czwartek, 8 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS FILM - FREIDA MCFADDEN "POMOC DOMOWA"


        Freida McFadden to ostatnio jedna z najpopularniejszych autorek thrillerów. Dlatego też na ekrany kin wchodzi film na podstawie jej najbardziej znanej książki, czyli "Pomocy domowej". Byłam bardzo ciekawa tego filmu nie tylko ze względu na książkę, ale także na obsadę. Lubię dzieła Freidy McFadden, ponieważ są ciekawe, wciągające i mają dużo zwrotów akcji. Jednak wiadomo, jeśli chodzi o ekranizacje to niestety różnie bywa. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Na razie chciałam napisać o książce, która stała się światowym bestsellerem. 
     Millie jest w beznadziejnej sytuacji - jest bezrobotna, a jej obecnym domem jest jej samochód. Dlatego też praca pomocy domowej u bogatej rodziny Winchester wydaje się wybawieniem. Chociaż nie jest to łatwa praca - pani domu, Nina, to kobieta bardzo kapryśna i rozchwiana emocjonalnie. Oprócz tego jej córka Cecelia jest rozpieszczonym bachorem, który wyżywa się na biednej gosposi. Z czasem jednak Millie zauważa, że coś dziwnego dzieje się w tym domu - jej pokój można zamknąć tylko od zewnątrz, okno jest wtopione w ścianę i nie da się go otworzyć, a zachowanie jej chlebodawczyni coraz trudniej wytłumaczyć kapryśnym zachowaniem. Millie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że znalazła się w potrzasku.
       Na początku mamy do czynienia z klasyczną historią - z jednej strony mamy biedną dziewczynę z kryminalną przeszłością, która zatrudnia się u bogatej rodziny jako pomoc domowa. Nie jest trudno wyczuć jej desperację, dlatego też wydaje się być łatwą ofiarą. Z drugiej mamy bogatą, znudzoną panią domu, która jest kapryśna i wybuchowa. Od razu wiadomo jak to się skończy. Ale czy na pewno? W książce mamy dwie perspektywy - przez większość czasu Millie, a potem Niny. W tym wypadku jest to naprawdę ciekawy zabieg, ponieważ relacja Niny wnosi coś zupełnie innego. Przedstawione w książce kobiety bardziej nie mogłyby się różnić, ale to tylko fasada - tak naprawdę jest coś, co je łączy. Ta historia właśnie dlatego jest tak bardzo ciekawa - chociaż praktycznie od początku mamy jako takie pojęcie, że to co widzimy to tylko pozory, to jednak nie jesteśmy do końca pewni o co tutaj chodzi. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana - coś bardzo mrocznego stoi za wydarzeniami w domu rodziny Winchester, jednak długo jest to coś jest niewidoczne gołym okiem. Mamy tylko poczucie, że za tym wszystkim kryje się jakieś zło. Zakończenie też jest niesamowitym zwrotem akcji i chociaż z czasem zaczynamy się go domyślać, to jednak nie wiemy wszystkiego.


        Postacie też prezentują się bardzo ciekawie. Główna bohaterka Millie, to dziewczyna z przeszłością, która stara się jakoś sobie radzić. Jest w bardzo trudnej sytuacji i naprawdę chyba każdy czytelnik jej współczuje. Kobieta, która ją zatrudniła, traktuje ją okropnie - po prostu się na niej wyżywa. Jednak Milie była w więzieniu, tak więc ma też swoją mroczną stronę. Drugą najważniejszą osobą dramatu jest oczywiście Nina, pozornie typowa bogaczka - kapryśna, próżna, znudzona i przez to rozchwiana emocjonalnie. Jednak tutaj, tak jak w przypadku Millie, kryje się coś więcej. Następnie mamy Andrew Winchestera, męża Niny, jedyną wydaje się normalną osobę w tym towarzystwie. Andrew jest grzeczny, kulturalny i współczujący. Dlaczego jednak związał się z taką kobietą jak Nina? Oprócz tego jest jeszcze Enzo - tajemniczy, milczący ogrodnik, który od początku ostrzega Millie, jednak nie chce nic więcej powiedzieć. Jaką rolę pełni w tej całej historii? 
        To wszystko razem powoduje, że książkę czyta się z zapartym tchem. Historia wciąga jak wir i cały czas mamy ochotę na więcej. Fabuła jest bardzo emocjonująca. Na początku akcja rozkręca się powoli, żeby z czasem bardzo mocno przyspieszyć. Zakończenie jest naprawdę sensacyjnie i jak to u Freidy McFadden bywa można mieć tutaj wątpliwości co do jego moralnego wydźwięku. Jednak uważam je za satysfakcjonujące i myślę, że autorka wpadła na świetny pomysł. Dzięki temu książka zdecydowanie się wyróżnia. Warto przeczytać. Jak jednak sprawa wygląda jeśli chodzi o film?


