piątek, 13 lutego 2026

KRWAWE WALENTYNKI - AGATHA CHRISTIE "MIŁOŚĆ AŻ PO GRÓB"

         

        Myślę, że nie ma lepszego prezentu na Walentynki dla miłośnika kryminałów, niż dobra książka. A jaki może być lepszy kryminał od książek Agathy Christie. Wydawnictwo Dolnośląskie, które przygotowało jubileuszową serię książek Królowej Kryminałów, od czasu do czasu wydaje zbiory różnych jej opowiadań, w zależności od okazji. Tym razem tą okazją są Walentynki i mamy zbiór jedenastu opowiadań związanych z zazwyczaj tragiczną miłością. Jak zwykle wszystkie opowiadania są świetne, a ja chciałam napisać o moich ulubionych. 
       "Król trefl" to opowiadanie pochodzące ze zbioru "Wczesne sprawy Poirota". Kiedy rodzina Oglanderów spędza wieczór przy grze w karty, nagle do ich domu wbiega przerażona dziewczyna krzycząc "Morderstwo!". Kto zamordował słynnego impresario? I jaki związek z tą sprawą ma popularna tancerka? Jest to świetne opowiadanie o tym jak pozory potrafią bardzo mylić. I oczywiście mamy wątek romantyczny w tle, który tak naprawdę jest osią całej sprawy. 


        Ciekawą historię poznajemy w opowiadaniu pt. "Twarz Heleny". Pan Satterthwaite staje się świadkiem konfliktu dwóch mężczyzn, którzy starają się o rękę pewnej kobiety. Mimo pozornego pogodzenia, pan Satterthwaite ma złe przeczucia. To opowiadanie wydaje się idealne na Walentynki - namiętność jest jednym z najczęstszych motywów zbrodni. Chociaż jest to opowiadanie z wątkiem kryminalnym, to jednak tutaj na pierwszy plan wysuwa się pytanie, czy istnieje prawdziwe piękno. Nie bez powodu mamy w tytule Helenę, czyli najpiękniejszą kobietę, przez którą według mitologii greckiej, wybuchła wojna trojańska. "Twarz Heleny" pochodzi ze zbioru "Tajemniczy pan Quin", tak więc ma też trochę niesamowity charakter. Dzięki temu możemy się wczuć w naprawdę fantastyczny klimat. 


           Bohaterami "Impasu pod króla" są Tommy i Tuppence Beresfordowie. Małżeństwo detektywów postanawia wybrać się do niesławnej restauracji Asa Pik, zaintrygowane pewnym ogłoszeniem. Okazuje się, że instynkt ich nie zawiódł - wkrótce dochodzi do morderstwa. Uwielbiam sprawy Tommy'ego i Tuppence, szczególnie te ze zbioru "Śledztwo na cztery ręce", gdzie mamy do czynienia nie tylko ze sprawami typowo kryminalnymi, ale też ze szpiegostwem. Tutaj jednak jest to klasyczne morderstwo oraz zakazany romans w tle. Tak więc ta sprawa jak najbardziej nadaje się do walentynkowego zbioru. Ponadto Beresfordowie też są romantyczną parą, która ma niesamowitą chemię. Potrafią sobie dogryzać, ale rozumieją się bez słów i są sobie bardzo oddani. Poza tym nie da się ich nie lubić. 


         Opowiadanie "Śmiertelna klątwa" pochodzi ze zbioru o tym samym tytule. Tym razem zagadkę rozwiązuje niezrównana panna Marple. Harry i Louise Laxtonowie są młodzi, piękni i zakochani. Właśnie wprowadzają się do domu swoich marzeń. Jednak jest coś, co zakłóca tą sielankę - pewna staruszka, która ich prześladuje. I wkrótce dochodzi do tragedii. Jest to idealny przykład geniuszu Królowej Kryminałów - opowiadanie krótkie, ale bardzo treściwe. I jak zawsze świetnie skonstruowana intryga. Do tego fantastyczny klimat małej angielskiej wsi, która skrywa wiele tajemnic. I opowiadanie oczywiście dotyczy zakochanych. 


       Oczywiście pozostałe opowiadania są również fantastyczne, jak z resztą wszystkie Królowej Kryminałów. Myślę, że takie tematyczne zbiory to naprawdę fajny pomysł. Dzięki temu możemy bardzo dobrze wczuć się w klimat danego wydarzenia, a w tym wypadku są to Walentynki. W książkach Agathy Christie bardzo często mamy wątki romantyczne - w końcu pisała ona również powieści obyczajowe. Często, tak jak to się dzieje w opowiadaniach z wyżej wymienionego zbioru, miłość i związana z nią namiętność bądź zazdrość, są motywem zbrodni. Jednak nie tylko. Mamy także sporą liczbę zakochanych par, które poznały się w niecodziennych okolicznościach, właśnie związanych ze zbrodnią. Dlatego też "Miłość aż po grób" jest wspaniałą pozycją dla fanów Agathy Christie, ale nie tylko. I do tego piękna i elegancka okładka. Naprawdę trudno się nie skusić. 

