środa, 25 lutego 2026

CHARLIE DONLEA "ZGADUJ DALEJ"

 

     Charlie Donlea, obok Rileya Sagera i Ruth Ware, jest moim ulubionym pisarzem thrillerów. Dlatego też z wielką chęcią sięgam po każdą jego kolejną książkę, a właśnie miała miejsce premiera najnowszej, czyli "Zgaduj dalej". Jest to thriller psychologiczny, w którym splata się ze sobą wiele wątków. 
         Byłego detektywa Ethana Halla, odwiedza kolega, który prosi go o przysługę. Dziesięć lat temu zaginęła siedemnastoletnia Callie Jones i do tej pory jej sprawa nie została rozwiązana. Jej ojciec, obecny gubernator, chce wznowienia śledztwa, a Ethan w czasie swojej pracy w policji miał stuprocentową skuteczność. Były detektyw na początku nie chce wziąć tej sprawy, ponieważ sam zmaga się z traumą. Jednak wkrótce będzie musiał zmienić zdanie - okazuje się, że jego własne problemy mogą mieć z tą sprawą coś wspólnego. Dodatkowo przyjaciółka Callie otrzymuje wiadomość, w której ktoś anonimowy przyznaje się do zabicia nastolatki. Ethan nie wie jeszcze, że będzie musiał stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami i będzie to śmiertelnie niebezpieczna gra. 


    Głównym bohaterem powieści jest były detektyw, a obecnie lekarz na oddziale ratunkowym Ethan Hall. Jego praca w wydziale do spraw nieletnich spowodowała pogłębiającą się depresję, dlatego też mężczyzna postanowił zrobić coś ze swoim życiem, zanim będzie za późno. Dodatkowo nasz bohater zmaga się z traumą - jego ojciec, też policjant, został zabity przez Francisa Bernarda, człowieka podejrzanego o bycie seryjnym zabójcą. Od tej pory Ethan robi wszystko, aby nie wyszedł on na wolność. Jakby tego było mało, Maddie - dziewczyna Ethana, jest niedoszłą ofiarą Bernarda. Jak więc widać, chłop nie ma w życiu łatwo. Uważam, że Ethan jest ciekawą postacią - z jednej strony wydaje się być typowym detektywem z traumami, jakich wielu widzimy w tego typu powieściach. Jednak z drugiej strony nie popada w nałogi i sięga dna jak większość z nich. W wieku 36 lat kończy studia medyczne, aby dalej pomagać ludziom. Dla swojej dziewczyny jest wielkim wsparciem - Maddie do tej pory boryka się z wieloma śladami po ataku, zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi. Oprócz tego zawsze zeznaje na komisji do zwolnień warunkowych, aby morderca nigdy nie wyszedł na wolność, a każdy kontakt z nim bardzo wiele go kosztuje. Ethan wydaje się być naprawdę dobrym człowiekiem i rzetelnym detektywem. Jest postacią, którą się lubi i której się kibicuje. 


       Jego adwersarzem jest oczywiście seryjny morderca Francis Bernard. I znów mamy tutaj ciekawy zabieg - z jednej strony typowy psychopata - sprytny, pewny siebie, manipulujący otoczeniem. Z drugiej w pewnym stopniu poniżający się i wcale nie taki mądry, za jakiego chce uchodzić. Lubię tematykę seryjnych morderców w powieściach, chociaż bardziej wolę morderców z konkretnymi motywami. Jednak w tej książce ten wątek naprawdę przypadł mi do gustu. Poza tym powieść porusza jeden z tematów, o których już pisałam, czyli hybristofilię, a jest to coś, co bardzo mnie interesuje. Dla przypomnienia - jest to jest to zaburzenie, w którym preferowanym obiektem pożądania jest osoba, która popełniła przestępstwo, często to najpoważniejsze jak morderstwo. Tutaj właśnie jest motyw kobiety, która jest w stanie zrobić wszystko dla tak niebezpiecznego mężczyzny, jakim jest Francis Bernard. Zawsze mnie to zdumiewa, jak to w ogóle jest możliwe. Jak tym kobietom nie przeszkadza, że ten człowiek popełnił najgorsze czyny, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej je to nakręca. Uważam, ze jest to fascynujący temat. 


        Intryga też jest bardzo ciekawa - zaginięcie sprzed lat, do tej pory nierozwiązane. Callie Jones, z jednej strony typowa nastolatka - dobra uczennica, gwiazda szkolnej siatkówki, popularna, piękna blondynka. Z drugiej nieszczęśliwa dziewczyna z rozbitego domu, skrywająca sekrety. Czyli znowu nic nie jest takie, na jakie wygląda. Ethan zagłębiając się w sprawę, natrafia na pewną tajemnicę, którą skrywała dziewczyna, a która prawdopodobnie przyczyniła się do jej zaginięcia. Jako, że narracja prowadzona jest w czasach współczesnych oraz w przeszłości, kiedy Callie zaginęła, te dwa światy przeplatają się ze sobą, co tylko zwiększa ciekawość. Akcja na początku rozwija się powoli, by pod koniec lecieć w zawrotnym tempie. Jako, że przeczytałam mnóstwo thrillerów, w tym wszystkie książki Charliego Donlea, domyśliłam się mniej więcej o co tutaj chodzi. Jednak był jeden aspekt zakończenia, którego się nie spodziewałam, a który bardzo mnie zaskoczył. I wygląda na to, że może być kontynuacja. Dlatego też mimo, że nie tak bardzo trudno domyślić się rozwiązania, to uważam zakończenie za satysfakcjonujące. 
        "Zgaduj dalej" to ciekawa i wciągająca pozycja. Chociaż nie przebija mojej ulubionej książki Charliego Donlea, czyli "Domu samobójców", to naprawdę mi się podobała. Ma ciekawe, tylko pozornie szablonowe postacie, intrygującą fabułę, fajny klimat i satysfakcjonujące zakończenie, które daje szansę na ciąg dalszy, po który z wielką chęcią sięgnę. Charlie Donlea jak zawsze spisał się na medal. Uważam, że jego książki są naprawdę świetne, a ta tylko to potwierdza. Serdecznie polecam. 