        Millie Calloway (Sydney Sweeney) - kobieta na zwolnieniu warunkowym, podejmuje pracę u bogatej rodziny Winchesterów. O ile pan domu Andrew (Brandon Sklenar) jest miły i uprzejmy, to jego żona Nina (Amanda Seyfried) budzi niepokój. Raz kobieta jest wylewna i sympatyczna, aby zaraz wpadać w furię i wyżywać się na niewinnej gosposi. Do tego jest tajemniczy ogrodnik Enzo (Michele Morrone), który dziwnie się zachowuje. Za czasem Millie zaczyna odczuwać prawdziwe zagrożenie, jednak nie wie jak wielki sekret skrywa dom, z którego nie ma ucieczki. 
        Jak więc widać fabuła filmu zgadza się z książką, a przynajmniej w najważniejszych aspektach. Widomo, twórcy sporo wątków nie ujęli, ponieważ zabrakłoby czasu, a film i tak trwa ponad dwie godziny. Cześć rzeczy też pozmieniano np. zakończenie, jednak na szczęście nie tak bardzo. To było dla mnie najważniejsze, ponieważ książka mi się podobała i nie chciałam, żeby ekranizacja bardzo odbiegała od pierwowzoru.
         Druga kwestia to obsada. Muszę przyznać, że na początku byłam trochę sceptyczna - inaczej wyobrażałam sobie główne bohaterki, szczególnie Ninę. Wydawało mi się, że Amanda Seyfried jest trochę za ładna do tej roli. Jednak okazało się, że obie panie świetnie sobie poradziły, właśnie szczególnie Amanda. Przynajmniej takie jest moje zdanie - podkreślam to, ponieważ czytałam różne opinie, w szczególności o Sydney Sweeney - ja uważam, że bardzo dobrze sobie poradziła. Za to najbardziej na miejscu był w moim mniemaniu Brandon Sklenar - bardzo pasował do tej roli i świetnie się w niej odnalazł. Inaczej rzecz się ma z naszym Massimo, czyli Michele Morrone - trudno tu cokolwiek powiedzieć, ponieważ na ekranie było go tyle co nic. Jednak jest to ciekawe, że taki film jak "365 dni" może być przepustką do hollywoodzkiej kariery. Także obsada na plus. 
            W ogóle cała zagadka jest dosyć dobrze przedstawiona, akcja jest wartka, szczególnie w drugiej połowie, a film naprawdę angażuje widza. Był tu pewien mocny zwrot akcji, chociaż nie dla mnie, bo czytałam książę, choć i tam domyśliłam się, że coś tu nie gra. Jednak sam pomysł był ciekawy. Dlatego uważam, że bardzo fajnie spędziłam te dwie godziny, chociaż były tu pewne problemy. Na pewno niektóre sceny są mocno przerysowane, ocierając się o kiczowatość. Wycięcie niektórych wątków spowodowało, że w pewnych kwestiach fabuła jest bardzo naciągana. Owszem, fabuła książki też była naciągana, ale tu bardziej to widać. Wiele osób zwróciło uwagę na nielogiczności i dużo mało realnych scen. Szczególnie mocno też skrzywdzili Enzo, który jest dosyć ważną postacią w książce, a tutaj najwyżej trzecioplanową. Jednak ja uważam ten film za kino rozrywkowe, stworzone dla relaksu, fajnej zabawy, trochę dreszczyku emocji. I w tych kwestiach film się bardzo dobrze sprawdził. Dlatego też uważam, że jest warty polecenia. 


        Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Freidy McFadden serdecznie zapraszam:



        Bibliografia:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FREIDA MCFADDEN "LOKATORKA"

   Czy tak jak ja lubicie film   "Sublokatorka"   z 1992 r. z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh? Albo film   "Współlokator...