 

        Bibliografia:

czwartek, 5 lutego 2026

UGOSZCZONE DUCHY

   

        Czy duchy mogą być ugoszczone? Myślę, że jak najbardziej. Przecież najczęściej występują właśnie w starych domiszczach, zamkach i rezydencjach, stając się z czasem ich integralną częścią. Każdy stary szanujący się pałac powinien mieć swojego ducha. Tak właśnie uważali autorzy opowiadań w najnowszym zbiorze Wydawnictwa Zysk i S-ka "Ugoszczone duchy". Jest to kolejna odsłona tej serii. Mamy tutaj 24 opowiadania klasycznych autorów, tak więc jest w czym wybierać. 
          Jak się okazuje duchy można ugościć nie tylko w domu - często nawiedzają klasztorne mury. O tym właśnie traktują opowiadania Rogera Patera. Głównym bohaterem jest ojciec Philip, który trzeba przyznać, przeżywa fascynujące przygody. Najbardziej podobało mi się opowiadanie "A Porta Inferi". Kiedy ojciec Philip odwiedza pewien zakład dla umysłowo chorych, jest pewny że dobrze zna jednego z pacjentów. Ten jednak twierdzi, że nigdy go nie widział na oczy. Do tego jest opryskliwy i zupełnie nie zachowuje się jak jego dobry znajomy. Wydawałoby się, że w takim miejscu to nic dziwnego - jednak wkrótce okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana. To opowiadanie jest swojego rodzaju przestrogą, żeby nie zostawiać drzwi otwartych - nigdy nie wiadomo kto lub co przez nie przejdzie. Opętanie często nie jest typowo demoniczne, jednak to nie oznacza, że jest mniej groźne. Jedno jest pewne - księża częściej powinni odwiedzać szpitale psychiatryczne. 


    Zaciekawiło mnie też opowiadanie Sabine Baring-Gould pt. "Mustafa". Dla odwiedzających Hotel do l'Europe w Luksorze młodzieniec imieniem Mustafa jest bardzo przydatnym pracownikiem. Na co dzień jest też pogodnym człowiekiem, który wkrótce ma zamiar się ożenić. Jednak pewne okoliczności sprawiają, że postanawia popełnić samobójstwo. Ta historia to klasyczna zemsta zza grobu. Uczy nas też, że nie powinno się drwić z czyiś przekonań - to co dla nas może być nawet śmieszne, dla kogoś innego jest śmiertelnie poważne. Jest to naprawdę smutna historia - człowiek umiera z powodu błędu, który nie był jego winą. Jednak zemsta była naprawdę straszna. 


          Ktoś, kto interesuje się duchami, bardzo dobrze wie, że mogą one być przywiązane nie tylko do miejsc, ale także do przedmiotów. Właśnie ten temat w swoim opowiadaniu pt. "Komplet szachów" podejmuje Richard Marsh. Pewien człowiek kupuje komplet szachów, który został po znanym w okolicy zmarłym ekscentryku. Podekscytowany, siada ze swoim przyjacielem, aby rozegrać partyjkę. Jednak wkrótce przybiera ona nieoczekiwany obrót. Muszę przyznać, że gra w szachy to coś co mnie bardzo fascynuje. Bardzo bym chciała nauczyć się grać, lecz jakoś nigdy nie mam na to czasu. Tutaj mamy do czynienia z historią człowiek, dla którego szachy były obsesją tak bardzo, że umarł w trakcie rozgrywki. Jego obsesja wywarła tak wielki wpływ na ten przedmiot, że dwoje ludzi prawie przypłaciło to szaleństwem.  


           Inny charakter mają opowiadania D.H.Lawrence'a, autora słynnego "Kochanka lady Chatterley". Najbardziej podobała mi się "Granica". Katherine miała dwóch mężów - pierwszy Alan, zginął w trakcie I wojny światowej. Drugi Philip, jest dziennikarzem. Mimo pozornego szczęścia, kobieta bardzo często wraca myślami do swojego pierwszego małżeństwa. Wkrótce jej drugi mąż zaczyna się źle czuć. Jest to dosyć oryginalne opowiadanie, ponieważ ukazane w nim nawiedzenie jest nietypowe. Autor zadaje ciekawe pytania - czy zmarli cały czas są przy nas? Czy możemy w jakiś sposób ich przywołać? I czy mogą oni coś dla nas zrobić? Czy namiętności międzyludzkie mogą przywołać duszę z grobu? Inną ciekawą rzeczą jest dość swobodny jak na tamte czasy język, którym autor się posługuje i to widać we wszystkich jego opowiadaniach. Na pewno jest to coś, co rzuca się w oczy. 


       Jeśli chodzi o słynnych autorów, to w tym zbiorze znajdują się też opowiadania G.K.Chestertona, twórcy postaci księdza detektywa ojca Browna. Jednak tutaj nie mają one charakteru kryminalnego, ale też nie typowych opowieści o duchach. Można powiedzieć, że są bardziej filozoficzne. W "Obcym w swoim domu" pewien człowiek, aby paradoksalnie odnaleźć swój domu, musi od niego uciec. W "Kulturze i ogniu" pewien pasażer pociągu zmusza swojego towarzysza do refleksji na temat siły jednego z żywiołów. W "Portrecie wtorku" mamy nawiązania biblijne, a w "Trzech psach" odniesienia do mitologii greckiej. Jest to na pewno interesująca lektura, jednak nie dotyczy bezpośrednio duchów. 


           Właśnie to co opisałam powyżej sprawia, że ten zbiór podobał mi się trochę mniej od poprzednich. Ja jestem fanką klasycznych opowieści o duchach. Ugoszczone duchy po pierwsze powinny występować np. w domostwach i straszyć, a po drugie w ogóle występować. Tutaj jest z tym różnie. Chyba najbardziej klasyce odpowiadają opowiadania Rogera Patera. Mamy w nich do czynienia z nawiedzeniami, opętaniami czy wizjami. Jeśli chodzi o pozostałych autorów to trochę się to rozmywa. Jednak nie uważam, że jest to zły zbiór - na swój sposób jest ciekawy, ponieważ zawiera bardziej oryginalne opowiadania. Uważam, że warto się zapoznać. 






