sobota, 13 grudnia 2025

ZABÓJCZE ŚWIĘTA. CZĘŚĆ I - PORTRET MORDERCY I ZABÓJCZY ŚWIĘTY MIKOŁAJ

 

           Święta zbliżają się wielkimi krokami, ale świąteczny klimat czuć już od dawna. Chociaż oczywiście sklepy mocno z tym przesadzają, ponieważ świąteczne dekoracje pojawiają się już w październiku. Uważam, że to duże przegięcie i w pewnym stopniu psuje radość. Myślę, że świąteczną atmosferę tak naprawdę powinniśmy zacząć od grudnia - Mikołaj to odpowiedni czas. Ja właśnie już się nakręciłam i zaczęłam czytać bożonarodzeniowe kryminały i chciałabym o nich napisać - nic tak nie poprawia humoru jak trup pod choinką 😁.


Mavis Doriel Hay "Zabójczy Święty Mikołaj"


            W rezydencji Flaxmere na Święta zjeżdża się cała rodzina Melburych. Jednak nie jest im dane cieszyć się świąteczną atmosferą - senior rodu, sir Osmond, zostaje znaleziony zastrzelony w swoim gabinecie. Wtedy okazuje się, że tak naprawdę rodzinna sielanka to tylko pozory - praktycznie każdy z obecnych miał motyw, aby pozbyć się sędziwego patriarchy. Przed prowadzącym śledztwo jest nie lada zadanie, tym bardziej, że głównym podejrzanym jest........ święty Mikołaj. 
       Powieść ta należy do klasyki kryminałów - została wydana w 1936 r. Dlatego też przypomina inne książki tego typu jak np. Agathy Christie i to jest jej największa zaleta. Mamy tutaj typową, klasyczną zbrodnię - bogaty, utytułowany nestor rodu zostaje zastrzelony w swoim gabinecie. I praktycznie od razu wiadomo, że to nie było samobójstwo, ani nie jest to robota nikogo z zewnątrz. Obecna na miejscu rodzina, choć wygląda na idealną, pełna jest nieporozumień, niesnasek i wzajemnych animozji. Czy to wystarczy, aby kogoś zamordować? Należy jednak pamiętać, że gdy w grę wchodzą pieniądze, a tym bardziej spora suma, wielu ludzi pozbywa się zahamowań. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana - mamy tajemnicze morderstwo, a praktycznie każdy z obecnych miał motyw i sposobność. Choć z pozoru zbrodnia mogła wyglądać na spontaniczną, to tak naprawdę od razu widać, że była dobrze przemyślana. Cała sprawa jest dobrze poprowadzona i chociaż zakończenie nie wyrywa z butów, to jest dosyć satysfakcjonujące. Autorka naprawdę potrafi mylić tropy, a w pewnym momencie jest ich dosyć sporo. 


      Postacie też są dobrze rozpisane, choć są raczej typowe dla takich klasycznych kryminałów. Na pierwszym miejscu mamy sir Osmonda - człowieka z lekka gburowatego, trochę tyrana, mało przejmującego się uczuciami innych. Potem mamy syna i cztery córki wraz z rodzinami. Do tego siostra sir Osmonda - Mildred Melbury, typowa stara panna. Oprócz nich obecni są adoratorzy najmłodszej córki Jennifer, która jeszcze nie wyszła za mąż i mieszka z ojcem. Z pozoru niczym niewyróżniająca się rodzina. A jednak doszło do morderstwa. Czy syn nie mógł się doczekać kiedy odziedziczy tytuł? Czy córka ma wielki żal do ojca, że się od niej odwrócił? Czy kolejna córka jest strasznie zdesperowana? Czy inna kogoś chroni? A Jennifer, czy chce uciec od ojcowskiej tyrani? Dużo pytań, które tylko z czasem się mnożą. Tutaj książka różni się od dzieł Królowej Kryminałów - w pewnym momencie to wszystko jest mocno zagmatwane, czasem ma się wrażenie, że aż za bardzo. To w sumie jedyna wada tej książki - myślę, że jest sporo niepotrzebnych rzeczy i wątków. 
       Jednak najlepsza jest w tek książce atmosfera - staroświecka angielska posiadłość, bogaty senior rodu, tajemnicze morderstwo, podejrzani, z których każdy coś ukrywa. A to wszystko we wspaniałym, świątecznym klimacie. Myślę, że to ciekawa pozycja na okres świąteczny dla wielbicieli klasycznych kryminałów. 

Anne Meredith "Portret mordercy" 


          Rodzina Grayów jak co roku spotyka się na Święta w posiadłości seniora rodu Adriana. Jednak to nigdy nie była sielanka - każde z jego sześciorga dzieci ma do niego żal, a nawet można by powiedzieć, że go nienawidzi i życzy mu śmierci. Są jednak w głębokim szoku, kiedy Adrian zostaje znaleziony martwy. Pomimo, iż dzieci nie darzyły ojca sympatią, jego śmierć nie budzi ich zachwytu - w tym miejscu pojawia się lęk, w końcu każde z nich miało motyw. Czy prawda im się przysłuży, czy wręcz przeciwnie - lepiej żeby nigdy nie wyszła na jaw? 
        Z pozoru książka wydaje się prawie identyczna jak poprzednia - świąteczny zjazd rodzinny, senior rodu znaleziony martwy, jego dzieci mają motyw, a rodzinne tajemnice nie mogą ujrzeć światła dziennego. Jednak na tym podobieństwa się kończą. Powieść Anne Meredith ma zupełnie inną formę - praktycznie od początku wiemy kto jest mordercą i dlaczego to zrobił - przynajmniej po części. Trzeba przyznać, że jest to naprawdę innowacja - w powieściach kryminalnych zdarza się to bardzo rzadko, gdyż właśnie odkrycie mordercy stanowi punkt kulminacyjny fabuły i wzbudza największe emocje, szczególnie gdy sprawca jest niespodziewany. Tutaj jednak tożsamość sprawcy nie jest punktem kulminacyjnym, a punktem wyjścia - od tego cała sprawa się właściwie rozpoczyna. Choć wcześniej mamy zarys postaci i ich problemów, to jednak morderstwo uruchamia pewną machinę, w którą bohaterowie zostają wplątani. Tu jest kolejna ciekawa rzecz - każdy z nich jest naprawdę paskudną postacią. Dzięki temu mamy wrażenie, że morderca został nim tak naprawdę z przypadku - równie dobrze każde z nich mogło to zrobić. W pewnym momencie nawet współczujemy mordercy - wcale nie wygląda, że w tym towarzystwie jest najgorszą personą. I to właśnie w tej książce jest najciekawsze - poznajemy myśli mordercy po dokonaniu czynu oraz jego bezpośrednie konsekwencje. Autorka daje nam możliwość przeniknięcia w umysł sprawcy i poznania jego myśli. Możemy zobaczyć jak bardzo morderstwo na niego wpłynęło. Jest to bardzo ciekawy zabieg. Jednak "Portret mordercy" to nie jest lekki kryminał na Święta - pokazuje najgorsze cechy ludzkiej psychiki, w tym nie tylko zdolność do morderstwa, ale przede wszystkim najzwyklejszą ludzką podłość. 