            Bibliografia:
  1. C.Donlea, Zgaduj dalej, Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o., Poznań 2026, można kupić np. tu: https://www.empik.com/zgaduj-dalej-donlea-charlie,p1695893461,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/zgaduj-dalej lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/zgaduj-dalej-7554423-ksiazka.html
  2. Wikipedia.pl
           

czwartek, 19 lutego 2026

RUTH WARE "KOBIETA Z POKOJU JEDENASTEGO"

 

            "Kobieta z kabiny dziesiątej" powraca. Tylko, że teraz znajduje się w pokoju nr 11. Właśnie miała miejsce premiera książki Ruth Ware pt. "Kobieta z pokoju jedenastego". Jest to kontynuacja przygód dziennikarki Lo Blacklock, znanej z wyżej wymienionej książki, niedawno zekranizowanej prze Netflix. W jakie kłopoty tym razem wpakuje się główna bohaterka?
          Dziesięć lat po wydarzeniach na pokładzie statku Aurora dziennikarka Lo Blacklock dalej nie może poradzić sobie ze swoją traumą. Mimo, że kobieta została żoną i matką, nadal boryka się z problemami. Szansą na wyjście z dołka jest zaproszenie do luksusowego hotelu miliardera Marcusa Leidmanna. Dzięki temu jej kariera może odżyć, a jej samej wrócić pewność siebie. Niestety na miejscu okazuje się, że przeszłość naprawdę rzuca długie cienie i Lo spotyka kogoś, kogo miała nadzieję już nigdy nie zobaczyć. Wkrótce zostaje wplątana w niebezpieczną grę i musi zdecydować komu naprawdę może zaufać. 
         "Kobieta z pokoju jedenastego" to druga część perypetii dziennikarki, która odkrywa w sobie żyłkę do śledztw kryminalnych. Dla przypomnienia - dziesięć lat wcześniej Lo została zaproszona na event na statku "Aurora Borealis". Tam widzi jak ktoś wyrzuca za burtę kobietę. Jednak nikt jej nie wierzy, ponieważ nikogo z pasażerów nie brakuje. Lo jednak w kabinie nr 10 widziała kogoś, kogo nikt inny nie widział. Lo jest pewna, że nie zwariowała i rozpoczyna śledztwo, które zaprowadza ją na bardzo niebezpieczną ścieżkę. 


        Teraz dziesięć lat później wiele się zmieniło. Lo osiągnęła sukces - jej książka stała się bestsellerem, wyszła za mąż za człowieka, który ją kocha i wspiera, ma dwóch wspaniałych synów. Mimo tego dalej boryka się z problemami - ostatnio jej kariera wyhamowała, a ją samą dręczą lęki i koszmarne sny. Kiedy dostaje zaproszenie od miliardera Marcusa Leidmanna nie jest przekonana, aby je przyjąć. Jednak za namową męża wyjeżdża do luksusowego hotelu nad Jezioro Genewskie i ma szansę przeprowadzić wywiad życia. Brzmi fantastycznie prawda? Jednak takie jest tylko na początku. Wkrótce spotyka dawnych towarzyszy ze statku "Aurora", co jest bardzo podejrzane. Do Lo ze zdwojoną siłą wracają wszystkie jej lęki. Jednak najgorsze dopiera przed nią - okazuje się, że hotelu jest kobieta, przez którą Lo prawie zginęła. I potrzebuje ona jej pomocy. Przez to wszystko dziennikarka po raz kolejny znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 


      Moją pierwszą myślą na wieść o kontynuacji przygód Lo Blacklock był szczery entuzjazm. Chociaż "Kobieta z kabiny dziesiątej" nie jest moją ulubioną powieścią Ruth Ware, to jednak mi się podobała (film Netflixa już mniej). Intryga w tej powieści może nie jest jakaś powalająca, jednak sam koncept jest ciekawy. A jakie jest moje ogólne wrażenie po przeczytaniu "Kobiety z pokoju jedenastego"? Posłużę się cytatem: "ale to już było...". Książka nie jest zła, czytało mi się dobrze, ale w dużej mierze jest powieleniem poprzedniej. Lo pakuje się w praktycznie takie same kłopoty, przez tą samą kobietę, zachowującą się tak samo. Jednak od początku - najpierw sama Lo. Jest może trochę mniej irytująca, bardziej dojrzała emocjonalnie, ale dalej naiwna i pakująca się przez to w kłopoty. Dostaje "ni z tą ni owąd" zaproszenie od miliardera i myślę, że to powinno się jej wydać podejrzane. Lo zdecydowanie powinna się trzymać z dala od miliarderów. Potem spotyka swoich kumpli ze statku "Aurora", a i tak dalej sobie to racjonalizuje. Najgorsze jednak, że ulega Carrie, kobiecie, która ją naraziła na śmiertelne niebezpieczeństwo i której moim zdaniem nie była nic winna. I której zdecydowanie nie powinna ufać. 