           Bibliografia:

czwartek, 29 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS SERIAL - AGATHA CHRISTIE "TAJEMNICA SIEDMIU ZEGARÓW"

 

        Agatha Christie jest oczywiście moją najukochańszą pisarką, więc kiedy usłyszałam, że powstaje kolejny serial na podstawie jej powieści, to wiadomo, że się ucieszyłam. Jednak kiedy przeczytałam, że serial ten produkuje Netflix, to mój entuzjazm nieco opadł. Jeśli ktoś ma coś schrzanić, to właśnie Netflix. Ale oczywiście miałam zamiar dać tej produkcji szansę. Ale najpierw po bożemu, czyli książka a potem film. 

Agatha Christie "Tajemnica siedmiu zegarów"


        Gerry Wade na pewno nie jest rannym ptaszkiem. Dlatego też jego znajomi postanawiają zrobić mu kawał - ustawiają w jego sypialni w rezydencji Chimneys mnóstwo budzików. Jednak o dziwo żart się nie udaje - Gerry nie zrywa się z łóżka z okrzykiem. To, co na początku miało być dobrą zabawą, staje się niepokojące. Okazuje się bowiem, że Gerry nie żyje - przedawkował środki nasenne. Kiedy policja orzeka nieszczęśliwy wypadek, nie wszystkich to przekonuje. Przebojowa córka właściciela Chimneys lady Eileen "Bundle" Brent postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy. Przez to wkracza na bardzo niebezpieczną ścieżkę, która dla niej może skończyć się tragicznie. 
        "Tajemnica siedmiu zegarów" jest tak naprawdę kontynuacją powieści "Tajemnica rezydencji Chimneys", jednak dotyczy zupełnie innej historii, także można ją przeczytać bez problemu jeśli się nie zna poprzedniej części. Jest to taki bardziej kryminał szpiegowski, których to Agatha Christie ma trochę na swoim koncie. Ja bardziej preferuję klasyczne kryminały, jednak to nie znaczy, że takich nie czytam. Tym bardziej jeśli jest to Królowa Kryminałów. Jak to u Agathy Christie mamy świetnie skonstruowaną intrygę - młody człowiek, który jest totalnym śpiochem, a więc raczej nie ma problemów ze snem, umiera po przedawkowaniu środków nasennych. Nie wydaje się, żeby miał on jakiś wrogów - był miły i wesoły. Jednak kiedy ginie kolejna osoba sprawa zaczyna wyglądać inaczej. Zamieszana w to wszystko okazuje się być tajemnicza organizacja zwana Siedem Zegarów. Kim oni są? Jakie są ich zamiary? Dlaczego zginęli właśnie ci ludzie? Jest to naprawdę wciągająca i ciekawa tajemnica. Mamy tutaj tajemnicze zgony osób pracujących w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, sekretną organizację, plany genialnego wynalazku oraz dynamiczne śledztwo. Intryga goni intrygę, a tajemnica wydaje się być nieuchwytna - nic tu nie jest takie, na jakie wygląda. Do tego wszystkiego świetne zakończenie.


        Inną mocną stroną tej książki są postacie, a w szczególności oczywiście Bundle Brent - inteligentna, przebojowa, nieustraszona i cały czas pakująca się w kłopoty młoda arystokratka. Towarzyszy jej w śledztwie niewzruszony nadinspektor Battle, który swoim spokojem i stanowczością zawsze dojdzie do prawdy. Postacie drugoplanowe też są fantastycznie wykreowane - wprowadzają dużo tajemnicy, ale też dobrego humoru. 
     Chociaż "Tajemnica Siedmiu Zegarów" nie jest moją ulubioną powieścią Królowej Kryminałów, to uważam, że jest to naprawdę świetna książka. Jeśli ktoś lubi szpiegowskie klimaty, tajemnicze organizacje oraz wartką akcję, to jest to pozycja zdecydowanie dla niego. A jak sprawa się ma z serialem?
 