          Uważam, że jest to ciekawa książka, chociaż nie do końca w moim guście. Ja preferuję klasyczne kryminały gdzie mamy detektywa, śledztwo i moment kulminacyjny, czyli złapanie mordercy. Jednak muszę przyznać, że ta książka mnie zaintrygowała - wymyka się standardowym schematom, a ja uważam, że czasem warto sięgnąć po coś innego. Poza tym uważam, że warto zagłębiać się w umysł przestępcy, co robią oczywiście profilerzy. Dzięki temu można szybciej złapać sprawcę, a nawet zapobiegać kolejnym zbrodniom. Tutaj, choć oczywiście mamy do czynienia z fikcją, jest to równie interesujące. 

ciąg dalszy nastąpi......



        Bibliografia:
  1. M.D.Hay, Zabójczy Święty Mikołaj, Wydawnictwo Zysk i S-ka 2024, można kupić np. tu: https://www.empik.com/zabojczy-swiety-mikolaj-mavis-doriel-hay,p1529484359,ksiazka-p?fromSearchQuery=zab%C3%B3jczy+%C5%9Bwi%C4%99ty+miko%C5%82aj , tu: https://bonito.pl/produkt/zabojczy-swiety-mikolaj, lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/zabojczy-swiety-mikolaj-7373777-ksiazka.html
  2. A.Meredith, Portret mordercy. Świąteczna opowieść kryminalna, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2024, można kupić np. tu:https://www.empik.com/portret-mordercy-swiateczna-opowiesc-kryminalna-meredith-anne,p1529878619,ksiazka-p?qa=portret%20mordercy&ac=true , tu: https://bonito.pl/produkt/portret-mordercy-swiateczny-kryminal , lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/portret-mordercy-swiateczny-kryminal-7376208-ksiazka.html

    

sobota, 6 grudnia 2025

FINAL GIRL - SEZON 2

        W końcu dostałam paczkę z drugim sezonem jednej z moich ulubionych gier. Mowa tutaj oczywiście o "Final Girl" od Lucky Duck Games. Muszę przyznać, że bardzo na nią czekałam. Bardzo kocham tą grę przede wszystkim dlatego, że ma slasherowy klimat, który uwielbiam, ale też dlatego, że można w nią grać solo. 
     Dla przypomnienia - w grze wcielamy się w tytułową "final girl", czyli postać znaną ze slasherów. Jest to rodzaj horroru, w którym liczba bohaterów zmniejsza się w podejrzanych okolicznościach, a poluje na nich charakterystyczny morderca jak np. Freddy Krueger ("Koszmar z Ulicy Wiązów"), Michael Myers ("Halloween"), czy Jason Voorhees ("Piątek 13-tego"). Morderca eliminuje ofiary aż do spotkania z tzw. final girl. Jest to młoda dziewczyna, która uosabia wartości moralne - nie bierze narkotyków, nie pije, jest osobą wierzącą i oddaną córką. Najsłynniejszymi final girlLaurie Strode (Jamie Lee Curtis) z "Halloween" i Sydney Prescott (Neve Campbell) z "Krzyku". Tylko final girl ma szansę pokonać mordercę.
        Tak więc łatwo wydedukować, że w grze naszym zadaniem będzie pokonanie mordercy. Jest to gra w trybie solo, a więc jeden gracz gra przeciwko grze. Trwa ona między 20 a 60 minut. Jest przeznaczona dla osób od 14 roku życia ze względu na brutalność. Gra składa się z pudełka podstawowego oraz tzw. pudełek z filmem. W pudełku podstawowym znajdziemy oczywiście instrukcję, a poza tym dwustronną kartę gracza, karty akcji, kości, żetony, planszetki, znaczniki i pionki. W pudełkach z filmami mamy planszę mordercy oraz lokacji, karty bohaterek, terroru, mrocznych mocy, zakończeń, przedmiotów, wydarzeń, przygotowań i żetony. Oczywiście w każdym pudełku są też opisy zasad.
       Szczegółowy opis zasad podawałam w poprzednim poście, tak więc teraz w skrócie:
 na początku będzie nam potrzebna plansza gracza (która jest dwustronna - wybieramy stronę w zależności od poziomu trudności) mordercy oraz lokacji. Te ostatnie możemy dowolnie mieszać, a więc mordercę możemy wziąć z jednego pudełka, a lokację z innego. Będą nam też potrzebne karty, kości, żetony itp.  Wybieramy też oczywiście naszą bohaterkę, która tak jak morderca będzie miała określoną liczbę życia. Gra składa się z pięciu faz: akcji, planowania, mordercy, paniki i utrzymania. W każdej fazie my i morderca będziemy mieli pewne kroki do wykonania. To wszystko zbliża nas do finału, w którym tylko jedno z nas przetrwa. 
        Gra jest naprawdę fantastyczna - nie jest trudna, ma proste zasady, jest regrywalna ze względu na ilość morderców i lokacji, które można mieszać, wciągająca i nie jest banalna. Jest też bardzo klimatyczna - świetnie oddaje atmosferę slasherów. A przede wszystkim gra się w nią samemu, a więc można po nią sięgnąć w każdej chwili. Dlatego też sezon 2 kupiłam od razu w przedsprzedaży. Składa się on z pięciu "kaset" oraz minidodatku. 