        Do tego mamy bardzo podejrzanego miliardera (znowu), jego syna, który go wielbi, jednak jest przez niego źle traktowany oraz kumpli z poprzedniej części. Tak więc jeśli chodzi o postacie, to jest tak średnio - cały czas mam wrażenie, że to ta sama śpiewka. Poza tym brakowało mi tu tajemnicy - bardzo szybko można zrozumieć kto za tym stoi i dlaczego. Może samo morderstwo zostało dokonane w ciekawy sposób, ale też znów nie jakiś oryginalny. Oprócz tego sama intryga jest dosyć "grubymi nićmi szyta" - szczególnie moment ucieczki Lo i Carrie ze Szwajcarii. Trochę to pachniało tanią sensacją. Mnie osobiście całość wydała się trochę naiwna. Akcja na początku jest raczej powolna, później przyspiesza i nawet mamy parę pościgów. Jest to wciągające, ale aż tak bardzo nie angażuje. Chyba druga część jest w większym stopniu kalką poprzedniej niż powinna.
      Uważam, że książka w ogólnym rozrachunku nie jest zła. Jest to dosyć przyjemny thriller, taki bardziej lekki, niezobowiązujący, nie wymagający wiele od czytelnika. Jak na lżejszą lekturę po całym tygodniu pracy jak najbardziej się nadaje. Jednak myślę, że trzeba przeczytać poprzednią część, zanim sięgnie się po tą książkę, ponieważ jest bardzo wiele do niej nawiązań i po prostu nowy czytelnik może wiele rzeczy nie zrozumieć. Mimo tego wszystkiego o czym wspomniałam powyżej uważam, że warto sięgnąć.


 Jeśli macie ochotę poczytać o poprzedniej części serdecznie zapraszam: http://www.kryminalgrozatajemnica.com.pl/2025/10/ksiazka-vs-film-ruth-ware-kobieta-z.html 


        Bibliografia:
  1. R.Ware, Kobieta z pokoju jedenastego, Czwarta Strona Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. 2026, można kupić np. tu: https://www.empik.com/kobieta-z-pokoju-jedenastego-ware-ruth,p1692842590,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/kobieta-z-pokoju-jedenastego , lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/kobieta-z-pokoju-jedenastego-7550544-ksiazka.html

piątek, 13 lutego 2026

KRWAWE WALENTYNKI - AGATHA CHRISTIE "MIŁOŚĆ AŻ PO GRÓB"

         

        Myślę, że nie ma lepszego prezentu na Walentynki dla miłośnika kryminałów, niż dobra książka. A jaki może być lepszy kryminał od książek Agathy Christie. Wydawnictwo Dolnośląskie, które przygotowało jubileuszową serię książek Królowej Kryminałów, od czasu do czasu wydaje zbiory różnych jej opowiadań, w zależności od okazji. Tym razem tą okazją są Walentynki i mamy zbiór jedenastu opowiadań związanych z zazwyczaj tragiczną miłością. Jak zwykle wszystkie opowiadania są świetne, a ja chciałam napisać o moich ulubionych. 
       "Król trefl" to opowiadanie pochodzące ze zbioru "Wczesne sprawy Poirota". Kiedy rodzina Oglanderów spędza wieczór przy grze w karty, nagle do ich domu wbiega przerażona dziewczyna krzycząc "Morderstwo!". Kto zamordował słynnego impresario? I jaki związek z tą sprawą ma popularna tancerka? Jest to świetne opowiadanie o tym jak pozory potrafią bardzo mylić. I oczywiście mamy wątek romantyczny w tle, który tak naprawdę jest osią całej sprawy. 


        Ciekawą historię poznajemy w opowiadaniu pt. "Twarz Heleny". Pan Satterthwaite staje się świadkiem konfliktu dwóch mężczyzn, którzy starają się o rękę pewnej kobiety. Mimo pozornego pogodzenia, pan Satterthwaite ma złe przeczucia. To opowiadanie wydaje się idealne na Walentynki - namiętność jest jednym z najczęstszych motywów zbrodni. Chociaż jest to opowiadanie z wątkiem kryminalnym, to jednak tutaj na pierwszy plan wysuwa się pytanie, czy istnieje prawdziwe piękno. Nie bez powodu mamy w tytule Helenę, czyli najpiękniejszą kobietę, przez którą według mitologii greckiej, wybuchła wojna trojańska. "Twarz Heleny" pochodzi ze zbioru "Tajemniczy pan Quin", tak więc ma też trochę niesamowity charakter. Dzięki temu możemy się wczuć w naprawdę fantastyczny klimat. 


           Bohaterami "Impasu pod króla" są Tommy i Tuppence Beresfordowie. Małżeństwo detektywów postanawia wybrać się do niesławnej restauracji Asa Pik, zaintrygowane pewnym ogłoszeniem. Okazuje się, że instynkt ich nie zawiódł - wkrótce dochodzi do morderstwa. Uwielbiam sprawy Tommy'ego i Tuppence, szczególnie te ze zbioru "Śledztwo na cztery ręce", gdzie mamy do czynienia nie tylko ze sprawami typowo kryminalnymi, ale też ze szpiegostwem. Tutaj jednak jest to klasyczne morderstwo oraz zakazany romans w tle. Tak więc ta sprawa jak najbardziej nadaje się do walentynkowego zbioru. Ponadto Beresfordowie też są romantyczną parą, która ma niesamowitą chemię. Potrafią sobie dogryzać, ale rozumieją się bez słów i są sobie bardzo oddani. Poza tym nie da się ich nie lubić. 