"Siedem Zegarów Agathy Christie" 2026


        Kiedy na przyjęciu w rezydencji Chimneys dochodzi do tragedii, nieustraszona lady Eileen Brent postanawia dowiedzieć się prawdy, ponieważ nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. Dziewczyna wpada na trop międzynarodowej intrygi i od tej pory znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 
        Już na wstępie mogę powiedzieć, że Netflix nie zawiódł - jak coś można było spieprzyć, to oczywiście to spieprzył. Nawet nie wiem od czego zacząć, tak bardzo wiele rzeczy tu nie gra. Przede wszystkim fabuła - bardzo luźno potraktowano materiał źródłowy. Dużo wątków dodano, dużo pominięto i to moim zdaniem ważnych. Ja rozumiem, że serial czy film nigdy nie będą idealnym odzwierciedleniem książki, ale tutaj to totalny dziki zachód. Jak wspomniałam pominięto ważne kwestie, a te które dodano są zupełnie głupie, bez sensu i wydumane. To bardzo zniszczyło tą genialną w oryginale intrygę. Ktoś z tej fabuły zrobił totalną sieczkę. Przez te niepotrzebnie dodane wątki serial jest za długi i przez to po prostu nudny. Książka jest bardzo wartka, a tu musiałam przewijać, żeby pominąć całkowicie zbędne dialogi. O zakończeniu to nawet nie chcę wspominać - lepiej pominąć to milczeniem. Dla porównania film "Tajemnica Siedmiu Zegarów" z 1981 r, o wiele lepiej przedstawia fabułę książki. 
        Oczywiście jak na Netflix przystało musi być bardzo nowocześnie - co z tego, że to nie pasuje do lat dwudziestych dwudziestego wieku. Jednak najgorsza była główna bohaterka (Mia McKenna-Bruce) - nudna, irytująca, wiecznie nadęta i w ogólnie niepodobna do oryginału. Bundle powinna być przebojowa, rezolutna, wesoła. Ta tutaj to jakaś karykatura. Pozostałe postacie też szału nie robiły - nie wiem np. po co tu Helena Bonham Carter jako matka głównej bohaterki. Eileen miała ojca, a nie matkę - tą postać wciśnięto tu totalnie na siłę. Sytuacji nie uratował nawet Martin Freeman - kompletnie mi nie pasował na nadinspektora Battle'a. Jedyne postacie, które nawet mi odpowiadały do Bill Eversleigh (Hughie O'Donnell) i George Lomax (Alex Macqueen) - tylko oni w miarę przypominali oryginały. 
      Tak więc jak widać wyszło jak zwykle. Naprawdę niech Netflix nie bierze się za ekranizację klasyków, bo jest po prostu kiepsko. Klasyka to klasyka, unowocześnianie jej na siłę jest po prostu niepotrzebne, a na pewno nie w tym przypadku. Ta książka sama się broni - nie potrzebuje pseudoulepszenia. A tak znów wyszła nieciekawa papka pełna pustych frazesów. Może dla kogoś, kto nie czytał książki ten serial będzie bardziej strawny, aczkolwiek wątpię, bo jest po prostu nudny i mało interesujący. Sto razy lepiej sięgnąć po książkę - jest to gwarancja świetnej zabawy.





        Bibliografia:

czwartek, 22 stycznia 2026

FREIDA MCFADDEN "IDEALNY SYN"

 

         Tak się złożyło, że w najnowszym poście biorę na tapet kolejną książkę Freidy McFadden. Myślę, że to świadczy o tym, jak ta autorka jest popularna - mam wrażenie, że co chwilę wychodzą jej nowe książki. Tym razem jest to "Idealny syn"
            Wydawałoby się, że Erika ma idealne życie - dom na przedmieściach, udane dzieci, mąż, który ją rozumie. A szczególnie udany jest jej syn Liam - wzorowy uczeń, sportowiec odnoszący sukcesy, grzeczny, uprzejmy, mistrz debat. Jednak, czy aby na pewno jest to prawda? Kiedy znika nastolatka wszyscy wskazują na jedną rzecz - Liam szczególnie się nią interesował. Czy chłopak jest tak idealny na jakiego wygląda? Czy jednak za tą fasadą kryje się coś mrocznego? Erika staje przed najtrudniejszym w życiu wyborem, a konsekwencje będą niewyobrażalne. 


          Już na wstępie muszę przyznać, że książka naprawdę mi się podobała. Ostatnio miałam wrażenie, że Freida McFadden popada trochę w schemat i jej książki zaczynają być do siebie bardzo podobne. Jednak tutaj mamy troszkę inną historię. Poznajemy Erikę Cass - z pozoru typową matkę z amerykańskich przedmieść. Ma męża, który dobrze zarabia, dwójkę udanych dzieci, ładny dom. Nikt by nie pomyślał, że coś tu jest nie tak. Jednak na tym idealnym obrazku są rysy i to niemałe. Erika bowiem od dawna martwi się o swojego syna Liama. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być idealne - Liam jest przystojny, inteligentny, pracowity. Jednak jest coś, co niepokoi Erikę - chłopak jest bardzo zimny emocjonalnie. Wydaje się być wyzuty z uczuć i empatii oraz świetnie manipuluje ludźmi. Czy to nie cechy psychopaty? Kiedy jego koleżanka Olivia znika bez śladu, Erika jest przerażona - obawia się, że jej syn ma coś z tym wspólnego, tym bardziej, że wymknął się z domu w noc zaginięcia dziewczyny. Myślę, że autorka świetnie ukazała emocje kobiety - Erika bardzo kocha swojego syna, nawet ma wyrzuty sumienia, że kocha go bardziej niż swoją córkę. Jednocześnie boi się go - Liam od dziecka wykazuje dziwne zachowania. Tak więc kobieta jest rozdarta - z jednej strony stara się chronić swoje dziecko, które kocha nad życie, jednak z drugiej stara się przed nim chronić innych. Jest to naprawdę straszna sytuacja dla matki. Kiedy czytałam tą książkę to właśnie naszła mnie refleksja jak muszą czuć się kobiety, których dzieci okazały się być mordercami. Jak wiemy bywa różnie, od załamania nerwowego po wyparcie. Erika jednak nie wypiera problemu, albo udaje że go nie ma. Stara sobie z nim radzić na swój własny sposób. I to właśnie jest największą zaletą tej książki.


        Narracja prowadzona jest również z perspektywy Olivii. Tutaj z jednej strony mamy typową nastolatkę, która przeżywa swoją pierwszą miłość. Jej zauroczenie, pragnienie bycia zauważoną oraz pewne zaślepienie - nie dociera do niej, że Liam może nie być taki na jakiego wygląda, o czym mówi jej sporo osób. Z drugiej jednak mamy bardzo dzielną dziewczynę, która nie ma zamiaru poddać się bez walki. Ta narracja też mi się podobała.
          Sama intryga jest ciekawa i wciągająca - mamy idealnego syna, który prawdopodobnie ukrywa swoje mroczne oblicze, tajemnicę z przeszłości, która rzuca cień na całą rodzinę oraz desperacki wyścig z czasem. Ta historia naprawdę mnie zaangażowała i trudno było mi się od tej książki oderwać. Wprawdzie po przeczytaniu już wielu thrillerów i dobrze znając książki Freidy McFadden od razu wiedziałam, że coś tu nie gra i dosyć szybko domyśliłam się o co tutaj chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak w odbiorze i uważam, że zakończenie było satysfakcjonujące. I co było troszkę inne - aż tak bardzo nie gryzło moralnie, bo u tej autorki często działania bohaterów pozostawiają wiele do życzenia pod tym kątem. Ja chyba jednak lubię dosyć jasne określenie co jest dobre, a co złe. Dlatego może ta książka bardziej do mnie przemówiła i uważam, że naprawdę warto przeczytać. 