"Puk, Puk! Kto tam"


            Jest to pierwszy dodatek, który chciałam omówić. Jako mordercę mamy Intruzów, a nową lokacją jest Chata na uboczu. Wygląda na to, że jest inspirowany filmem "Nieznajomi". Wprawdzie Intruzi to grupa trzech morderców, ale w danym momencie tylko jeden z nich będzie aktywny. Oprócz tego mamy dwie dodatkowe final girl, czyli Avę i Ginny. Lokacja prezentuje się bardzo ciekawie - są tu obszary zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Co ciekawe pojawiają się nowe komponenty, czyli karty samoróbek i materiałów. Samoróbki to broń, którą można stworzyć samemu z dostępnych pod ręką rzeczy jak np. kij nabity gwoździami. I właśnie do tego potrzebne nam są materiały. Ten dodatek mi się podoba - szczególnie lokacja, ale ci mordercy raczej nie są moimi ulubionymi. Duży plus za samoróbki - myślę, że jak się znajduje w takiej ekstremalnej sytuacji, to raczej oczywistą rzeczą jest sięgnąć po to, co się ma pod ręką. Myślę, że MacGyver byłby zadowolony 😀.



"W stronę pustki"


            Tym razem przenosimy się na statek kosmiczny USS Konrad, a ścigać nas będzie Ewomorf. W tym wypadku jest to oczywiście wariacja na temat "Obcego". W tej "kasecie" dodatkowymi kartami są kary konserwacji - dają one pomieszczeniom ekstra funkcje. Jeśli zaś chodzi o naszego "pasażera na gapę" to może on ewoluować i służy do tego specjalna karta. Każdy etap ewolucji oznacza inne właściwości naszego mordercy. Oprócz tego utrudnieniem dla nas są karty zasadzek, które dają nam w kość podobnie jak karty terroru. Kolejnymi final girl są Ellen (oczywiście) oraz Jenette. Ten dodatek bardzo mi się podoba - uwielbiam klimat "Obcego". Poza tym jest to spore urozmaicenie - większość "kaset" ma bardziej standardowe lokacje, a tutaj jest statek kosmiczny zawieszony w przestrzeni. I oczywiście Ewomorf to nie jest typowy morderca ze slasherów. Bardzo cieszę się, że ta gra staje się tak różnorodna. 



"Panika na stacji 2891"


        Kolejna część inspirowana jest oczywiście przez "Coś" Johna Carpentera. Znajdujemy się na Stacji 2891, a polować na nas będzie Organizm. Dodatkowym komponentem na stacji jest jedna karta helikoptera, a dodatkową akcją - leć szybciej! Dzięki temu będziemy mogli przemieszczać się poza budynek stacji, aby uratować ofiary. Jeśli chodzi o naszego zabójcę to jest tutaj sporo ciekawych rzeczy - karty zakończeń, narażonych ofiar, zmutowanych organizmów, zestawy testowe i ich wyniki. Ofiary narażone na kontakt z Organizmem należy przetestować, aby sprawdzić czy zostały zakażone. Jeśli ofiara jest zakażona staje się zmutowanym organizmem, który jest dodatkowym mordercą. Dlatego też myślę, że tą grę nie będzie łatwo wygrać. Jeśli chodzi o kolejne bohaterki, to mamy Uki i Kate. Uwielbiam "Coś" - jest to jeden z moich ulubionych horrorów. Dlatego też uważam, że "Panika na stacji 2891" stanie się jednym z moich ulubionych dodatków. Kocham takie klimaty - Antarktyda, mroźne i bezkresne pustkowie, organizm udający człowieka, atmosfera strachu i nieufności, brak możliwości ucieczki. Bardzo się cieszę, że dzięki tej grze będę miała choć namiastkę tego klimatu. 



"Szaleństwo w ciemności"


            Ten dodatek przenosi nas do Cichego Szpitala, a "opiekować się" nami będzie Siostra Przełożona. Tym razem nasza gra jest wzbogacona o karty efektów pigułek, efektów ubocznych oraz naszprycowania. Te efekty są różne, jednak jeśli dobrze to przekalkulujemy i będziemy mieli odrobinę szczęścia, mogą nam bardzo pomóc. Chyba nie trzeba też nikogo przekonywać, że nie chciałby trafić na taką pielęgniarkę jaką jest Siostra Przełożona. Jednak dzięki niej mamy dodatkowe komponenty - kart zakończeń, akcji - uspokojenie oraz pionki maniaków - są to jej sługusi. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że nasza urocza pielęgniarka nie ma górnego limitu zdrowia. Heather i Veronica to kolejne final girl. Ten dodatek również bardzo mi się podoba - uważam, że motyw nawiedzonych szpitali jest naprawdę super. Myślę też, że to utrudnienie w postaci braku górnego limitu zdrowia świetnie podkręci grę - będziemy musieli bardzo się gimnastykować, żeby wygrać. Ja wiem, że naszym kraju zwykło się narzekać na służbę zdrowia, ale jak widać można trafić gorzej 😁 . 



"Dawno temu podczas pełni"


            W ostatnim dodatku przenosimy się do Wielkiego Ciemnego Lasu i będziemy walczyć ze Złym Wilkiem. Czyli, jak łatwo zgadnąć, będziemy Czerwonym Kapturkiem. Co ciekawe nasza lokacja ma mniej pól niż większość pozostałych lokacji w grze. Tak więc Małgosia i Kapturek (szok 😄) będą próbowały upolować niegrzecznego wilka, który będzie wyposażony w dodatkową kartę epickiej mrocznej mocy oraz karty zakończeń. Tak więc w tym wypadku gra będzie wyglądać bardziej klasycznie, co będzie idealnym rozwiązaniem, kiedy nie mamy za wiele czasu lub energii, by grać w bardziej rozbudowane dodatki. Oprócz tego klimaty baśni braci Grimm i wilkołaków to coś, co zdecydowanie do mnie przemawia. 



