawiają do wyobraźni. Uważam, że fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, chociaż trzeba przyznać, że niektóre wątki są grubymi nićmi szyte. Jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Zakończenie też mi się podobało, chociaż miałam nadzieję na coś bardziej wgniatającego w fotel. Mimo to uważam całość za udaną.
     Czego mi jednak brakowało? Chcąc nie chcąc trochę porównywałam tą książkę do najlepszej według mnie kontynuacji przygód Sherlocka Holmesa, czyli "Domu jedwabnego" Anthony'ego Horowitza. I w porównaniu z tą książką brakowało mi trochę typowej dla Holmesa dedukcji, czyli tego, że na podstawie orzeszków jakie jadł sprawca, Sherlock był w stanie określić, że kuleje on na lewą nogę, cierpi na zgagę i nie lubi komunistów. Śmieję się teraz, ale wiadomo o co chodzi. W tej książce było tego jak dla mnie trochę za mało. Poza tym średnio mi się podobała narracja Morana - jak dla mnie to trochę taki tępy osiłek. 


        Jednak to wszystko o czym powiedziałam wyżej to nie są rzeczy jakiejś wielkiej wagi. Ogólnie książka naprawdę mi się podobała. Dosyć zgadzała się z formą, którą stworzył Arthur Conan Doyle, a to dla mnie było najważniejsze. Sherlock ma być zimnym, analitycznym umysłem, który pomimo swojego chłodu emocjonalnego jest dobrym człowiekiem, a Watson ma być wiernym przyjacielem ze skłonnością do dramatyzmu. I koniec kropka. Na szczęście to tutaj się udało. Poza tym intryga mnie bardzo wciągnęła - autor miał wyjątkowo ciekawy pomysł. Oprócz tego, poza trochę długim wstępem, akcja jest wartka i książka w ogólnie nie nudzi. Bardzo mi się ona podobała i chciałabym, żeby powstały kolejne. 





        Bibliografia:

czwartek, 6 listopada 2025

BIBLIOTEKA GROZY - HERBERT GEORGE WELLS "CZERWONA KOMNATA"

 
        Na szczęście doczekaliśmy się kolejnej odsłony fantastycznej serii jaką jest Biblioteka Grozy. Już zaczynałam się martwić, ponieważ ostatnia książka wyszła naprawdę dawno i miałam obawy czy seria nie została zakończona. Jednak na szczęście tak się nie stało i dziś możemy się cieszyć kolejną wspaniałą pozycją. Tym razem jest to "Czerwona komnata" Herberta George'a Wellsa. Myślę, że tego autora nie trzeba nikomu przedstawiać - jest to jeden z najsłynniejszych pisarzy w historii, autor m.in. "Wehikułu czasu", "Wojny Światów" czy "Niewidzialnego człowieka". Tutaj mamy zbiór dziesięciu opowiadań grozy, które zadowolą nie tylko miłośników gatunku, ale na pewno fanów innych dzieł tego wspaniałego pisarza. 
        Zanim przejdę do opisania opowiadań, które najbardziej mi się podobały, chciałam oczywiście wspomnieć o okładce, która jak na Bibliotekę Grozy przystało, jest piękna i bardzo klimatyczna. Jeśli zaś chodzi o opowiadania to uważam, że naprawdę jest w czym wybierać. Szczególną uwagę zwraca już pierwsze, zatytułowane "Kwitnienie dziwnej orchidei". Pan Wedderburn ma ciekawe hobby - zbiera rzadkie gatunki kwiatów. Dlatego też jest bardzo szczęśliwy, kiedy udaje mu się kupić wyjątkowy kwiat orchidei. Dowiaduje się jednak, że jego znalazca umarł u tajemniczych okolicznościach. To opowiadanie pokazuje jak śmiertelnie niebezpieczna potrafi być natura i jak my ludzie jesteśmy mali wobec jej potęgi. Wydawałoby się, że to my jesteśmy panami tego świata, ale mam nadzieję, że nigdy nie będziemy się musieli przekonać, że się mylimy. 


        Innym ciekawym opowiadaniem, w którym główną rolę odgrywają siły natury jest "Ćma". Wydawałoby się, że antagonizm pomiędzy dwoma znanymi entomologami - Hapleyem i Pawkinsem, skończy się wraz ze śmiercią tego drugiego. Jednak wkrótce Hapley pada ofiarą prześladowania przez tajemniczą ćmę. Podczas czytania tego opowiadania na myśl cały czas przychodziło mi inne - wielkiego mistrza Lovecrafta pt. "Skrzydlata śmierć". Uważam, że jest między nimi kilka podobieństw. Opowiadanie Wellsa jest naprawdę pobudzające wyobraźnię - czy mamy tutaj do czynienia z postępującym obłędem, czy prawdziwym zjawiskiem nadprzyrodzonym? I jak coś tak małego i pozornie niegroźnego jak ćma potrafi dokonać takiego spustoszenia? Lęk przed owadami jest bardzo powszechny, dlatego był to ze strony pisarza naprawdę sprytny pomysł. Poza tym ćmy uważane są za bardzo tajemnicze, że wspomnę słynną historię o tzw. mothmanie, czyli człowieku-ćmie, który został zaobserwowany po raz pierwszy w latach sześćdziesiątych XX wieku. Rzekomo był to ogromny humanoidalny stwór przypominający ćmę. Myślę, że w tych stworzeniach, wyglądających jak dzieci mroku, a tak bardzo spragnionych światła, jest coś naprawdę fascynującego i to opowiadanie jest tego kwintesencją. 