         Opowiadanie "Śmiertelna klątwa" pochodzi ze zbioru o tym samym tytule. Tym razem zagadkę rozwiązuje niezrównana panna Marple. Harry i Louise Laxtonowie są młodzi, piękni i zakochani. Właśnie wprowadzają się do domu swoich marzeń. Jednak jest coś, co zakłóca tą sielankę - pewna staruszka, która ich prześladuje. I wkrótce dochodzi do tragedii. Jest to idealny przykład geniuszu Królowej Kryminałów - opowiadanie krótkie, ale bardzo treściwe. I jak zawsze świetnie skonstruowana intryga. Do tego fantastyczny klimat małej angielskiej wsi, która skrywa wiele tajemnic. I opowiadanie oczywiście dotyczy zakochanych. 


       Oczywiście pozostałe opowiadania są również fantastyczne, jak z resztą wszystkie Królowej Kryminałów. Myślę, że takie tematyczne zbiory to naprawdę fajny pomysł. Dzięki temu możemy bardzo dobrze wczuć się w klimat danego wydarzenia, a w tym wypadku są to Walentynki. W książkach Agathy Christie bardzo często mamy wątki romantyczne - w końcu pisała ona również powieści obyczajowe. Często, tak jak to się dzieje w opowiadaniach z wyżej wymienionego zbioru, miłość i związana z nią namiętność bądź zazdrość, są motywem zbrodni. Jednak nie tylko. Mamy także sporą liczbę zakochanych par, które poznały się w niecodziennych okolicznościach, właśnie związanych ze zbrodnią. Dlatego też "Miłość aż po grób" jest wspaniałą pozycją dla fanów Agathy Christie, ale nie tylko. I do tego piękna i elegancka okładka. Naprawdę trudno się nie skusić. 

 

        Bibliografia:

czwartek, 5 lutego 2026

UGOSZCZONE DUCHY

   

        Czy duchy mogą być ugoszczone? Myślę, że jak najbardziej. Przecież najczęściej występują właśnie w starych domiszczach, zamkach i rezydencjach, stając się z czasem ich integralną częścią. Każdy stary szanujący się pałac powinien mieć swojego ducha. Tak właśnie uważali autorzy opowiadań w najnowszym zbiorze Wydawnictwa Zysk i S-ka "Ugoszczone duchy". Jest to kolejna odsłona tej serii. Mamy tutaj 24 opowiadania klasycznych autorów, tak więc jest w czym wybierać. 
          Jak się okazuje duchy można ugościć nie tylko w domu - często nawiedzają klasztorne mury. O tym właśnie traktują opowiadania Rogera Patera. Głównym bohaterem jest ojciec Philip, który trzeba przyznać, przeżywa fascynujące przygody. Najbardziej podobało mi się opowiadanie "A Porta Inferi". Kiedy ojciec Philip odwiedza pewien zakład dla umysłowo chorych, jest pewny że dobrze zna jednego z pacjentów. Ten jednak twierdzi, że nigdy go nie widział na oczy. Do tego jest opryskliwy i zupełnie nie zachowuje się jak jego dobry znajomy. Wydawałoby się, że w takim miejscu to nic dziwnego - jednak wkrótce okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana. To opowiadanie jest swojego rodzaju przestrogą, żeby nie zostawiać drzwi otwartych - nigdy nie wiadomo kto lub co przez nie przejdzie. Opętanie często nie jest typowo demoniczne, jednak to nie oznacza, że jest mniej groźne. Jedno jest pewne - księża częściej powinni odwiedzać szpitale psychiatryczne. 


    Zaciekawiło mnie też opowiadanie Sabine Baring-Gould pt. "Mustafa". Dla odwiedzających Hotel do l'Europe w Luksorze młodzieniec imieniem Mustafa jest bardzo przydatnym pracownikiem. Na co dzień jest też pogodnym człowiekiem, który wkrótce ma zamiar się ożenić. Jednak pewne okoliczności sprawiają, że postanawia popełnić samobójstwo. Ta historia to klasyczna zemsta zza grobu. Uczy nas też, że nie powinno się drwić z czyiś przekonań - to co dla nas może być nawet śmieszne, dla kogoś innego jest śmiertelnie poważne. Jest to naprawdę smutna historia - człowiek umiera z powodu błędu, który nie był jego winą. Jednak zemsta była naprawdę straszna. 


          Ktoś, kto interesuje się duchami, bardzo dobrze wie, że mogą one być przywiązane nie tylko do miejsc, ale także do przedmiotów. Właśnie ten temat w swoim opowiadaniu pt. "Komplet szachów" podejmuje Richard Marsh. Pewien człowiek kupuje komplet szachów, który został po znanym w okolicy zmarłym ekscentryku. Podekscytowany, siada ze swoim przyjacielem, aby rozegrać partyjkę. Jednak wkrótce przybiera ona nieoczekiwany obrót. Muszę przyznać, że gra w szachy to coś co mnie bardzo fascynuje. Bardzo bym chciała nauczyć się grać, lecz jakoś nigdy nie mam na to czasu. Tutaj mamy do czynienia z historią człowiek, dla którego szachy były obsesją tak bardzo, że umarł w trakcie rozgrywki. Jego obsesja wywarła tak wielki wpływ na ten przedmiot, że dwoje ludzi prawie przypłaciło to szaleństwem.  


           Inny charakter mają opowiadania D.H.Lawrence'a, autora słynnego "Kochanka lady Chatterley". Najbardziej podobała mi się "Granica". Katherine miała dwóch mężów - pierwszy Alan, zginął w trakcie I wojny światowej. Drugi Philip, jest dziennikarzem. Mimo pozornego szczęścia, kobieta bardzo często wraca myślami do swojego pierwszego małżeństwa. Wkrótce jej drugi mąż zaczyna się źle czuć. Jest to dosyć oryginalne opowiadanie, ponieważ ukazane w nim nawiedzenie jest nietypowe. Autor zadaje ciekawe pytania - czy zmarli cały czas są przy nas? Czy możemy w jakiś sposób ich przywołać? I czy mogą oni coś dla nas zrobić? Czy namiętności międzyludzkie mogą przywołać duszę z grobu? Inną ciekawą rzeczą jest dość swobodny jak na tamte czasy język, którym autor się posługuje i to widać we wszystkich jego opowiadaniach. Na pewno jest to coś, co rzuca się w oczy. 