"Groza prosto z grobu"  


                Jest to minidodatek, do którego potrzebujemy podstawki oraz dowolnej lokacji. Zamiast z mordercą, będziemy walczyć z hordą zombie. Mamy tutaj karty mrocznej mocy, zakończeń, akcji pojazdów, żetony zombie, hord i mnożnika. Co ciekawe w tym dodatku można przegrać nie tylko ginąc - dzieje się tak jeśli są stworzone trzy hordy zombie i miałaby być stworzona czwarta. Nową final girl jest Patsy. Nie jestem wielką fanką zombie, ale ten minidodatek może być ciekawą alternatywą. Chociaż muszę przyznać, że jednak wolę klasyczne plansze morderców - mają fajniejszy klimat. 

            Sezon 2 Final Girl bardzo mi się podoba. Jest tutaj naprawdę duża różnorodność morderców i lokacji, w tym takie, które mniej przypominają slasher jak np. " W stronę pustki". Jednak nie jest to wada - gra staje się rozbudowana, o szerokiej tematyce i dlatego myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jest ona zarówno dla fanów slasherów, horrorów scifi oraz horrorów fantasy. Jednocześnie mamy tutaj klasykę horrorów jak nawiedzony szpital.  Razem z sezonem pierwszym mamy ogromny wybór, dzięki czemu gra na pewno szybko nam się nie znudzi. Poza tym dodatki aż tak bardzo nie rozbudowują gry, że można by było się w niej pogubić - wprowadzają one małe, ale ciekawe zmiany. Oprócz tego komponenty są porządnie wykonane i mają fantastyczne obrazki, które nadają grze świetny klimat. Myślę, że będę miała wielką radochę z tego sezonu. Serdecznie polecam. 

  Jeśli macie ochotę poczytać o pierwszym sezonie serdecznie zapraszam: http://www.kryminalgrozatajemnica.com.pl/2024/01/final-girl.html




  

piątek, 28 listopada 2025

JOEL JESSUP "ZABÓJSTWO PRZED GWIAZDKĄ"

 

             Jestem wielką maniaczką kalendarzy adwentowych. Co roku kupuję przynajmniej dwa - uwielbiam je tak bardzo, że muszę się ograniczać, bo najchętniej kupiłabym dziesięć. I oczywiście otworzyła je całe od razu. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to chwyt marketingowy i straszny konsumpcjonizm, ale nie mogę się powstrzymać. Na szczęście w tym roku pojawiło się coś, co zaspokoiło moją potrzebę na kalendarz adwentowy, będąc jednocześnie czymś ambitniejszym. Mam na myśli najnowszą książkę Joela Jessupa pt. "Zabójstwo przed Gwiazdką". Jest to połączenie kalendarza adwentowego z powieścią kryminalną. Brzmi świetnie, prawda? A jak to wyszło w praktyce?
          Candlestow to mała, spokojna angielska mieścina. Ale czy na pewno spokojna? Po tajemniczej śmierci jednego z filarów społeczności, pana Holly'ego, ktoś wysyła miejscowej lekarce doktor Harker, tajemnicze zdjęcia będące okienkami kalendarza adwentowego. I za każdym razem dzieje się coś niedobrego - a to wszystko powiązane jest z przesłanymi symbolami. Z czasem jednak coś, co wyglądało na początku jak kiepski dowcip, zmienia się w coś bardzo niebezpiecznego. Jak mroczne tajemnice skrywają mieszkańcy małego miasteczka? I czy uda się rozwiązać zagadkę zanim będzie za późno? 


           Książka ma bardzo ciekawą formę - każdy rozdział przedstawia konkretną historię i one razem tworzą całość, która prowadzi do rozwiązania zagadki. W prologu mamy wstępne objaśnienie sprawy. Następnie w każdym rozdziale przedstawiane jest nam okienko z kalendarza adwentowego, które odnosi się do danej sprawy. Potem mamy fabułę, a na końcu zagadkę do rozwiązania, która popycha sprawę do przodu. Zagadki mamy różne - od bardzo prostych, po takie nad którymi naprawdę musimy się nagłowić. Jednak na końcu książki jest rozwiązanie każdej, więc nie będziemy odczuwali frustracji. Taka forma naprawdę mi się podoba - uwielbiam zagadki logiczne, uważam że świetnie trenują umysł. Kocham wszystko to co pobudza mnie intelektualnie. Poza tym jest tutaj standardowa fabuła jak w każdym kryminale, a więc zagadki są do niej dodatkiem, a nie odwrotnie, co też moim zdaniem jest fantastycznym rozwiązaniem. Zagadki są bardzo różnorodne, tak więc szybko nie nużą. 


            Jeśli chodzi o fabułę to jest naprawdę ciekawa i dobrze skonstruowana. Mamy tutaj tajemniczą śmierć znanego w mieście pana Holly'ego. Wkrótce potem do lekarki - doktor Harker ktoś przesyła mailem okienka z kalendarza adwentowego. Kobieta prędko orientuje się, że za każdym z nich kryje się tajemnica, którą musi szybko rozwiązać. Inaczej ktoś może ucierpieć, ponieważ osoba która za tym wszystkim stoi nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Tylko, no właśnie jaki to jest cel? I dlaczego wysyła je akurat do doktor Harker? Czy śmierć pana Holly'ego jakoś wiąże się z tą sprawą? Do tego dochodzą pogłoski, że zmarły widziany był przez wiele osób, a po mieście krąży tajemnicza zakonnica. Poza tym okazuje się, że wielu mieszkańców sennego miasteczka ma sporo "za uszami". Coś, co na początku wygląda na typowe "cozy mystery", szybko przekształca się w coś bardziej mrocznego. Historia bardzo wciąga, dużo się dzieje, zagadki mnożą się, a my mimo rozwiązania pojedynczych spraw, mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Jeśli chodzi o zakończenie to może nie wyrywa z butów (poza jednym małym zaskoczeniem), jednak uważam je za satysfakcjonujące. Cała intryga swoim klimatem przypomina książki Agathy Christie, co dla mnie jest dodatkową zaletą. 