        Trochę inny charakter ma opowiadanie "Pollock i człowiek Poro". Uczestniczący w ekspedycji na terenie Afryki Pollock, swoim uczynkiem naraził się na gniew wielkiego szamana ludu Poro. Na jego nieszczęście byli to ludzie, którzy nie wybaczali i którzy jak się okazuje, parali się nie tylko kanibalizmem, ale też czarną magią. To opowiadanie było dla mnie szczególnie interesujące - okazuje się, że Poro to tajne bractwo działające na terenie m.in Sierra Leone. W tym opowiadaniu jest pokazane, że posiadają również moc, której praktyki przywodzą na myśl kult voodoo. Uwielbiam takiego typu opowiadania właśnie o voodoo i związanych z nim klątwach. Tutaj mamy naprawdę wyrafinowaną zemstę, która jest tak potężna, że sięga zza grobu.  


     Spodobało mi się też tytułowe opowiadanie, czyli "Czerwona komnata". Pewien śmiałek postanawia spędzić noc w słynnej nawiedzonej komnacie. Mimo, że jest mu to odradzane, nie zamierza się wycofać. Do wszelakich zjawisk nadprzyrodzonych jest bowiem sceptycznie nastawiony. Jednak ta noc sprawi, że będzie musiał zmienić zdanie. Z jednej strony jest to typowa opowieść o nawiedzeniu, jednak z drugiej to nawiedzenie nie jest, że tak powiem standardowe. Autor tutaj próbuje dociec czym tak naprawdę jest nawiedzenie - czy jest to coś bardziej namacalnego np. zjawa, która po śmierci nie może zaznać spokoju, czy jednak coś głębszego, coś co tkwi w każdym z nas, ale jednocześnie jest ulotne. Myślę, że sami musimy sobie odpowiedzieć na to pytanie. 


       Dwa kolejne opowiadania są bardzo w klimacie Lovecrafta. Pierwsze z nich pt. "W otchłani" opowiada historię pewnej wyprawy w najczarniejsze głębiny oceanu. Kiedyś czytałam, że dno oceanu to najmniej zbadana część ziemi i mogą się tam kryć stworzenia, o których się nawet ludziom nie śniło. O tym właśnie opowiada ta historia - człowiek, który ryzykował swoim życiem, aby zbadać niezbadane, natknął się na coś fascynującego, a jednocześnie przerażającego. Uwielbiam takie historie - myślę, że naprawdę dużo zostało jeszcze do odkrycia. Drugie opowiadanie "Najeźdźcy z głębin" przedstawia sprawę pewnego emerytowanego handlarza herbatą, który pewnego razu wędrując u wybrzeży Kornwalii natknął się na coś, czego nikt nie chciałby spotkać. Tytułowy najeźdźcy przywodzą na myśl znane z opowiadań Lovecrafta Istoty z Głębin. Jako, że "Widmo nad Innsmouth" jest jednym z moich ulubionych opowiadań, to też bardzo przypadło mi do gustu. 


        Ostatnim opowiadaniem, o którym chciałam napisać jest "Skradzione ciało". Dwaj przyjaciele eksperymentują z autohipnozą, aby wywołać widma samych siebie i przenieść je na odległość. Nie wiedzą jeszcze, że będzie miało to fatalne konsekwencje. Uwielbiam tego typu historie, czyli sprawy parapsychologiczne. Myślę, że jest to bardzo ciekawy temat - czy można wyjść ze swojego ciała za pomocą umysłu? Jeśli ludzki umysł miałby taką moc, to nie trzeba wielkiej wyobraźni, jak to mogłoby być wykorzystane. Wiele czytałam o tego typu badaniach m.in. o eksperymentach CIA po II wojnie światowej. Chociaż wiadomo, że takie służby chciałyby wykorzystać takie zdolności jako broń, jednak to opowiadanie pokazuje jakie to może mieć konsekwencje. W życiu nie ma nic za darmo, a skutki takich działań mogą być tragiczne. 


           Moim zdaniem "Czerwona komnata" to fantastyczny zbiór. Mamy tutaj wszystko, co może się podobać nawet najbardziej wybrednym czytelnikom horrorów - nawiedzenia, zabójcza przyroda, klątwy, nieznane światy, potwory, eksperymenty parapsychologiczne. To wszystko napisane jest wspaniałym językiem, a szczegółowe opisy pobudzają wyobraźnię. Książka ma fantastyczny klimat, a opowiadania są naprawdę różnorodne - dzięki temu nie grozi nam znudzenie. Dodatkowo mamy tutaj różne aspekty naukowe, co jak wiadomo, u Wellsa jest jednym z najważniejszych punktów. Jednak uważam, że ta pozycja spodoba się nie tylko fanom horroru naukowego - opowiadania są bardzo interesujące i naprawdę wciągają. Serdecznie polecam się zapoznać. 