       Jeśli chodzi o słynnych autorów, to w tym zbiorze znajdują się też opowiadania G.K.Chestertona, twórcy postaci księdza detektywa ojca Browna. Jednak tutaj nie mają one charakteru kryminalnego, ale też nie typowych opowieści o duchach. Można powiedzieć, że są bardziej filozoficzne. W "Obcym w swoim domu" pewien człowiek, aby paradoksalnie odnaleźć swój domu, musi od niego uciec. W "Kulturze i ogniu" pewien pasażer pociągu zmusza swojego towarzysza do refleksji na temat siły jednego z żywiołów. W "Portrecie wtorku" mamy nawiązania biblijne, a w "Trzech psach" odniesienia do mitologii greckiej. Jest to na pewno interesująca lektura, jednak nie dotyczy bezpośrednio duchów. 


           Właśnie to co opisałam powyżej sprawia, że ten zbiór podobał mi się trochę mniej od poprzednich. Ja jestem fanką klasycznych opowieści o duchach. Ugoszczone duchy po pierwsze powinny występować np. w domostwach i straszyć, a po drugie w ogóle występować. Tutaj jest z tym różnie. Chyba najbardziej klasyce odpowiadają opowiadania Rogera Patera. Mamy w nich do czynienia z nawiedzeniami, opętaniami czy wizjami. Jeśli chodzi o pozostałych autorów to trochę się to rozmywa. Jednak nie uważam, że jest to zły zbiór - na swój sposób jest ciekawy, ponieważ zawiera bardziej oryginalne opowiadania. Uważam, że warto się zapoznać. 






           Bibliografia:

czwartek, 29 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS SERIAL - AGATHA CHRISTIE "TAJEMNICA SIEDMIU ZEGARÓW"

 

        Agatha Christie jest oczywiście moją najukochańszą pisarką, więc kiedy usłyszałam, że powstaje kolejny serial na podstawie jej powieści, to wiadomo, że się ucieszyłam. Jednak kiedy przeczytałam, że serial ten produkuje Netflix, to mój entuzjazm nieco opadł. Jeśli ktoś ma coś schrzanić, to właśnie Netflix. Ale oczywiście miałam zamiar dać tej produkcji szansę. Ale najpierw po bożemu, czyli książka a potem film. 

Agatha Christie "Tajemnica siedmiu zegarów"


        Gerry Wade na pewno nie jest rannym ptaszkiem. Dlatego też jego znajomi postanawiają zrobić mu kawał - ustawiają w jego sypialni w rezydencji Chimneys mnóstwo budzików. Jednak o dziwo żart się nie udaje - Gerry nie zrywa się z łóżka z okrzykiem. To, co na początku miało być dobrą zabawą, staje się niepokojące. Okazuje się bowiem, że Gerry nie żyje - przedawkował środki nasenne. Kiedy policja orzeka nieszczęśliwy wypadek, nie wszystkich to przekonuje. Przebojowa córka właściciela Chimneys lady Eileen "Bundle" Brent postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy. Przez to wkracza na bardzo niebezpieczną ścieżkę, która dla niej może skończyć się tragicznie. 
        "Tajemnica siedmiu zegarów" jest tak naprawdę kontynuacją powieści "Tajemnica rezydencji Chimneys", jednak dotyczy zupełnie innej historii, także można ją przeczytać bez problemu jeśli się nie zna poprzedniej części. Jest to taki bardziej kryminał szpiegowski, których to Agatha Christie ma trochę na swoim koncie. Ja bardziej preferuję klasyczne kryminały, jednak to nie znaczy, że takich nie czytam. Tym bardziej jeśli jest to Królowa Kryminałów. Jak to u Agathy Christie mamy świetnie skonstruowaną intrygę - młody człowiek, który jest totalnym śpiochem, a więc raczej nie ma problemów ze snem, umiera po przedawkowaniu środków nasennych. Nie wydaje się, żeby miał on jakiś wrogów - był miły i wesoły. Jednak kiedy ginie kolejna osoba sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Zamieszana w to wszystko okazuje się być tajemnicza organizacja zwana Siedem Zegarów. Kim oni są? Jakie są ich zamiary? Dlaczego zginęli właśnie ci ludzie? Jest to naprawdę wciągająca i ciekawa tajemnica. Mamy tutaj tajemnicze zgony osób pracujących w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, sekretną organizację, plany genialnego wynalazku oraz dynamiczne śledztwo. Intryga goni intrygę, a tajemnica wydaje się być nieuchwytna - nic tu nie jest takie, na jakie wygląda. Do tego wszystkiego świetne zakończenie.


        Inną mocną stroną tej książki są postacie, a w szczególności oczywiście Bundle Brent - inteligentna, przebojowa, nieustraszona i cały czas pakująca się w kłopoty młoda arystokratka. Towarzyszy jej w śledztwie niewzruszony nadinspektor Battle, który swoim spokojem i stanowczością zawsze dojdzie do prawdy. Postacie drugoplanowe też są fantastycznie wykreowane - wprowadzają dużo tajemnicy, ale też dobrego humoru. 
     Chociaż "Tajemnica Siedmiu Zegarów" nie jest moją ulubioną powieścią Królowej Kryminałów, to uważam, że jest to naprawdę świetna książka. Jeśli ktoś lubi szpiegowskie klimaty, tajemnicze organizacje oraz wartką akcję, to jest to pozycja zdecydowanie dla niego. A jak sprawa się ma z serialem?
 