        Bibliografia:
  1. F.McFadden, Idealny syn, Czwarta Strona Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. 2026, można kupić np. tu: https://www.empik.com/idealny-syn-freida-mcfadden,p1686929834,ksiazka-p , tu: https://bonito.pl/produkt/idealny-syn , lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/idealny-syn-7547783-ksiazka.html

czwartek, 8 stycznia 2026

KSIĄŻKA VS FILM - FREIDA MCFADDEN "POMOC DOMOWA"


        Freida McFadden to ostatnio jedna z najpopularniejszych autorek thrillerów. Dlatego też na ekrany kin wchodzi film na podstawie jej najbardziej znanej książki, czyli "Pomocy domowej". Byłam bardzo ciekawa tego filmu nie tylko ze względu na książkę, ale także na obsadę. Lubię dzieła Freidy McFadden, ponieważ są ciekawe, wciągające i mają dużo zwrotów akcji. Jednak wiadomo, jeśli chodzi o ekranizacje to niestety różnie bywa. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Na razie chciałam napisać o książce, która stała się światowym bestsellerem. 
     Millie jest w beznadziejnej sytuacji - jest bezrobotna, a jej obecnym domem jest jej samochód. Dlatego też praca pomocy domowej u bogatej rodziny Winchester wydaje się wybawieniem. Chociaż nie jest to łatwa praca - pani domu, Nina, to kobieta bardzo kapryśna i rozchwiana emocjonalnie. Oprócz tego jej córka Cecelia jest rozpieszczonym bachorem, który wyżywa się na biednej gosposi. Z czasem jednak Millie zauważa, że coś dziwnego dzieje się w tym domu - jej pokój można zamknąć tylko od zewnątrz, okno jest wtopione w ścianę i nie da się go otworzyć, a zachowanie jej chlebodawczyni coraz trudniej wytłumaczyć kapryśnym zachowaniem. Millie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że znalazła się w potrzasku.
       Na początku mamy do czynienia z klasyczną historią - z jednej strony mamy biedną dziewczynę z kryminalną przeszłością, która zatrudnia się u bogatej rodziny jako pomoc domowa. Nie jest trudno wyczuć jej desperację, dlatego też wydaje się być łatwą ofiarą. Z drugiej mamy bogatą, znudzoną panią domu, która jest kapryśna i wybuchowa. Od razu wiadomo jak to się skończy. Ale czy na pewno? W książce mamy dwie perspektywy - przez większość czasu Millie, a potem Niny. W tym wypadku jest to naprawdę ciekawy zabieg, ponieważ relacja Niny wnosi coś zupełnie innego. Przedstawione w książce kobiety bardziej nie mogłyby się różnić, ale to tylko fasada - tak naprawdę jest coś, co je łączy. Ta historia właśnie dlatego jest tak bardzo ciekawa - chociaż praktycznie od początku mamy jako takie pojęcie, że to co widzimy to tylko pozory, to jednak nie jesteśmy do końca pewni o co tutaj chodzi. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana - coś bardzo mrocznego stoi za wydarzeniami w domu rodziny Winchester, jednak długo jest to coś jest niewidoczne gołym okiem. Mamy tylko poczucie, że za tym wszystkim kryje się jakieś zło. Zakończenie też jest niesamowitym zwrotem akcji i chociaż z czasem zaczynamy się go domyślać, to jednak nie wiemy wszystkiego.


        Postacie też prezentują się bardzo ciekawie. Główna bohaterka Millie, to dziewczyna z przeszłością, która stara się jakoś sobie radzić. Jest w bardzo trudnej sytuacji i naprawdę chyba każdy czytelnik jej współczuje. Kobieta, która ją zatrudniła, traktuje ją okropnie - po prostu się na niej wyżywa. Jednak Milie była w więzieniu, tak więc ma też swoją mroczną stronę. Drugą najważniejszą osobą dramatu jest oczywiście Nina, pozornie typowa bogaczka - kapryśna, próżna, znudzona i przez to rozchwiana emocjonalnie. Jednak tutaj, tak jak w przypadku Millie, kryje się coś więcej. Następnie mamy Andrew Winchestera, męża Niny, jedyną wydaje się normalną osobę w tym towarzystwie. Andrew jest grzeczny, kulturalny i współczujący. Dlaczego jednak związał się z taką kobietą jak Nina? Oprócz tego jest jeszcze Enzo - tajemniczy, milczący ogrodnik, który od początku ostrzega Millie, jednak nie chce nic więcej powiedzieć. Jaką rolę pełni w tej całej historii? 
        To wszystko razem powoduje, że książkę czyta się z zapartym tchem. Historia wciąga jak wir i cały czas mamy ochotę na więcej. Fabuła jest bardzo emocjonująca. Na początku akcja rozkręca się powoli, żeby z czasem bardzo mocno przyspieszyć. Zakończenie jest naprawdę sensacyjnie i jak to u Freidy McFadden bywa można mieć tutaj wątpliwości co do jego moralnego wydźwięku. Jednak uważam je za satysfakcjonujące i myślę, że autorka wpadła na świetny pomysł. Dzięki temu książka zdecydowanie się wyróżnia. Warto przeczytać. Jak jednak sprawa wygląda jeśli chodzi o film?