    Bibliografia:
  1. H.G.Wells, Czerwona komnata, Wydawnictwo C&T, Toruń 2025, można kupić np. tu: https://www.empik.com/czerwona-komnata-wells-herbert-george,p1674987950,ksiazka-p lub tu: https://bonito.pl/produkt/czerwona-komnata
        

piątek, 31 października 2025

HAPPY HALLOWEEN - (NIE)UDANA IMPREZA

 

        Jaki jest przepis na halloweenową imprezę - przerażające kostiumy, smaczne jedzenie, dobra muzyka, oglądanie horrorów? Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że najlepsza jest pogoń za własnym mordercą, odkrywanie głęboko zakopanych sekretów oraz szukanie autora tajemniczych pogróżek. Piszecie się? Jeśli tak to chciałam zachęcić do przeczytania m.in. najnowszej powieści autorki "Przewodnika po zbrodni według grzecznej dziewczynki", czyli Holly Jackson. Książka nosi tytuł "Nie całkiem martwa" i jest prawdziwą jazdą bez trzymanki.

Holly Jackson "Nie całkiem martwa"


            Małe miasteczko Woodstock w stanie Vermont. Halloween. Dwudziestosiedmioletnia Jet Mason wraca do domu z halloweenowego jarmarku. Dziewczyna, mimo swojego wieku, mieszka z rodzicami i nie potrafi znaleźć swojego miejsca w życiu - wszystko odkłada na później. Jednak jej sytuacja dramatycznie się zmienia, kiedy zostaje zaatakowana w domu przez nieznanego napastnika. Chociaż udało jej się przeżyć, to kiedy budzi się w szpitalu dowiaduje się, że w wyniku komplikacji po napaści został jej tylko tydzień życia. Dlatego Jet postanawia jedną sprawę doprowadzić do końca - znaleźć własnego mordercę. Czy uda jej się to zrobić zanim będzie za późno?
            Muszę przyznać, że od bardzo dawna nie byłam w takiej sytuacji, że trudno mi jej dobrać odpowiednie słowa, aby napisać o książce - tak wielkie na mnie zrobiła wrażenie. Spowodowała ona u mnie tyle emocji, że nawet teraz dzień później trudno mi zebrać myśli. Mam jednak nadzieję, że mi się uda. Przede wszystkim mamy tutaj fantastyczną historię - młoda dziewczyna, niemająca żadnych wrogów, zostaje brutalnie zaatakowana w swoim własnym domu. Mimo, że przeżyła tak naprawdę jest tykającą bombą - zmiany w jej mózgu wkrótce doprowadzą do jej śmierci. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jakie to uczucie. Jednak Jet postanawia się nie poddawać - rezygnuje z ryzykownej operacji, aby odnaleźć człowieka, który ją zaatakował. Na początku wydaje się, że to będzie bardzo trudne zadanie - Jet nie jest osobą, która może budzić powszechną nienawiść albo "ma coś za uszami". Jednak z czasem wychodzi na jaw, że w jej otoczeniu nic nie jest takie, na jakie wygląda. Fabuła jest naprawdę świetnie skonstruowana - tajemnica goni tajemnicę, przeszłość miesza się z teraźniejszością, a kolejne wydarzenia jeszcze tylko komplikują sprawę. Dynamiczne śledztwo Jet wciąga jak wir, z którego czytelnik nie chce się wydostać. Chociaż w pewnym momencie domyślałam się już kto jest mordercą, to zakończenie naprawdę zwala z nóg i to nie z powodu szokującego rozwiązania sprawy, ale emocji z nim związanych - po raz pierwszy płakałam czytając thriller. 
        Jet jest fantastyczną postacią - chociaż z pozoru wydaje się tzw. "przegrywem", to tak naprawdę kryje się za tym coś więcej. Dziewczyna ma w sobie głębokie cierpienie - jej siostra zginęła, kiedy ona była dzieckiem i przez to starała się jej dorównać, aby matka choć raz okazała jej odrobinę uczucia. Jednak nie za bardzo jej się to udaje - nie można na siłę być kimś innym. Poza tym ma poważne problemy zdrowotne. Jednak mimo tego jest szczera, bezpośrednia i bezkompromisowa. W obliczu tragedii nie poddaje się - przeciwnie, postanawia zawalczyć o prawdę. Trudno jej nie podziwiać. Na szczęście nie jest w tym wszystkim sama - ma wiernego przyjaciela Billy'ego, który bardzo się o nią troszczy. Billy jest w moim odczuciu takim idealnym kandydatem na męża - dobry, miły, czuły, oddany i wierny. Oprócz nich mamy rodzinę Jet - niezbyt przyjemną zbieraninę. Jest tu ambitna matka, lubiąca narzucać innym swoje zdanie, bezosobowy ojciec, nieprzyjemny brat i bratowa, była przyjaciółka Jet, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Jak więc widać postacie są świetnie rozrysowane. 
        Do tego akcja jest naprawdę warta, historia wciągająca, a zakończenie bardzo emocjonujące. Uważam, że jest to najlepsza książka Holly Jackson oraz jeden z najlepszych thrillerów jakie w życiu przeczytałam. Dlatego też bardzo zachęcam do przeczytania, a tym bardziej w Halloween, ponieważ ma niesamowity klimat.  