         I właśnie jeśli chodzi o klimat to też jest on fantastyczny - senne miasteczko skrywające mroczne sekrety. Z pozoru sielankowy krajobraz - piękne widoki, wspaniałe posiadłości, przytulne kawiarenki, staroświecka biblioteka, co roku organizowany spektakl bożonarodzeniowy. Każdy każdego zna, jeśli są jakieś nieporozumienia to drobne, a społeczność stara się współpracować dla wspólnego dobra. Jednak to wszystko to tylko pozory - tak naprawdę wielu mieszkańców skrywa tajemnice, które niszczą miasteczko od środka. I właśnie tajemniczy prześladowca zwany Adwentem wydaje się odpowiedzią na wszechobecną zgniliznę. Czy aby na pewno? Czy odpowiedzią na przemoc ma być jeszcze większa przemoc? Przed naprawdę trudnym wyzwaniem stoją bohaterowie naszej powieści, czyli doktor Harker i inspektor Twelvetrees. 
         Postacie są kolejną zaletą tej opowieści. Mamy tutaj doktor Harker, lekarkę na emeryturze, która bardzo kocha swoje miasteczko. Do tego jest bystra, zdeterminowana i wierzy w swoją intuicję. Partneruje jej inspektor z pobliskiego miasta - surowy, sztywno trzymający się zasad, jednak w razie potrzeby potrafiący prężnie działać. Ich interakcje to jedna z najlepszych rzeczy w książce. Oprócz nich mamy typową władczą arystokratkę, szemranego przedsiębiorcę, zakręconą właścicielkę sklepu, okolicznego bandytę i dziwnego dozorcę. A to tylko kilka z interesujących postaci, które tylko z pozoru są sztampowe. Jak widać jest to dosyć ciekawa zbieranina. 
        "Zabójstwo przed Gwiazdką" to fantastyczna pozycja. Oprócz ciekawej fabuły, świetnego klimatu i dobrze skonstruowanych postaci, mamy bardzo interesujące zagadki. To wszystko razem powoduje, że książka pobudza nas intelektualnie dwa razy bardziej. Do tego jest to idealna opowieść na okres przedświąteczny - jest to nie tylko kalendarz adwentowy (cóż trudno, że zbrodniczy 😁), to jeszcze wspaniała, świąteczna atmosfera. Czasem mam wrażenie, że same przygotowania do Świąt cieszą bardziej niż same Święta, które bardzo szybko mijają. Dlatego też serdecznie polecam świąteczne odliczanie zacząć od zbrodni - naturalnie fikcyjnej 😉. 


        
        Bibliografia:

piątek, 21 listopada 2025

AGATHA CHRISTIE "MARTWY SEZON"

 

        Myślę, że nie tylko ja z chęcią pozostanę w halloweenowym klimacie. Stąd cieszę się bardzo, że Wydawnictwo Dolnośląskie właśnie wydało zbiór opowiadań Agathy Christie pt. "Martwy sezon". Już sam tytuł wskazuje na charakter opowiadań jakie się w nim znajdują. Książki Królowej Kryminałów darzę wręcz obsesyjną miłością i chociaż mam je wszystkie, zapragnęłam mieć też te pięknie wydane w Kolekcji Jubileuszowej. Dlatego też zawsze cieszę się na kolejną - uwielbiam do nich wracać. Tym razem mamy dwanaście opowiadań, które łączy jesienna atmosfera - co już widać na okładce, która jest w bardzo halloweenowym stylu. Ja oczywiście kocham wszystkie opowiadania, jednak chciałam zwrócić uwagę na moje ulubione. 
     Na pewno warto zwrócić uwagę na opowiadanie "Dopóki starczy światła", które pochodzi ze zbioru o tym samym tytule. Wydawałoby się, że otoczona luksusem i adoracją zakochanego męża Deirdre ma wszystko. Jednak podróż do plantacji w Afryce w gwałtowny sposób zburzy jej uporządkowany świat. To opowiadanie trudno nazwać kryminalnym - jest ono raczej obyczajowe. Z resztą praktycznie cały zbiór "Dopóki starczy światła" to opowieści niesamowite z nutką dramatu. Chociaż mamy tutaj raczej problemy duszy, a nie tajemnicze morderstwo, to jednak ma ono swój urok. Dotyczy to wyborów jakie musimy dokonywać w życiu, a czasem są one trudniejsze, niż nam się wydaje. 


        Za to typowo kryminalne jest opowiadanie pt. "Trójkąt na Rodos". Kiedy słynny detektyw Herkules Poirot przebywa na greckiej wyspie Rodos dochodzi to tragedii - piękna kobieta zostaje otruta. Jednak czy to na pewno ona miała być ofiarą? To opowiadanie jest dla mnie sentymentalne z tego względu, że byłam na Rodos i jest to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc jakie zwiedziłam. W ogóle kocham Grecję - byłam dwa razy i chciałabym jeszcze pojechać. To opowiadanie jest świetnie skonstruowane - autorka uczy nas, żeby nie ufać pozorom, bo mogą być one bardzo mylące, a to co ludzie pokazują na zewnątrz, bardzo rzadko jest prawdą. 


     Kolejnym ciekawym opowiadaniem jest "Ptak ze złamanym skrzydłem". Pan Satterthwaite spędza czas u swoich znajomych w Laidell, kiedy jedna z przebywających tam kobiet popełnia samobójstwo. Nasz bohater od razu podejrzewa, że coś jest nie tak i postanawia przystąpić do działania. Chociaż jest to opowiadanie kryminalne otacza je aura niesamowitości, jak wszystkie opowiadania o panu Quinie (pochodzi ono za zbioru "Tajemniczy pan Quin"). Dzieje się tak dlatego, że nie wiadomo kim on dokładnie jest - pojawia się i znika nagle, wie o wiele więcej niż przeciętny człowiek i wydaje się, że ma wręcz nadprzyrodzone zdolności. To opowiadanie zwraca uwagę dlatego, że motyw zabójcy jest chyba jednym z najbardziej zaskakujących w historii kryminałów. 