        Millie Calloway (Sydney Sweeney) - kobieta na zwolnieniu warunkowym, podejmuje pracę u bogatej rodziny Winchesterów. O ile pan domu Andrew (Brandon Sklenar) jest miły i uprzejmy, to jego żona Nina (Amanda Seyfried) budzi niepokój. Raz kobieta jest wylewna i sympatyczna, aby zaraz wpadać w furię i wyżywać się na niewinnej gosposi. Do tego jest tajemniczy ogrodnik Enzo (Michele Morrone), który dziwnie się zachowuje. Za czasem Millie zaczyna odczuwać prawdziwe zagrożenie, jednak nie wie jak wielki sekret skrywa dom, z którego nie ma ucieczki. 
        Jak więc widać fabuła filmu zgadza się z książką, a przynajmniej w najważniejszych aspektach. Widomo, twórcy sporo wątków nie ujęli, ponieważ zabrakłoby czasu, a film i tak trwa ponad dwie godziny. Cześć rzeczy też pozmieniano np. zakończenie, jednak na szczęście nie tak bardzo. To było dla mnie najważniejsze, ponieważ książka mi się podobała i nie chciałam, żeby ekranizacja bardzo odbiegała od pierwowzoru.
         Druga kwestia to obsada. Muszę przyznać, że na początku byłam trochę sceptyczna - inaczej wyobrażałam sobie główne bohaterki, szczególnie Ninę. Wydawało mi się, że Amanda Seyfried jest trochę za ładna do tej roli. Jednak okazało się, że obie panie świetnie sobie poradziły, właśnie szczególnie Amanda. Przynajmniej takie jest moje zdanie - podkreślam to, ponieważ czytałam różne opinie, w szczególności o Sydney Sweeney - ja uważam, że bardzo dobrze sobie poradziła. Za to najbardziej na miejscu był w moim mniemaniu Brandon Sklenar - bardzo pasował do tej roli i świetnie się w niej odnalazł. Inaczej rzecz się ma z naszym Massimo, czyli Michele Morrone - trudno tu cokolwiek powiedzieć, ponieważ na ekranie było go tyle co nic. Jednak jest to ciekawe, że taki film jak "365 dni" może być przepustką do hollywoodzkiej kariery. Także obsada na plus. 
            W ogóle cała zagadka jest dosyć dobrze przedstawiona, akcja jest wartka, szczególnie w drugiej połowie, a film naprawdę angażuje widza. Był tu pewien mocny zwrot akcji, chociaż nie dla mnie, bo czytałam książę, choć i tam domyśliłam się, że coś tu nie gra. Jednak sam pomysł był ciekawy. Dlatego uważam, że bardzo fajnie spędziłam te dwie godziny, chociaż były tu pewne problemy. Na pewno niektóre sceny są mocno przerysowane, ocierając się o kiczowatość. Wycięcie niektórych wątków spowodowało, że w pewnych kwestiach fabuła jest bardzo naciągana. Owszem, fabuła książki też była naciągana, ale tu bardziej to widać. Wiele osób zwróciło uwagę na nielogiczności i dużo mało realnych scen. Szczególnie mocno też skrzywdzili Enzo, który jest dosyć ważną postacią w książce, a tutaj najwyżej trzecioplanową. Jednak ja uważam ten film za kino rozrywkowe, stworzone dla relaksu, fajnej zabawy, trochę dreszczyku emocji. I w tych kwestiach film się bardzo dobrze sprawdził. Dlatego też uważam, że jest warty polecenia. 


        Jeśli macie ochotę poczytać o innych książkach Freidy McFadden serdecznie zapraszam:



        Bibliografia:


wtorek, 30 grudnia 2025

PLANSZÓWKA NA SYLWESTRA - KRZYK

 

        Myślę, że dla fana slasherów (czyli dla mnie), gra planszowa (no dobra może bardziej karciana) oparta na najsłynniejszym z nich, to naprawdę nie lada gratka. Tym bardziej, że zbliża się Sylwester, który ja osobiście wolę spędzić na domówce z moimi przyjaciółmi. Ostatnio pisałam o nowym sezonie "Final Girl", czyli grze typowo "slasherowej", tak więc pozostajemy w tym samym klimacie. Na "Krzyk" trafiłam całkowicie przypadkiem - po prostu wyświetlił mi się gdzieś w reklamie (chyba po raz pierwszy w życiu byłam zadowolona z reklam). Od razu oczywiście zamówiłam i pomyślałam, że to będzie bardzo fajna gra na Sylwestra. 