            Ostatnio znalazłam też inną książkę, której akcja rozpoczyna się na halloweenowej imprezie. Myślę, że też będzie fajną opcją na Halloween dla kogoś, kto chce sobie poczytać coś lżejszego.

Vincent Ralph "Sekrety nigdy nie umierają"


            Sam i jego przyjaciele co roku w trakcie imprezy na Halloween, wybierają się do chatki pośrodku lasu, aby powierzyć jej swoje sekrety. Jest to rodzaj terapii - jeśli wykrzyczy się swoje problemy, łatwiej sobie z nimi radzić. Jednak to działa do czasu, kiedy okazuje się, że ktoś wie o tajemnicach, których absolutnie nie miał nikt poznać. I ktoś ich szantażuje. Jak daleko będą w stanie się posunąć, aby ich sekrety pozostały zagrzebane na zawsze?
        Pierwsza rzecz jaka mi się nasuwa, kiedy myślę o tej książce to to, że jest to lekki thriller. Chociaż jest to pozycja Young Adult, czyli już z zamierzenia nie tak bardzo ciężka, jak typowe thrillery dla dorosłych, to nawet jak na ten gatunek jest moim zdaniem lżejsza i dosyć prosta w odbiorze. Poznajemy historię Sama i jego przyjaciół. Sam był kiedyś gwiazdą popularnego serialu, jednak załamał się po pożarze jaki wybuchł w jego domu. On wraz ze swoją dziewczyną Elishą, przyjaciółmi Haranem i Nikiem oraz siostrą Nika Lauren, co roku udają się do tzw. Chatki Cieni. Następnie każde z nich wchodzi samo do środka i wyjawia swój sekret. Trzeba przyznać, że jest to dość ciekawy pomysł - może rzeczywiście przynosi to jakąś ulgę. Jednak wkrótce okazuje się, że ktoś zna ich sekrety i ich szantażuje. Pytanie tylko dlaczego? Bo nie jest to typowy szantaż w stylu - jak mi nie zapłacisz, to powiem wszystkim. Nie, tu chodzi o coś innego. Tajemniczy szantażysta bawi się z nimi w "kotka i myszkę", pragnie żeby cierpieli, chce ich zniszczyć. I muszę przyznać, że choć to dosyć prosta historia, to jednak wciąga. Naprawdę chciałam się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi - czy oni naprawdę zrobili coś tak potwornego, że zasłużyli na to wszystko? Chociaż zakończenie tej historii może nie jest jakieś wyrywające z butów, to jednak uważam, że było nawet satysfakcjonujące, akcja pod koniec była naprawdę dynamiczna. I to trochę rekompensowało brak wartkiej akcji w środku książki - jestem przyzwyczajona do książek Natashy Preston czy wspomnianej wyżej Holly Jackson, a tam cały czas coś się dzieje. Tutaj trochę brakowało mi dreszczyku emocji. Plusem też jest to, że postacie nawet tak bardzo mnie nie irytowały, mimo że zachowywały się jak typowe nastolatki, jednak miały do tego prawo. Gorzej zachowywali się dorośli, nawet bym powiedziała, że wręcz karygodnie. 
            Jednak sama książka mi się podobała - była wciągająca, lekka, przyjemna, dosyć szybko ją przeczytałam. Nie jest to może jakieś ambitne dzieło, nawet jak na książkę Young Adult, jednak uważam, że jest całkiem w porządku. Dlatego też polecam się zapoznać. 
            Ja też niedługo mam nadzieję usiąść w ulubionym fotelu, zjeść pyszną pizzę, popcorn i żelki i obejrzeć fajny horror. W tym roku będą to popularne "Zniknięcia" - zobaczymy czy są tak dobre, jak o nich mówią. Mam nadzieję, że też macie zamiar fajnie się bawić. Życzę wszystkim Happy Halloween.