        Świetne jest również opowiadanie "Dziedzictwo Lemesurierów". Do Herkulesa Poirot zwraca się zrozpaczona matka, która boi się o swojego syna. Okazuje się, że mały Ronald dwukrotnie cudem uniknął śmierci. Sprawa jest o tyle trudna, że nad rodem Lemesurierów rzekomo ciąży klątwa - żaden pierworodny nigdy nie odziedziczy spadku. A Ronald jest właśnie pierwszym dzieckiem. Uwielbiam opowiadania o klątwach - z jednej strony jestem racjonalną osobą, jednak z drugiej pewne rzeczy trudno wytłumaczyć, jak np. tragedie w rodzinie Kennedych. Tutaj mamy oczywiście opowiadanie kryminalne i genialnego Herkulesa Poirot, który nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone. Wydaje się, że żadna klątwa nie ma szans w starciu z bystrym umysłem. Ale czy na pewno? 


        Tommy i Tuppence Beresfordowie to jedni z moich ulubionych bohaterów Agathy Christie. W opowiadaniu "Dom, w którym czai się śmierć" pod przykrywką prowadzą biuro detektywistyczne i zgłasza się do nich pewna dziewczyna, której rodzina padła ofiarą truciciela - ktoś wysłał im zatrute czekoladki i ledwo wyszli z tego żywi. Państwu Beresford cała ta sprawa bardzo się nie podoba i jak się okazuje słusznie, bo wkrótce dochodzi do tragedii. Cały zbiór pt. "Śledztwo na cztery ręce", z którego pochodzi to opowiadanie jest naprawdę fantastyczny. Jak już mówiłam uwielbiam Tommy'ego i Tuppence, ponieważ stanowią uroczą parę, która idealnie się uzupełnia. Tommy jest spokojny i stateczny, a jego żona spontaniczna i trochę szalona. Poza tym w tej książce mamy połączenie kryminału z wątkiem szpiegowskim i to właśnie bardzo lubię. Chociaż to opowiadanie trochę się wyróżnia, ponieważ jest bardziej mroczne. Jak zwykle jest tutaj świetnie skonstruowana intryga i trzeba przyznać, że zabójca wykazał się niebywałym sprytem. 


        "Martwy sezon" to bardzo ciekawy zbiór opowiadań - myślę, że idealnie nadaje się do spędzenia długiego, jesiennego wieczoru z książką. Książki Agathy Christie to zawsze gwarancja świetnie skonstruowanej intrygi, wspaniale wykreowanych postaci oraz fantastycznego klimatu. Myślę, że w tym zbiorze to wszystko odnajdziemy. Wydaje mi się też, że to pozycja nie tylko dla fanów Królowej Kryminałów - opowiadania są dosyć krótkie, nie są ciężkie w odbiorze i bardzo wciągają. Dlatego też zdecydowanie warto się zapoznać. 



    Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Agathy Christie serdecznie zapraszam:



    Bibliografia:
  1. A.Christie, Martwy sezon, Wydawnictwo Dolnośląskie 2025, można kupić np. tu: https://www.empik.com/martwy-sezon-christie-agatha,p1645864561,ksiazka-p?qa=martwy%20sezon&ac=true lub tu: https://bonito.pl/produkt/martwy-sezon-3

czwartek, 13 listopada 2025

GARETH RUBIN "HOLMES & MORIARTY"


            Najlepszy na świecie detektyw i jego największy arcywróg muszą współpracować? Jeśli chodzi o Sherlocka Holmesa i profesora Moriarty'ego wydaje się to niemożliwe. A jednak.... Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać największych przeciwników literackich na świecie. Genialny detektyw i równie genialny złoczyńca - ich rywalizacja inspirowała i inspiruje różnych twórców. Do nich właśnie zalicza się autor słynnego "Domu klepsydry" Gareth Rubin. Ja oczywiście, jako wielka fanka Sherlocka Holmesa, kiedy tylko zobaczyłam tą książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jednak, z jednej strony czułam ekscytację, z drugiej obawę - chyba to uczucie zawsze mi towarzyszy kiedy ktoś "wskrzesza" mojej ulubione postacie. Po prostu boję się, że najzwyczajniej na świecie ktoś może to schrzanić. Jak stało się tym razem? 
             Sherlock Holmes dostaje do rozwikłania dziwną, ale pozornie błahą zagadkę. Pewien aktor twierdzi, że na jego spektakle cały czas przychodzą ci sami ludzie, jednak w różnych przebraniach. I chociaż jest przeciętnym aktorem, jest wspaniale traktowany. Z czasem sytuacja robi się coraz dziwniejsza. Tymczasem największy rywal Holmesa - profesor Moriarty, zostaje wrobiony w zabójstwo szefa gangu i wraz ze swoim współpracownikiem, pułkownikiem Moranem, musi uciekać przed zemstą. Jednak straszliwe morderstwo dwóch wielkich osobistości krzyżuje drogi największych przeciwników. I wtedy okazuje się, że grozi im coś o wiele gorszego, niż oni sami.


       Zanim zacznę omawiać treść książki, chciałam wspomnieć o okładce, która jest naprawdę godna uwagi. Przedstawia ona wielkiego pająka, jednak można ją rozłożyć, a w środku znajduje się grafika stylizowana na stare gazety - bardzo mi się to podoba, uważam że jest naprawdę klimatyczne. Jeśli zaś chodzi o treść, to przyznam już na wstępie - książka mi się podobała, na szczęście 😄. Ma swoje słabe strony, jednak muszę powiedzieć, że bardzo dobrze się bawiłam. Historię poznajemy z dwóch perspektyw - doktora Watsona oraz Sebastiana Morana. Jest to ciekawy zabieg, ale nie wszystko w nim grało - jednak o tym później. Na początku są to dwie zupełnie różne sprawy - Holmes i Watson badają dziwne zachowania widzów pewnego teatru, a Moriarty i Moran prowadzą swoje ciemne interesy. I właśnie ta początkowa faza nie jest zbyt ciekawa - przynajmniej ta Moriarty'ego i Morana. Mnie tam jakieś przepychanki gangów mało interesują. Na szczęście dosyć szybko robi się dziwnie - dochodzi do tajemniczego morderstwa i okazuje się, że nawet taki geniusz zła jak Moriarty może zostać zrobiony w konia. 
        Ciekawiej przedstawia się sprawa Holmesa - teoretycznie nawet średniej klasy aktor może mieć grono fanów, ale czemu oni się przebierają tak żeby nikt ich nie rozpoznał? To jest bardzo dziwne. Po niedługim czasie nasza czwórka jest świadkiem przerażającego morderstwa - i tu trzeba przyznać, że autor swoimi mrożącymi krew w żyłach opisami naprawdę pobudza wyobraźnię. To wszystko wstrząsa nawet tak wytrawnym przestępcą jak Moriarty. Później okazuje się, że nasi rywale muszą współpracować, aby ocalić nie tylko siebie, ale też setki ludzkich istnień. I to się sprawdza, mimo moich wątpliwości. Chociaż Holmes jest po jasnej, a Moriarty po ciemniej stronie mocy, to jednak wiele ich łączy - obaj są bystrzy, mają analityczne umysły i cechuje ich chłód emocjonalny. Wydaje się też, że nikt nie dorównuje im intelektem - chociaż to okazuje się być częściowo złudne. Ich interakcje były niezwykle ciekawe - szczególnie, że były pokazane z perspektywy dwóch innych osób. I właśnie Watsona i Morana też coś łączy - obaj byli żołnierzami i obaj są bardzo przywiązani do swoich współpracowników. Ten kwartet to prawdziwa mieszanka wybuchowa. 