         Gra jest przeznaczona dla 3-8 graczy powyżej 13 lat. Jest to gra kooperacyjna, a naszym zadaniem będzie pokonanie słynnego Ghostface'a. Składa się ona z figurki naszego zabójcy, znacznika noża, planszy scen oraz kart - Krzyku i scen. Aby móc grać będzie nam potrzebna aplikacja SCREAM The Game, którą można zainstalować z Google Play lub App Store. To właśnie przez nią będzie do nas dzwonił nasz morderca. Na początku musimy przygotować grę - na środku stołu rozstawiamy planszę scen, obok niej talię kart scen, którą dobieramy odpowiednią ilość, dostosowaną do liczby graczy - każdy z nich losuje jedną i kładzie obok siebie zakrytą. Następnie układamy talię kart Krzyku, z której każdy dobiera po trzy karty. W pobliżu planszy kładziemy figurkę Ghostface'a, a pierwszy gracz bierze znacznik noża. Naszym zadaniem będzie odrzucić wszystkie karty scen, aby to zrobić musimy zebrać wszystkie karty Krzyku odpowiadające symbolom na kartach scen. W tym celu w naszej turze możemy: dobrać kartę lub wymienić się z innym graczem, ale tylko takim który ma karty i może nam dać swoją w zamian. W swojej turze możemy oczywiście odrzucić kartę scen, jeśli mamy uzbierane odpowiednie karty Krzyku. W tym wszystkim będzie nam przeszkadzał Ghostface, który będzie do nas dzwonił przez aplikację - będzie on groził i prześladował graczy. Dlatego też lepiej nie mieć na ręce kart z jego symbolem. Wszystkie szczegóły gry są opisane w instrukcji, która w ogóle nie jest skomplikowana, dlatego myślę, że nie będzie żadnych problemów ze zrozumieniem. 


           Co sądzę o tej grze? Otóż bardzo mi się podoba. Po pierwsze nawiązuje do jednego z moich ulubionych slasherów i naprawdę ma świetny klimat. Dzieje się tak dzięki aplikacji, z której dzwoni morderca - dodaje to świetnej horrorowej atmosfery. Po drugie gra jest prosta i szybka - idealna w momencie, kiedy chcemy w coś zagrać, a nie mamy zbyt dużo czasu lub nam się nie chce rozstawiać wiele elementów i ogarniać skomplikowane zasady. Dlatego myślę, że będzie idealna na małą imprezkę. Po trzecie jest to gra kooperacyjna, a więc wymaga współpracy i dosyć szybkiego myślenia i refleksu, dzięki temu przyjemnie gra się ze znajomymi, a gra nie jest nudna. Jej akcja jest naprawdę dynamiczna. Po czwarte jest porządnie wykonana - elementy są ładnie i dobrze wykonane, a karty bardzo klimatyczne. Mieści się w niewielkim pudełku, więc można bez problemu wszędzie ją zabrać. Po piąte nie jest bardzo droga - ja w promocji kupiłam ją za niewiele ponad siedemdziesiąt złotych. Może nie jest to super tanio, ale gra ma sporo elementów i aplikację, więc uważam że nie jest źle. 
         Podsumowując - jest to bardzo fajna, imprezowa gra i to nie tylko dla fanów slasherów. Myślę, że pozostałych graczy też zadowoli, a jej dynamika pozwoli na wiele chwil świetnej zabawy. Serdecznie polecam.
      Chciałam jeszcze Wszystkim życzyć Szczęśliwego Nowego Roku - oby okazał się jeszcze lepszy niż poprzedni. I bawcie się dobrze 🎇



wtorek, 23 grudnia 2025

ZABÓJCZE ŚWIĘTA. CZĘŚĆ II - CICHA NOC Z SHERLOCKIEM HOLMESEM I HERKULESEM POIROT

 

            Święta z kryminałem to mój najlepszy sposób na spędzenie miło tego wyjątkowego czasu, oprócz oczywiście rodzinnego spotkania. Szczególnie, jeśli są to moi ulubieni detektywi, czyli Sherlock Holmes i Herkules Poirot. W repertuarze Agathy Christie jest wiele opowiadań, których akcja dzieje się w Święta Bożego Narodzenia. O części już pisałam, a teraz chciałabym napisać nie tyle o dziele Królowej Kryminałów, ale o kontynuacji przygód sprytnego Belga. Jeśli chodzi o Conan Doyle'a to jest tego mniej, ale tutaj też posłużę się pewnymi kontynuacjami. Wszystko po to, aby spędzić święta w doborowym towarzystwie. 

Sophie Hannah "Cicha noc Herkulesa Poirota"


         Matka inspektora Catchpoola jest w rozpaczy - dlatego prosi swojego syna i jego przyjaciela, słynnego detektywa Herkulesa Poirot, o pomoc. Jej przyjaciółka, Vivienne Laurier obawia się o życie swojego męża. Okazuje się, że w szpitalu, do którego ma trafić pan Laurier, doszło do morderstwa, a kobieta jest przekonana, że jej mąż będzie następny. Dlatego też Catchpool i Poirot postanawiają spędzić Święta w posiadłości Laurierów. Wkrótce jednak dochodzi do kolejnej tragedii. 
            W moim cyklu postów o Herkulesie Poirot pisałam, że nie jestem fanką kontynuacji jego przygód stworzonej przez pisarkę Sophie Hannah. I taka jest prawda. Jednak kiedy zobaczyłam świąteczną książkę o swoim ulubionym detektywie to nie mogłam się powstrzymać. I jaki jest rezultat? Z jednej strony napisałabym, że wyszło jak zwykle, jednak z drugiej nie jest to do końca prawda. Ale zacznę od początku. Przede wszystkim mamy tutaj bardzo fajny klimat - Boże Narodzenie w rezydencji, która wkrótce zostanie pochłonięta przez morze, tajemnicza śmierć w szpitalu, złowrogie przeczucia, zwaśniona rodzina oraz czające się w mroku niebezpieczeństwa. Sama zagadka również jest ciekawa - ofiarą morderstwa padł miły i lubiany człowiek, który nikomu nie wyrządził żadnej krzywdy. Zginął w szpitalu, do którego ma trafić gospodarz Poirota i Catchpoola, czyli Arnold Laurier. Przez to jego żona martwi się o jego bezpieczeństwo. Czy słusznie, czy są to tylko urojenia histeryczki? Obie ofiary, tzn. ofiarę właściwą i potencjalną, pozornie nic nie łączy, oprócz jednego - obaj są pogodnej i optymistycznej natury. Czy jednak jest to powód do morderstwa? Trzeba przyznać, że motywacje jakimi kieruje się sprawca są naprawdę zdumiewające, można by wręcz pomyśleć, że absurdalne. Jednak natura ludzka potrafi zaskakiwać - o czym Poirot i Catchpool rozmawiają w ostatnim rozdziale. Co ciekawe przedstawili inne poglądy na temat mordercy, które o dziwo się nie wykluczają. I to właśnie jest w tej książce najciekawsze. Dalej jednak mam wrażenie, że to nie jest Herkules Poirot, ale jego podróbka. Poza tym pewne wątki są zbyt zagmatwane. Mimo to książka nawet mi się podobała i mnie wciągnęła - w końcu jest to kryminał świąteczny. 