        Bibliografia:

czwartek, 23 października 2025

KSIĄŻKA VS FILM - RUTH WARE "KOBIETA Z KABINY DZIESIĄTEJ"


        Ruth Ware jest jedną z moich ulubionych pisarek. Jej książki już wielokrotnie opisywałam na swoim blogu. Moimi ulubionymi są "Pod kluczem" i "W ciemnym, mrocznym lesie". Dlatego też bardzo ucieszyła mnie informacja, że na Netflixie pojawi się ekranizacja jednej z jej powieści, a mianowicie "Kobieta z kabiny dziesiątej" (ja akurat mam wersję "Dziewczyna z kabiny nr 10"). Może nie jest to moja ulubiona książka, ale jednak byłam bardzo ciekawa filmu na jej podstawie. Stąd też postanowiłam, że rozpocznę cykl właśnie porównań książek z filmami. Chociaż już wcześniej robiłam właśnie takie analizy, to jednak chciałabym, żeby nabrały bardziej formalnego kształtu. 
                Lo Blacklock ma wielką szansę na zwrot w swojej karierze dziennikarki - ma zdać relację z rejsu luksusowym statkiem miliardera. Jest to dla niej nie tylko możliwość awansu, ale też ucieczka od traumatycznych wydarzeń w jej życiu. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli - pewnego wieczoru wydaje jej się, że kobieta z sąsiedniej kabiny zostaje wyrzucona za burtę. Jednak nikt jej nie wierzy - personel zaprzecza jakoby ktoś zajmował kabinę obok Lo, a goście uważają ją za histeryczkę. Kobieta jednak nie zamierza się poddać - w końcu na pokładzie ekskluzywnego statku znajduje się morderca i ktoś może zostać jego kolejną ofiarą. Lo obawia się, że to może być właśnie ona. Czy uda jej się ocalić życie?


             Muszę na początku przyznać, że chociaż książka mi się podobała to uważam, że nie jest pozbawiona wad. Zacznę jednak od zalet. Historia jest bardzo ciekawa i wciągająca. Mamy tutaj dziennikarkę, która przeżyła traumę, kiedy obcy mężczyzna włamał się do jej domu. Bardzo odbiło się to na jej psychice i nie umie sobie z tym poradzić. Na szczęście trafia jej się idealny sposób na ucieczkę od codzienności - rejs luksusowym jachtem. Kiedy już myśli, że uda jej się zapomnieć, staje się coś strasznego - widzi jak kobieta została wyrzucona za burtę. Jednak najgorsze przed nią - nikt jej nie wierzy. Nikt nie rozpoznaje kobiety, którą opisuje, a kabina w której rzekomo przebywała ofiara, nie była zamieszkana. Lo na początku wierzy w siebie i chce dociec prawdy, ale z czasem sama zaczyna wątpić w swoje zmysły. Czyżby trauma tak mocno odcisnęła na niej piętno? Myślę, że jest to bardzo interesujący motyw. Zakończenie też uważam za satysfakcjonujące. 
            Druga rzecz w tej książce, która bardzo mi się podobała to klimat. Uwielbiam thrillery, których akcja dzieje się w ograniczonych przestrzeniach - daje to poczucie uwięzienia, lęku oraz desperacji. Tutaj naprawdę ciekawie to wygląda - nie mamy do czynienia z łajbą, która musi walczyć ze wzburzonym oceanem. "Aurora Borealis" to luksusowy jacht miliardera, pełny najnowocześniejszego sprzętu i wykfalifikowanej obsługi. Co więc może się stać? Jednak najczęściej to nie natura jest naszym największym wrogiem, ale drugi człowiek. 
                Postacie, choć może trochę sztampowe, są ciekawie rozrysowane. Mamy tutaj m.in. milionera, właściciela statku. Czy doszedł do ogromnych pieniędzy ciężką pracą, czy dla nich ożenił się z kobietą, której nie darzy uczuciem? Czy jest może szczery i uczciwy na jakiego wygląda? A jego żona - czy jest kochającą partnerką, złamaną ciężką chorobą? Czy jednak coś ukrywa? Do tego bogaty biznesmen, dziennikarka idąca po trupach do celu, znany fotograf zdradzany przez żonę, były chłopak Lo, który nadal darzy ją uczuciem oraz szef ochrony, który ma kobietę za wariatkę. Uważam, że jest to dosyć interesujące towarzystwo. 


            Myślę, że mój mały problem z tą książką tkwi w samej głównej bohaterce - często mnie irytowała. Po pierwsze niby jest kobietą, która chce zrobić świetną karierę, ale moim zdaniem w ogóle się do tego nie nadaje. Zamiast robić wywiady i ciekawie opisywać poznane osoby, ona woli się upijać. Ja wiem, że przeżyła traumę, ale ja tam w niej w ogóle nie widzę talentu dziennikarskiego. Po drugie, kiedy już dochodzi do rzekomego morderstwa, Lo zamiast wziąć się do roboty i przeprowadzić poważne, dziennikarskie śledztwo, miota się jak ryba na haczyku, robi awantury i ma do wszystkich pretensje. Nie dziwię się tym ludziom, że wzięli ją za histeryczkę, wiecznie upojoną alkoholem. Oprócz tego uważam, że fabuła jest trochę za bardzo rozwlekła. Przez większą część książki Lo lata po pokładzie i szuka tajemniczej dziewczyny. Trochę brakowało mi jakiejś dynamiki.
           Jednak mimo tego wszystkiego książka mi się podobała. Przedstawia ciekawą historię i ma świetny klimat. Jak jednak sprawa wygląda jeśli chodzi o film?