"Siedem Zegarów Agathy Christie" 2026


        Kiedy na przyjęciu w rezydencji Chimneys dochodzi do tragedii, nieustraszona lady Eileen Brent postanawia dowiedzieć się prawdy, ponieważ nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. Dziewczyna wpada na trop międzynarodowej intrygi i od tej pory znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 
        Już na wstępie mogę powiedzieć, że Netflix nie zawiódł - jak coś można było spieprzyć, to oczywiście to spieprzył. Nawet nie wiem od czego zacząć, tak bardzo wiele rzeczy tu nie gra. Przede wszystkim fabuła - bardzo luźno potraktowano materiał źródłowy. Dużo wątków dodano, dużo pominięto i to moim zdaniem ważnych. Ja rozumiem, że serial czy film nigdy nie będą idealnym odzwierciedleniem książki, ale tutaj to totalny dziki zachód. Jak wspomniałam pominięto ważne kwestie, a te które dodano są zupełnie głupie, bez sensu i wydumane. To bardzo zniszczyło tą genialną w oryginale intrygę. Ktoś z tej fabuły zrobił totalną sieczkę. Przez te niepotrzebnie dodane wątki serial jest za długi i przez to po prostu nudny. Książka jest bardzo wartka, a tu musiałam przewijać, żeby pominąć całkowicie zbędne dialogi. O zakończeniu to nawet nie chcę wspominać - lepiej pominąć to milczeniem. Dla porównania film "Tajemnica Siedmiu Zegarów" z 1981 r, o wiele lepiej przedstawia fabułę książki. 
        Oczywiście jak na Netflix przystało musi być bardzo nowocześnie - co z tego, że to nie pasuje do lat dwudziestych dwudziestego wieku. Jednak najgorsza była główna bohaterka (Mia McKenna-Bruce) - nudna, irytująca, wiecznie nadęta i w ogólnie niepodobna do oryginału. Bundle powinna być przebojowa, rezolutna, wesoła. Ta tutaj to jakaś karykatura. Pozostałe postacie też szału nie robiły - nie wiem np. po co tu Helena Bonham Carter jako matka głównej bohaterki. Eileen miała ojca, a nie matkę - tą postać wciśnięto tu totalnie na siłę. Sytuacji nie uratował nawet Martin Freeman - kompletnie mi nie pasował na nadinspektora Battle'a. Jedyne postacie, które nawet mi odpowiadały do Bill Eversleigh (Hughie O'Donnell) i George Lomax (Alex Macqueen) - tylko oni w miarę przypominali oryginały. 
      Tak więc jak widać wyszło jak zwykle. Naprawdę niech Netflix nie bierze się za ekranizację klasyków, bo jest po prostu kiepsko. Klasyka to klasyka, unowocześnianie jej na siłę jest po prostu niepotrzebne, a na pewno nie w tym przypadku. Ta książka sama się broni - nie potrzebuje pseudoulepszenia. A tak znów wyszła nieciekawa papka pełna pustych frazesów. Może dla kogoś, kto nie czytał książki ten serial będzie bardziej strawny, aczkolwiek wątpię, bo jest po prostu nudny i mało interesujący. Sto razy lepiej sięgnąć po książkę - jest to gwarancja świetnej zabawy.





        Bibliografia:

czwartek, 22 stycznia 2026

FREIDA MCFADDEN "IDEALNY SYN"

 

         Tak się złożyło, że w najnowszym poście biorę na tapet kolejną książkę Freidy McFadden. Myślę, że to świadczy o tym, jak ta autorka jest popularna - mam wrażenie, że co chwilę wychodzą jej nowe książki. Tym razem jest to "Idealny syn"
            Wydawałoby się, że Erika ma idealne życie - dom na przedmieściach, udane dzieci, mąż, który ją rozumie. A szczególnie udany jest jej syn Liam - wzorowy uczeń, sportowiec odnoszący sukcesy, grzeczny, uprzejmy, mistrz debat. Jednak, czy aby na pewno jest to prawda? Kiedy znika nastolatka wszyscy wskazują na jedną rzecz - Liam szczególnie się nią interesował. Czy chłopak jest tak idealny na jakiego wygląda? Czy jednak za tą fasadą kryje się coś mrocznego? Erika staje przed najtrudniejszym w życiu wyborem, a konsekwencje będą niewyobrażalne. 


          Już na wstępie muszę przyznać, że książka naprawdę mi się podobała. Ostatnio miałam wrażenie, że Freida McFadden popada trochę w schemat i jej książki zaczynają być do siebie bardzo podobne. Jednak tutaj mamy troszkę inną historię. Poznajemy Erikę Cass - z pozoru typową matkę z amerykańskich przedmieść. Ma męża, który dobrze zarabia, dwójkę udanych dzieci, ładny dom. Nikt by nie pomyślał, że coś tu jest nie tak. Jednak na tym idealnym obrazku są rysy i to niemałe. Erika bowiem od dawna martwi się o swojego syna Liama. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być idealne - Liam jest przystojny, inteligentny, pracowity. Jednak jest coś, co niepokoi Erikę - chłopak jest bardzo zimny emocjonalnie. Wydaje się być wyzuty z uczuć i empatii oraz świetnie manipuluje ludźmi. Czy to nie cechy psychopaty? Kiedy jego koleżanka Olivia znika bez śladu, Erika jest przerażona - obawia się, że jej syn ma coś z tym wspólnego, tym bardziej, że wymknął się z domu w noc zaginięcia dziewczyny. Myślę, że autorka świetnie ukazała emocje kobiety - Erika bardzo kocha swojego syna, nawet ma wyrzuty sumienia, że kocha go bardziej niż swoją córkę. Jednocześnie boi się go - Liam od dziecka wykazuje dziwne zachowania. Tak więc kobieta jest rozdarta - z jednej strony stara się chronić swoje dziecko, które kocha nad życie, jednak z drugiej stara się przed nim chronić innych. Jest to naprawdę straszna sytuacja dla matki. Kiedy czytałam tą książkę to właśnie naszła mnie refleksja jak muszą czuć się kobiety, których dzieci okazały się być mordercami. Jak wiemy bywa różnie, od załamania nerwowego po wyparcie. Erika jednak nie wypiera problemu, albo udaje że go nie ma. Stara sobie z nim radzić na swój własny sposób. I to właśnie jest największą zaletą tej książki.