      Sama intryga też jest bardzo ciekawa. Mamy tutaj spiski, tajemnicze listy, sekretne wykopaliska, morderstwa, porwania, pościgi i walkę z siłami natury. Szczególnie pod koniec akcja jest naprawdę wartka. Sprawa na początku jest tajemnicza i złowroga. Niektóre opisy są naprawdę przerażające i przemawiają do wyobraźni. Uważam, że fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, chociaż trzeba przyznać, że niektóre wątki są grubymi nićmi szyte. Jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Zakończenie też mi się podobało, chociaż miałam nadzieję na coś bardziej wgniatającego w fotel. Mimo to uważam całość za udaną.
     Czego mi jednak brakowało? Chcąc nie chcąc trochę porównywałam tą książkę do najlepszej według mnie kontynuacji przygód Sherlocka Holmesa, czyli "Domu jedwabnego" Anthony'ego Horowitza. I w porównaniu z tą książką brakowało mi trochę typowej dla Holmesa dedukcji, czyli tego, że na podstawie orzeszków jakie jadł sprawca, Sherlock był w stanie określić, że kuleje on na lewą nogę, cierpi na zgagę i nie lubi komunistów. Śmieję się teraz, ale wiadomo o co chodzi. W tej książce było tego jak dla mnie trochę za mało. Poza tym średnio mi się podobała narracja Morana - jak dla mnie to trochę taki tępy osiłek. 


        Jednak to wszystko o czym powiedziałam wyżej to nie są rzeczy jakiejś wielkiej wagi. Ogólnie książka naprawdę mi się podobała. Dosyć zgadzała się z formą, którą stworzył Arthur Conan Doyle, a to dla mnie było najważniejsze. Sherlock ma być zimnym, analitycznym umysłem, który pomimo swojego chłodu emocjonalnego jest dobrym człowiekiem, a Watson ma być wiernym przyjacielem ze skłonnością do dramatyzmu. I koniec kropka. Na szczęście to tutaj się udało. Poza tym intryga mnie bardzo wciągnęła - autor miał wyjątkowo ciekawy pomysł. Oprócz tego, poza trochę długim wstępem, akcja jest wartka i książka w ogólnie nie nudzi. Bardzo mi się ona podobała i chciałabym, żeby powstały kolejne. 





        Bibliografia:

czwartek, 6 listopada 2025

BIBLIOTEKA GROZY - HERBERT GEORGE WELLS "CZERWONA KOMNATA"

 
        Na szczęście doczekaliśmy się kolejnej odsłony fantastycznej serii jaką jest Biblioteka Grozy. Już zaczynałam się martwić, ponieważ ostatnia książka wyszła naprawdę dawno i miałam obawy czy seria nie została zakończona. Jednak na szczęście tak się nie stało i dziś możemy się cieszyć kolejną wspaniałą pozycją. Tym razem jest to "Czerwona komnata" Herberta George'a Wellsa. Myślę, że tego autora nie trzeba nikomu przedstawiać - jest to jeden z najsłynniejszych pisarzy w historii, autor m.in. "Wehikułu czasu", "Wojny Światów" czy "Niewidzialnego człowieka". Tutaj mamy zbiór dziesięciu opowiadań grozy, które zadowolą nie tylko miłośników gatunku, ale na pewno fanów innych dzieł tego wspaniałego pisarza. 
        Zanim przejdę do opisania opowiadań, które najbardziej mi się podobały, chciałam oczywiście wspomnieć o okładce, która jak na Bibliotekę Grozy przystało, jest piękna i bardzo klimatyczna. Jeśli zaś chodzi o opowiadania to uważam, że naprawdę jest w czym wybierać. Szczególną uwagę zwraca już pierwsze, zatytułowane "Kwitnienie dziwnej orchidei". Pan Wedderburn ma ciekawe hobby - zbiera rzadkie gatunki kwiatów. Dlatego też jest bardzo szczęśliwy, kiedy udaje mu się kupić wyjątkowy kwiat orchidei. Dowiaduje się jednak, że jego znalazca umarł u tajemniczych okolicznościach. To opowiadanie pokazuje jak śmiertelnie niebezpieczna potrafi być natura i jak my ludzie jesteśmy mali wobec jej potęgi. Wydawałoby się, że to my jesteśmy panami tego świata, ale mam nadzieję, że nigdy nie będziemy się musieli przekonać, że się mylimy. 