        Niestety jeśli o niego chodzi, to mam mieszane uczucia. Ogólny zarys fabuły się zgadza - dziennikarka Lo Blacklock (Keira Knightley) zostaje zaproszona na luksusowy jacht miliardera (Guy Pearce), a tam jest świadkiem morderstwa. Jednak oczywiście nikt jej nie wierzy. Dlatego też kobieta postanawia wziąć sprawy we własne ręce. I to jest ok, ale - dużo rzeczy pozmieniano, co mnie osobiście się nie podoba. Po pierwsze główna bohaterka - przerobiono ją na typowo "netflixową" modłę. Tutaj jest odnoszącą sukcesy, znaną dziennikarką, silną i niezależną kobietą. W książce była nieporadną dziennikarką na niższym stanowisku, a zlecenie dostała tylko dlatego, że jej szefowa była w ciąży. Również trauma, którą Lo przeżyła tutaj jest innego rodzaju. Inne są również motywacje pozostałych postaci, a szefa ochrony, raczej nieprzyjemnego typa, znów zamieniono na silną i niezależną kobietę. Ta narracja naprawdę zaczyna mnie nudzić. W każdym filmie jest jedno i to samo. Zmieniono również zakończenie - pozostawiono jego ogólne zarysy. Ja rozumiem, że adaptacja nigdy nie będzie taka jak oryginał, ponieważ książkę trzeba dostosować do warunków filmowych, ale tutaj to jest moim zdaniem przesada. Poza tym czegoś mi tutaj zabrakło - jakiejś dynamiki, dreszczyku emocji, tajemnicy. Miałam wrażenie, że ten film jest jakiś suchy. Może nie jest bardzo zły, ale szału nie ma. W tym wypadku książka zdecydowanie wypada lepiej. Jednak polecam samemu się przekonać.   







        Bibliografia:
  1. R.Ware, Dziewczyna z kabiny nr 10, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018, nowszą wersję możecie kupić np. tu: https://www.empik.com/kobieta-z-kabiny-dziesiatej-ware-ruth,p1405980832,ksiazka-p , tu: https://www.swiatksiazki.pl/kobieta-z-kabiny-dziesiatej-7039144-ksiazka.html , lub tu: https://bonito.pl/produkt/kobieta-z-kabiny-dziesiatej
  2. YouTube.com
  3. Netflix.pl

czwartek, 16 października 2025

FREIDA MCFADDEN "WYPADEK"

 

        Właśnie miała miejsce premiera najnowszej książki Freidy McFadden pt. "Wypadek". Wygląda na to, że ta autorka jest niezwykle popularna w Polsce, ponieważ tłumaczenia jej książek wydawane są w naprawdę ekspresowym tempie - dopiero niewiele ponad miesiąc temu pisałam o innej jej świeżo wydanej książce zatytułowanej "Nauczyciele". Jest to pisarka, której dzieła są chętnie czytane na całym świecie, o czym może świadczyć fakt, że w grudniu będzie miała miejsce premiera filmu na podstawie jej najsłynniejszej książki, czyli "Pomocy domowej". Naprawdę cieszę się z tego powodu, gdyż lubię jej twórczość i oczywiście zamierzam iść do kina. Na razie jednak chciałam odnieść się do najnowszej pozycji. 
   Dwudziestotrzyletnia Tegan nie jest w najlepszej sytuacji życiowej - zaszła w nieplanowaną ciążę, ojciec dziecka nie chce mieć z nią nic wspólnego, a na dodatek złego jest bez grosza przy duszy. Dlatego też postanawia pojechać do swojego brata, który obiecuje się nią zaopiekować. Jednak po drodze wpada w poślizg i łamie sobie nogę w kostce. Na szczęście mieszkająca w pobliżu para - Hank i Polly, ratuje dziewczynę z opresji. Ale czy na pewno na szczęście? Przebywając w domu swoich wybawicieli, szybko zauważa ich dziwne zachowanie. Ma wrażenie, że coś ukrywają i boi się, że grozi jej niebezpieczeństwo. Mimo tego, dla siebie i dziecka postanawia podjąć walkę o przetrwanie. Czy jednak ma jakiekolwiek szanse? 