        Narracja prowadzona jest również z perspektywy Olivii. Tutaj z jednej strony mamy typową nastolatkę, która przeżywa swoją pierwszą miłość. Jej zauroczenie, pragnienie bycia zauważoną oraz pewne zaślepienie - nie dociera do niej, że Liam może nie być taki na jakiego wygląda, o czym mówi jej sporo osób. Z drugiej jednak mamy bardzo dzielną dziewczynę, która nie ma zamiaru poddać się bez walki. Ta narracja też mi się podobała.
          Sama intryga jest ciekawa i wciągająca - mamy idealnego syna, który prawdopodobnie ukrywa swoje mroczne oblicze, tajemnicę z przeszłości, która rzuca cień na całą rodzinę oraz desperacki wyścig z czasem. Ta historia naprawdę mnie zaangażowała i trudno było mi się od tej książki oderwać. Wprawdzie po przeczytaniu już wielu thrillerów i dobrze znając książki Freidy McFadden od razu wiedziałam, że coś tu nie gra i dosyć szybko domyśliłam się o co tutaj chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze i uważam, że zakończenie było satysfakcjonujące. I co było troszkę inne - aż tak bardzo nie gryzło moralnie, bo u tej autorki często działania bohaterów pozostawiają wiele do życzenia pod tym kątem. Ja chyba jednak lubię dosyć jasne określenie co jest dobre, a co złe. Dlatego może ta książka bardziej do mnie przemówiła i uważam, że naprawdę warto przeczytać. 





        Bibliografia:
  1. F.McFadden, Idealny syn, Czwarta Strona Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. 2026, można kupić np. tu: https://www.empik.com/idealny-syn-freida-mcfadden,p1686929834,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/idealny-syn , lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/idealny-syn-7547783-ksiazka.html

czwartek, 8 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS FILM - FREIDA MCFADDEN "POMOC DOMOWA"


        Freida McFadden to ostatnio jedna z najpopularniejszych autorek thrillerów. Dlatego też na ekrany kin wchodzi film na podstawie jej najbardziej znanej książki, czyli "Pomocy domowej". Byłam bardzo ciekawa tego filmu nie tylko ze względu na książkę, ale także na obsadę. Lubię dzieła Freidy McFadden, ponieważ są ciekawe, wciągające i mają dużo zwrotów akcji. Jednak wiadomo, jeśli chodzi o ekranizacje to niestety różnie bywa. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Na razie chciałam napisać o książce, która stała się światowym bestsellerem. 
     Millie jest w beznadziejnej sytuacji - jest bezrobotna, a jej obecnym domem jest jej samochód. Dlatego też praca pomocy domowej u bogatej rodziny Winchester wydaje się wybawieniem. Chociaż nie jest to łatwa praca - pani domu, Nina, to kobieta bardzo kapryśna i rozchwiana emocjonalnie. Oprócz tego jej córka Cecelia jest rozpieszczonym bachorem, który wyżywa się na biednej gosposi. Z czasem jednak Millie zauważa, że coś dziwnego dzieje się w tym domu - jej pokój można zamknąć tylko od zewnątrz, okno jest wtopione w ścianę i nie da się go otworzyć, a zachowanie jej chlebodawczyni coraz trudniej wytłumaczyć kapryśnym zachowaniem. Millie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że znalazła się w potrzasku.
       Na początku mamy do czynienia z klasyczną historią - z jednej strony mamy biedną dziewczynę z kryminalną przeszłością, która zatrudnia się u bogatej rodziny jako pomoc domowa. Nie jest trudno wyczuć jej desperację, dlatego też wydaje się być łatwą ofiarą. Z drugiej mamy bogatą, znudzoną panią domu, która jest kapryśna i wybuchowa. Od razu wiadomo jak to się skończy. Ale czy na pewno? W książce mamy dwie perspektywy - przez większość czasu Millie, a potem Niny. W tym wypadku jest to naprawdę ciekawy zabieg, ponieważ relacja Niny wnosi coś zupełnie innego. Przedstawione w książce kobiety bardziej nie mogłyby się różnić, ale to tylko fasada - tak naprawdę jest coś, co je łączy. Ta historia właśnie dlatego jest tak bardzo ciekawa - chociaż praktycznie od początku mamy jako takie pojęcie, że to co widzimy to tylko pozory, to jednak nie jesteśmy do końca pewni o co tutaj chodzi. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana - coś bardzo mrocznego stoi za wydarzeniami w domu rodziny Winchester, jednak długo jest to coś jest niewidoczne gołym okiem. Mamy tylko poczucie, że za tym wszystkim kryje się jakieś zło. Zakończenie też jest niesamowitym zwrotem akcji i chociaż z czasem zaczynamy się go domyślać, to jednak nie wiemy wszystkiego.