        Innym ciekawym opowiadaniem, w którym główną rolę odgrywają siły natury jest "Ćma". Wydawałoby się, że antagonizm pomiędzy dwoma znanymi entomologami - Hapleyem i Pawkinsem, skończy się wraz ze śmiercią tego drugiego. Jednak wkrótce Hapley pada ofiarą prześladowania przez tajemniczą ćmę. Podczas czytania tego opowiadania na myśl cały czas przychodziło mi inne - wielkiego mistrza Lovecrafta pt. "Skrzydlata śmierć". Uważam, że jest między nimi kilka podobieństw. Opowiadanie Wellsa jest naprawdę pobudzające wyobraźnię - czy mamy tutaj do czynienia z postępującym obłędem, czy prawdziwym zjawiskiem nadprzyrodzonym? I jak coś tak małego i pozornie niegroźnego jak ćma potrafi dokonać takiego spustoszenia? Lęk przed owadami jest bardzo powszechny, dlatego był to ze strony pisarza naprawdę sprytny pomysł. Poza tym ćmy uważane są za bardzo tajemnicze, że wspomnę słynną historię o tzw. mothmanie, czyli człowieku-ćmie, który został zaobserwowany po raz pierwszy w latach sześćdziesiątych XX wieku. Rzekomo był to ogromny humanoidalny stwór przypominający ćmę. Myślę, że w tych stworzeniach, wyglądających jak dzieci mroku, a tak bardzo spragnionych światła, jest coś naprawdę fascynującego i to opowiadanie jest tego kwintesencją. 


        Trochę inny charakter ma opowiadanie "Pollock i człowiek Poro". Uczestniczący w ekspedycji na terenie Afryki Pollock, swoim uczynkiem naraził się na gniew wielkiego szamana ludu Poro. Na jego nieszczęście byli to ludzie, którzy nie wybaczali i którzy jak się okazuje, parali się nie tylko kanibalizmem, ale też czarną magią. To opowiadanie było dla mnie szczególnie interesujące - okazuje się, że Poro to tajne bractwo działające na terenie m.in Sierra Leone. W tym opowiadaniu jest pokazane, że posiadają również moc, której praktyki przywodzą na myśl kult voodoo. Uwielbiam takiego typu opowiadania właśnie o voodoo i związanych z nim klątwach. Tutaj mamy naprawdę wyrafinowaną zemstę, która jest tak potężna, że sięga zza grobu.  


     Spodobało mi się też tytułowe opowiadanie, czyli "Czerwona komnata". Pewien śmiałek postanawia spędzić noc w słynnej nawiedzonej komnacie. Mimo, że jest mu to odradzane, nie zamierza się wycofać. Do wszelakich zjawisk nadprzyrodzonych jest bowiem sceptycznie nastawiony. Jednak ta noc sprawi, że będzie musiał zmienić zdanie. Z jednej strony jest to typowa opowieść o nawiedzeniu, jednak z drugiej to nawiedzenie nie jest, że tak powiem standardowe. Autor tutaj próbuje dociec czym tak naprawdę jest nawiedzenie - czy jest to coś bardziej namacalnego np. zjawa, która po śmierci nie może zaznać spokoju, czy jednak coś głębszego, coś co tkwi w każdym z nas, ale jednocześnie jest ulotne. Myślę, że sami musimy sobie odpowiedzieć na to pytanie. 


       Dwa kolejne opowiadania są bardzo w klimacie Lovecrafta. Pierwsze z nich pt. "W otchłani" opowiada historię pewnej wyprawy w najczarniejsze głębiny oceanu. Kiedyś czytałam, że dno oceanu to najmniej zbadana część ziemi i mogą się tam kryć stworzenia, o których się nawet ludziom nie śniło. O tym właśnie opowiada ta historia - człowiek, który ryzykował swoim życiem, aby zbadać niezbadane, natknął się na coś fascynującego, a jednocześnie przerażającego. Uwielbiam takie historie - myślę, że naprawdę dużo zostało jeszcze do odkrycia. Drugie opowiadanie "Najeźdźcy z głębin" przedstawia sprawę pewnego emerytowanego handlarza herbatą, który pewnego razu wędrując u wybrzeży Kornwalii natknął się na coś, czego nikt nie chciałby spotkać. Tytułowy najeźdźcy przywodzą na myśl znane z opowiadań Lovecrafta Istoty z Głębin. Jako, że "Widmo nad Innsmouth" jest jednym z moich ulubionych opowiadań, to też bardzo przypadło mi do gustu. 


        Ostatnim opowiadaniem, o którym chciałam napisać jest "Skradzione ciało". Dwaj przyjaciele eksperymentują z autohipnozą, aby wywołać widma samych siebie i przenieść je na odległość. Nie wiedzą jeszcze, że będzie miało to fatalne konsekwencje. Uwielbiam tego typu historie, czyli sprawy parapsychologiczne. Myślę, że jest to bardzo ciekawy temat - czy można wyjść ze swojego ciała za pomocą umysłu? Jeśli ludzki umysł miałby taką moc, to nie trzeba wielkiej wyobraźni, jak to mogłoby być wykorzystane. Wiele czytałam o tego typu badaniach m.in. o eksperymentach CIA po II wojnie światowej. Chociaż wiadomo, że takie służby chciałyby wykorzystać takie zdolności jako broń, jednak to opowiadanie pokazuje jakie to może mieć konsekwencje. W życiu nie ma nic za darmo, a skutki takich działań mogą być tragiczne. 


           Moim zdaniem "Czerwona komnata" to fantastyczny zbiór. Mamy tutaj wszystko, co może się podobać nawet najbardziej wybrednym czytelnikom horrorów - nawiedzenia, zabójcza przyroda, klątwy, nieznane światy, potwory, eksperymenty parapsychologiczne. To wszystko napisane jest wspaniałym językiem, a szczegółowe opisy pobudzają wyobraźnię. Książka ma fantastyczny klimat, a opowiadania są naprawdę różnorodne - dzięki temu nie grozi nam znudzenie. Dodatkowo mamy tutaj różne aspekty naukowe, co jak wiadomo, u Wellsa jest jednym z najważniejszych punktów. Jednak uważam, że ta pozycja spodoba się nie tylko fanom horroru naukowego - opowiadania są bardzo interesujące i naprawdę wciągają. Serdecznie polecam się zapoznać. 



    Bibliografia:
  1. H.G.Wells, Czerwona komnata, Wydawnictwo C&T, Toruń 2025, można kupić np. tu: https://www.empik.com/czerwona-komnata-wells-herbert-george,p1674987950,ksiazka-p lub tu: https://bonito.pl/produkt/czerwona-komnata
        

FREIDA MCFADDEN "LOKATORKA"

   Czy tak jak ja lubicie film   "Sublokatorka"   z 1992 r. z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh? Albo film   "Współlokator...