         Na początku chciałam zaznaczyć, że książka mi się podobała, ale nie była do końca tym, czego oczekiwałam - jednak w przypadku książek Freidy McFadden jest to normalne, przynajmniej jeśli chodzi o moją osobę. Ale po kolei. Narracja jest prowadzona z dwóch perspektyw - Tegan i Polly. Mnie osobiście średnio się to podobało - wolałabym, żeby narratorem, przynajmniej przez większą część książki, była Tegan. Dzięki temu ta mała mgiełka tajemnicy byłaby utrzymana, a tak moim zdaniem zbyt szybko dowiadujemy się o co w tym wszystkim chodzi. Oczywiście wkład Polly w całą historię jest równie ważny, ale wolałabym dowiedzieć się o jej przemyśleniach później, ponieważ może czułabym jakiś dreszczyk emocji nie będąc pewną, o co chodzi w tej historii. Sama jednak narracja, mimo że szybko przedstawiona, jest ciekawa - mamy tu dwie zupełnie różne kobiety, na różnych etapach życia, o odmiennych charakterach i pragnieniach. Przypadek sprawił, że zetknęły się ze sobą i nikt nie mógł przewidzieć jakie będą tego konsekwencje. Tegan jest w ciężkiej sytuacji - spotkała ją krzywda, musi odłożyć na bok swoje plany i marzenia, a na domiar złego utknęła w domu obcych ludzi, którzy ewidentnie coś ukrywają. Czytając jej relację naprawdę czujemy jej bezbronność i grozę sytuacji. 
         Z drugiej strony mamy Polly, która jest dosyć złożoną postacią - nie jest taka na jaką wygląda. Mając wgląd w jej myśli często zastanawiałam się czy jej współczuję, czy wręcz przeciwnie. Myślę, że to w dużym stopniu dowodzi kunsztu pisarskiego autorki - jej bohaterowie są bardzo niejednoznaczni. Często są to kobiety takie jak Polly - na rozdrożu, pełne niespełnionych pragnień, zdesperowane i nie do końca postępujące jak powinny. Nie powiem żeby mi to odpowiadało w stu procentach - lubię poczucie pewności kto jest dobry, a kto zły, bo dzięki temu człowiek czuje się mniej rozchwiany, a ja nie czytam thrillerów dla dylematów moralnych. Jednak czasem lubię sięgnąć po coś innego - wtedy nie ma się poczucia stagnacji. 


           Jeśli chodzi o akcję, to nie jest ona prowadzona w zawrotnym tempie - mamy tutaj więcej elementów psychologicznych. Sama intryga nie jest jakaś skomplikowana i poza końcowym zwrotem akcji związanym z pewną postacią, raczej nie zadziwia ani nie powoduje przyspieszonego bicia serca. Mimo to zakończenie uważam za satysfakcjonujące - mam poczucie, że wszystko ułożyło się tak jak powinno. 
            Dodatkowo książka podejmuje ważne dla kobiet tematy takie jak wykorzystanie czy desperackie pragnienia, które powodują ogromne cierpienie. Obie kobiety stają przed dylematami moralnymi, pytanie tylko czy będą umiały podjąć właściwe decyzje. I chyba w tej książce jest to najważniejsze pytanie. Niestety życie czasem potrafi się tak ułożyć, że nie ma jednoznacznie dobrej, czy złej decyzji. Pod tym kątem książka jest na naprawdę wysokim poziomie. 
         Moim zdaniem twórczość Freidy McFadden jako autorki thrillerów jest bardzo specyficzna. Z jednej strony mamy typowy thriller, czyli np. tajemnicze zaginięcie, morderstwo, mroczne sekrety, z drugiej jednak elementy charakterystyczne dla dramatu - jak cierpienie, nieszczęścia, dylematy moralne. Charakter postaci jest, tak jak w tej książce, w wielu odcieniach szarości. Często zakończenie w jej książkach może nawet bulwersować. Tutaj na szczęście tak nie jest, jednak zabrakło mi tej tajemnicy. Lubię jak fabułę spowija mrok, a zakończenie zaskakuje. Mimo tego książka mi się podobała - jest interesująca, wciągająca i podejmuje ważne tematy. Myślę, że naprawdę warto przeczytać. 





        Bibliografia: 
  1. F.McFadden, Wypadek, Czwarta Strona Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. 2025, można kupić np. tu: https://www.empik.com/wypadek-freida-mcfadden,p1647793203,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/wypadek-3 lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/wypadek-7510951-ksiazka.html
            

niedziela, 7 września 2025

ALICE FEENEY "PIĘKNA BRZYDOTA"

 

           Thrillery są oczywiście jednym z moich ulubionych gatunków literackich i chociaż lubię wracać do tego, co już przeczytałam, to wciąż szukam czegoś nowego. Na Alice Feeney trafiłam przez przypadek, kiedy zainteresował mnie opis jednej z jej książek pt. "Daisy Darker", która w miarę mi się podobała. Całkiem niedawno miała miejsce premiera innej jej książki pt. "Papier, kamień, nożyce", która podobała mi się mniej. Jednak kiedy zobaczyłam w zapowiedziach kolejną pt. "Piękna brzydota", to postanowiłam się skusić, gdyż fabuła zapowiadała się ciekawie. 
             Pisarz Grady Green jest załamany po stracie żony Abby, która rok wcześniej zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Jego życie się sypie, a on sam utracił wenę i nie potrafi dokończyć książki. Kiedy jego agentka proponuje mu wyjazd na odosobnioną szkocką wyspę, aby doszedł do siebie i zaczął znowu pisać, ten chętnie się zgadza. Kiedy jednak dociera na miejsce ku jego zdziwieniu widzi kobietę, która wygląda dokładnie jak jego żona. Czy wyobraźnia płata mu figle? Czy traci zmysły? Czy jednak na tej pięknej wysepce dzieje się coś dziwnego? Coś, przez co może znaleźć się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? 