        Postacie też prezentują się bardzo ciekawie. Główna bohaterka Millie, to dziewczyna z przeszłością, która stara się jakoś sobie radzić. Jest w bardzo trudnej sytuacji i naprawdę chyba każdy czytelnik jej współczuje. Kobieta, która ją zatrudniła, traktuje ją okropnie - po prostu się na niej wyżywa. Jednak Milie była w więzieniu, tak więc ma też swoją mroczną stronę. Drugą najważniejszą osobą dramatu jest oczywiście Nina, pozornie typowa bogaczka - kapryśna, próżna, znudzona i przez to rozchwiana emocjonalnie. Jednak tutaj, tak jak w przypadku Millie, kryje się coś więcej. Następnie mamy Andrew Winchestera, męża Niny, jedyną wydaje się normalną osobę w tym towarzystwie. Andrew jest grzeczny, kulturalny i współczujący. Dlaczego jednak związał się z taką kobietą jak Nina? Oprócz tego jest jeszcze Enzo - tajemniczy, milczący ogrodnik, który od początku ostrzega Millie, jednak nie chce nic więcej powiedzieć. Jaką rolę pełni w tej całej historii? 
        To wszystko razem powoduje, że książkę czyta się z zapartym tchem. Historia wciąga jak wir i cały czas mamy ochotę na więcej. Fabuła jest bardzo emocjonująca. Na początku akcja rozkręca się powoli, żeby z czasem bardzo mocno przyspieszyć. Zakończenie jest naprawdę sensacyjnie i jak to u Freidy McFadden bywa można mieć tutaj wątpliwości co do jego moralnego wydźwięku. Jednak uważam je za satysfakcjonujące i myślę, że autorka wpadła na świetny pomysł. Dzięki temu książka zdecydowanie się wyróżnia. Warto przeczytać. Jak jednak sprawa wygląda jeśli chodzi o film?


        Millie Calloway (Sydney Sweeney) - kobieta na zwolnieniu warunkowym, podejmuje pracę u bogatej rodziny Winchesterów. O ile pan domu Andrew (Brandon Sklenar) jest miły i uprzejmy, to jego żona Nina (Amanda Seyfried) budzi niepokój. Raz kobieta jest wylewna i sympatyczna, aby zaraz wpadać w furię i wyżywać się na niewinnej gosposi. Do tego jest tajemniczy ogrodnik Enzo (Michele Morrone), który dziwnie się zachowuje. Za czasem Millie zaczyna odczuwać prawdziwe zagrożenie, jednak nie wie jak wielki sekret skrywa dom, z którego nie ma ucieczki. 
        Jak więc widać fabuła filmu zgadza się z książką, a przynajmniej w najważniejszych aspektach. Widomo, twórcy sporo wątków nie ujęli, ponieważ zabrakłoby czasu, a film i tak trwa ponad dwie godziny. Cześć rzeczy też pozmieniano np. zakończenie, jednak na szczęście nie tak bardzo. To było dla mnie najważniejsze, ponieważ książka mi się podobała i nie chciałam, żeby ekranizacja bardzo odbiegała od pierwowzoru.
         Druga kwestia to obsada. Muszę przyznać, że na początku byłam trochę sceptyczna - inaczej wyobrażałam sobie główne bohaterki, szczególnie Ninę. Wydawało mi się, że Amanda Seyfried jest trochę za ładna do tej roli. Jednak okazało się, że obie panie świetnie sobie poradziły, właśnie szczególnie Amanda. Przynajmniej takie jest moje zdanie - podkreślam to, ponieważ czytałam różne opinie, w szczególności o Sydney Sweeney - ja uważam, że bardzo dobrze sobie poradziła. Za to najbardziej na miejscu był w moim mniemaniu Brandon Sklenar - bardzo pasował do tej roli i świetnie się w niej odnalazł. Inaczej rzecz się ma z naszym Massimo, czyli Michele Morrone - trudno tu cokolwiek powiedzieć, ponieważ na ekranie było go tyle co nic. Jednak jest to ciekawe, że taki film jak "365 dni" może być przepustką do hollywoodzkiej kariery. Także obsada na plus. 
            W ogóle cała zagadka jest dosyć dobrze przedstawiona, akcja jest wartka, szczególnie w drugiej połowie, a film naprawdę angażuje widza. Był tu pewien mocny zwrot akcji, chociaż nie dla mnie, bo czytałam książę, choć i tam domyśliłam się, że coś tu nie gra. Jednak sam pomysł był ciekawy. Dlatego uważam, że bardzo fajnie spędziłam te dwie godziny, chociaż były tu pewne problemy. Na pewno niektóre sceny są mocno przerysowane, ocierając się o kiczowatość. Wycięcie niektórych wątków spowodowało, że w pewnych kwestiach fabuła jest bardzo naciągana. Owszem, fabuła książki też była naciągana, ale tu bardziej to widać. Wiele osób zwróciło uwagę na nielogiczności i dużo mało realnych scen. Szczególnie mocno też skrzywdzili Enzo, który jest dosyć ważną postacią w książce, a tutaj najwyżej trzecioplanową. Jednak ja uważam ten film za kino rozrywkowe, stworzone dla relaksu, fajnej zabawy, trochę dreszczyku emocji. I w tych kwestiach film się bardzo dobrze sprawdził. Dlatego też uważam, że jest warty polecenia. 


        Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Freidy McFadden serdecznie zapraszam:



        Bibliografia:


FREIDA MCFADDEN "LOKATORKA"

   Czy tak jak ja lubicie film   "Sublokatorka"   z 1992 r. z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh? Albo film   "Współlokator...