Arthur Conan Doyle "Niebieski karbunkuł"


            Sherlock Holmes prowadzi nietypową dla siebie sprawę - pewien mężczyzna, który został napadnięty w Boże Narodzenie, zgubił kapelusz i .................gęś. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu pieczona gęś to bardzo przyzwoity przysmak, gdyby nie to, że w gardle owej gęsi odnaleziono drogocenny klejnot. Rzekomy złodziej został ujęty przez policję. Jednak czy aby na pewno złapano właściwą osobę. To opowiadanie ma na pewno trochę lżejszą formę, niż większość opowiadań o Sherlocku Holmesie. Nie mamy tutaj do czynienia z morderstwem, ale z zuchwałą kradzieżą. Jednak metody słynnego detektywa się nie zmieniają - nadal jest to genialna dedukcja. Poza tym jest to doskonałe opowiadanie na Święta, gdyż jego akcja dzieje się właśnie w Boże Narodzenie. Dzięki temu mamy naprawdę fantastyczny klimat. Uwielbiam opowiadania o Holmesie nie tylko ze względu na jego geniusz, ale też właśnie na atmosferę - wiktoriański Londyn to coś, co po prostu kocham, a wiktoriański Londyn w Święta Bożego Narodzenia, to coś jeszcze piękniejszego. Dlatego też warto obejrzeć także odcinek serialu "Przygody Sherlocka Holmesa" z 1984 r. pod tym samym tytułem. Twórcy serialu bardzo dbali o szczegóły epoki, więc wszystko jest wspaniale odwzorowane.    

Gillian Linscott "Skandal w zimie"



     Sherlock Holmes i doktor Watson będąc już na emeryturze, spędzają Święta w szwajcarskich Alpach. Wszystko wydaje się wspaniałe, dopóki do ich hotelu nie przybywa kobieta, której rok wcześniej mąż zginął w tajemniczych okolicznościach. I to właśnie ją podejrzewano o jego zabójstwo. Sprawa robi się ciekawsza, kiedy okazuje się, że kobieta jest Sherlockowi Holmesowi bardzo dobrze znana. Co do kontynuacji przygód Sherlocka Holmesa przez innych autorów, mam lepsze podejście niż do kontynuacji przygód Herkulesa Poirot. Podobała mi się książka Anthony'ego Horowitza "Dom jedwabny" oraz niedawno recenzowana przeze mnie powieść Garetha Rubina pt. "Holmes & Moriarty". To opowiadanie też uważam za całkiem przyjemne. Tym razem całą sprawę śledzimy z perspektywy nie jak zazwyczaj doktora Watsona, ale dziewczynki imieniem Jessica. Jest to ciekawy zabieg, ponieważ możemy zobaczyć jak te najsłynniejsze w historii kryminałów postacie, postrzegają inne osoby. Jest to klasyczna sprawa - mężczyzna wypada z okna z krzykiem, więc raczej to nie jest samobójstwo. Był bogaty, a jego małżeństwo nie było szczęśliwe. Tak więc prosta sprawa. Tylko, że zarówno Jessica, jak i Sherlock Holmes mają wątpliwości. Może nie jest to jakaś wyjątkowo skomplikowana intryga, ale myślę, że nawet dobrze jest oddana słynna dedukcja Holmesa. Wszystko to ma oczywiście wspaniałą atmosferę Świąt w szwajcarskich Alpach. Dodatkową atrakcją jest pojawienie się dobrze znanej czytelnikom słynnego detektywa postaci. Serdecznie polecam. 


        Ja ze swojej strony chciałabym wszystkim życzyć Radosnych Świąt spędzonych z najbliższymi w miłej atmosferze oraz oczywiście odpoczynku i ciekawej lektury. 




        Bibliografia:
  1. S.Hannah, Cicha noc Herkulesa Poirot, Wydawnictwo Dolnośląskie 2024, można kupić np. tu: https://www.empik.com/cicha-noc-herkulesa-poirota-hannah-sophie,p1515485360,ksiazka-p tu: https://bonito.pl/produkt/cicha-noc-herkulesa-poirota lub tu: https://www.swiatksiazki.pl/cicha-noc-herkulesa-poirota-7401968-ksiazka.html
  2. Oba opowiadania pochodzą ze zbioru: Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne. Wybór i opracowanie Otto Penzler, Wydawnictwo Zysk i S-ka 2020, można kupić na Allegro

FREIDA MCFADDEN "LOKATORKA"

   Czy tak jak ja lubicie film   "Sublokatorka"   z 1992 r. z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh? Albo film   "Współlokator...