          I znów muszę napisać, że mam mieszane uczucia co do tej książki, co niestety ostatnio często mi się zdarza. Z jednej strony mi się podobała, jednak z drugiej strasznie mnie zirytowała. Ogólnie fabuła jest bardzo ciekawa. Żona znanego pisarza, która jest dziennikarką śledczą, pewnego wieczoru zatrzymuje się na drodze, ponieważ widzi tam kogoś leżącego. Cały czas słyszy to wszystko jej mąż, z którym rozmawia przez telefon. I nagle zapada głucha cisza, a kobieta i osoba, która rzekomo leżała na drodze, rozpływają się w powietrzu. Rok później agentka Grady'ego - Kitty, proponuje mu, aby zamieszkał w domku na szkockiej wyspie, który ona odziedziczyła po jednym ze swoich klientów, także znanym pisarzu. Grady widzi w tym szanse dla siebie i udaje się na rzeczoną wyspę. Jest to piękne miejsce, pełne dzikiej przyrody, ale odosobnione - nie ma tu zasięgu, a prom bardzo rzadko kursuje. Jest tutaj także bardzo mała społeczność, która ściśle trzyma się uzgodnionych przez siebie zasad. I oczywiście zaczynają dziać się dziwne rzeczy - Grady'emu wydaje się, że widzi swoją zaginioną żonę oraz że ktoś go obserwuje, a nawet włamuje się do jego domku. Ponadto dostaje wycinki z gazet, z artykułami, które pisała Abby. Ogólnie atmosfera na wyspie jest dziwna, a Grady ma wrażenie, że mieszkańcy coś ukrywają. Autorka w świetny sposób podbudowuje atmosferę grozy i napięcia - Grady jest sam w domu w lesie, słyszy jakieś odgłosy, widzi nierealne rzeczy, a inni ludzie zachowują się niby przyjaźnie, ale jakby nienaturalnie. Poza tym nasz bohater znajduje w domu kości, które jest prawie pewien, że są ludzkie oraz manuskrypt powieści poprzedniego właściciela domu, o którym dowiaduje się, że popełnił samobójstwo. To wszystko razem powoduje gęsią skórkę i niesamowicie wciąga. Do tego dochodzą jeszcze niesamowite legendy, których na wyspie nie brakuje. Plusem też jest narracja, która prowadzona jest z jednej strony przez Grady'ego, a z drugiej przez Abby z dni poprzedzających zaginięcie. Tutaj jest to świetny zabieg, ponieważ te wersje się ze sobą nie zgadzają i to naprawdę pogłębia tajemnicę. Brzmi to naprawdę zachęcająco, prawda? Ale tak jest do czasu. 


        O ile na początku wszystko poprowadzone jest naprawdę dobrze, a atmosfera gęstnieje, to z czasem, kiedy dochodzimy do wyjaśnienia zagadki, wszystko zostaje spłycone. Po pierwsze zaczynamy mieć jako takie pojęcie co się dzieje, a po drugie jest to po prostu rozczarowujące. Miałam nadzieję na naprawdę grubą tajemnicę - coś strasznego, poważnego i poruszającego, ale nic z tych rzeczy. Poza jednym małym zaskoczeniem nie było tu nic szokującego, a wręcz byłam zniesmaczona. Pomijam już moralny wydźwięk tej książki, a raczej jego brak. Motywacje miały być tu niby szlachetne i broniące pewnych praw, a dla mnie były po prostu hipokryzją. Ja oczywiście jestem jak najbardziej za obroną praw osób uciskanych, ale nie w ten sposób. Tutaj z dobrego thrillera wyszła trochę taka propagandowa papka. Do tego główny bohater zachowywał się naprawdę głupio - wiele rzeczy mógł załatwić inaczej, gdyby zachciało mu się myśleć, ale cóż widać myślenie boli nawet pisarza. 
        Podsumowując - książka nie jest zła. Ma mroczną, gęstą atmosferę, tajemnicę w tle, jest wciągająca, nie dłuży się i nie przynudza. Jednak jej zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało. Na początku byłam naprawdę dobrej myśli - cała fabuła dobrze się zapowiadała i tak było do mniej więcej trzech czwartych książki. Ale pod koniec trochę mnie to wszystko zniesmaczyło - nie tego się spodziewałam. Właśnie idealnie do tego wszystkiego pasuje tytuł tej książki - to była piękna na początku, a jednak pod koniec brzydota. Jednak myślę, że warto przeczytać - na pewno znajdą się osoby, którym takie zakończenie się spodoba, przecież każdy ma inny gust, a jak już wspomniałam książka jest ciekawa. Poza tym wciąga, więc będzie dobrym towarzyszem na nadchodzące jesienne wieczory. 




    Bibliografia:

FREIDA MCFADDEN "LOKATORKA"

   Czy tak jak ja lubicie film   "Sublokatorka"   z 1992 r. z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh? Albo film   "Współlokator...